Bezpowrotnie utracone złudzenia

Ocenę strategii i taktyki Putina zawdzięczam przede wszystkim amerykańskiej prasie antybushowskiej, czyli głównie pismu „The New York Times”. Po nominacji pani Rice na stanowisko sekretarza do spraw zagranicznych politologiczne źródła w USA zdecydowały się skonkretyzować plany prezydenta Rosji. Zamierzał on najpierw za jednym zamachem odzyskać Ukrainę, i to w pełni. Opór, z jakim się spotkał, nieprzyjemnie go zaskoczył. Ukraiński ruch pomarańczowy oraz jego wsparcie ze strony całego świata zirytowały Putina, który sięgnął do starej sakwy, ażeby porządnie rugnąć wszystkich, którzy mu się sprzeciwili. Połajanki te okazały się jednak mało efektywne i Juszczenko zdobył prezydenturę. Rzecz oczywista, Putin, zaprawiony w szkole KGB, nie zrezygnował z planów odbudowy rosyjskiego imperium. Można się jednak spodziewać, że będzie teraz działał z mniejszym impetem i bardziej okólnie.
Amerykańscy rzeczoznawcy twierdzą, że obecnie cała moc ekonomiczna Rosji stoi na naftowej i gazowej monokulturze. Spowodowało to zamieszanie i popłoch wśród potencjalnych inwestorów zagranicznych, którzy wyraźnie przenoszą się na teren rosnącego w potęgę chińskiego Państwa Środka. Na dodatek ostatnio pani Rice wymieniła jako głównych przeciwników Ameryki Północną Koreę, Iran oraz Białoruś. Włączenie tego ostatniego państwa było zaskakujące dla komentatorów, ponieważ kraj Łukaszenki jest najbliższym sojusznikiem putinowskiej Rosji. Wygląda więc na to, że miłe złudzenia Busha o partnerstwie amerykańsko-rosyjskim pękają jak bańka mydlana i należy się liczyć ze wzmożonym antagonizmem: obecny stan chwiejnej równowagi zbyt długo utrzymać się nie może. W wypowiedziach wiceprezydenta USA oraz pani Rice pojawiły się też coraz wyraźniejsze wskazania, że jeśli Ameryka nie uderzy w Teheran, uczyni to Izrael. Wszystko to jest na razie tylko formą słownej szermierki, ale ujawnia, że spokojne nadchodzące czasy nie będą. A ponieważ Giertychy usiłują stać się Samsonami polskiej polityki wewnętrznej, przyjdzie do rozchwiania III Rzeczypospolitej i trudno sobie wyobrazić, jak przejdziemy przez ten okres zamętu, który może nawet wybuchnąć na skalę światową.

2 lutego 2005 r.

Wydanie: 6/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy