Biało-czerwona niezwyciężona!

Biało-czerwona niezwyciężona!

Zasłużyliśmy na pozycję lidera, wykonaliśmy ciężką pracę na boisku

To trwało zaledwie dziewięć sekund! Zegar na Arena Naţională w Bukareszcie wskazywał 12. minutę spotkania Rumunia-Polska, kiedy na środku boiska piłkę przejął Kamil Grosicki. Przebiegł sam ponad 30 m, wyprzedzając pięciu (!) obrońców rywali, wpadł na pole karne i uderzył pod poprzeczkę. – Przed meczem myślałem: jak strzelę gola, to pobiegnę do trenera. Dużo mu zawdzięczam, a to, gdzie jestem teraz, to jego spora zasługa – komentował „Grosik”. Piękna indywidualna akcja, godna najlepszych, takich jak Diego Maradona czy Leo Messi. Gol dał naszej reprezentacji prowadzenie 1:0, a meczowy dorobek powiększył dwoma trafieniami Robert Lewandowski. Powiało grą na najwyższym poziomie.

Niespodziewanie najlepszy mecz

Nie było to jednak – jak mógłby świadczyć wynik 3:0 – łatwe spotkanie. Nie tylko ze względu na graniczącą z prowokacją postawę gospodarzy, ale także z powodu skandalicznego zachowania miejscowych kibiców. Najbardziej odczuł to kapitan naszej reprezentacji – „Lewy”. Kiedy w 54. minucie spotkania Rumuni mieli szansę na wyrównanie, na pole karne rzucono z trybuny petardę. Ogłuszony nią Lewandowski upadł na murawę i przez dłuższą chwilę trzymał się za twarz. Incydent wyglądał naprawdę groźnie, jednak po interwencji sztabu medycznego nasz kapitan wrócił do gry. I to w najprzedniejszym stylu! W 82. i 91. minucie strzelił rywalom dwa gole, przesądzając tym samym o losach spotkania. Wypytywany po meczu o incydent spokojnie opowiadał: – Przez kilka minut nie za bardzo wiedziałem, co się dzieje, bo na dodatek chwilowo nic nie słyszałem. Na szczęście nic wielkiego się nie stało. Mam nadzieję, że nad ranem nie obudzę się z żadnym bólem. Stałem bardzo blisko, ten wybuch był nie tylko bardzo głośny i mnie ogłuszył, ale też zadziałało to na moje oczy. Potrzebowałem paru minut, by dojść do siebie.

Kiedy jednak nasz snajper doszedł do siebie, gospodarze przekonali się boleśnie, jak drogo ich kosztował karygodny wybryk. A selekcjoner reprezentacji Rumunii Christoph Daum przyznał: – Przegraliśmy z dużo lepszym zespołem.

Zdaniem praktycznie wszystkich obserwatorów (w tym ponad 8 mln telewidzów) był to najlepszy mecz reprezentacji za kadencji obecnego selekcjonera. W internetowej sondzie za taki uznało go 79% respondentów. Dlatego warto zapamiętać datę: 11 listopada 2016 r., jak również skład naszego zespołu: Fabiański – Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk – Krychowiak, Linetty (od 70. minuty Mączyński) – Błaszczykowski, Zieliński (od 81. minuty Teodorczyk), Grosicki (od 89. minuty Peszko) – Lewandowski.

– Brawa należą się całej drużynie – oceniał Adam Nawałka. – To było niezwykle ważne, jak zespół będzie reagował po ostatnich wydarzeniach. Widać, że wszyscy piłkarze byli świadomi tego, co się stało, i że musimy wrócić na odpowiednie tory pod względem przygotowania mentalnego. Zawodnicy byli skoncentrowani od pierwszej do ostatniej minuty. Oczywiście chciałbym zaapelować o spokój, nie popadajmy w euforię. Takie mecze zdarzały się nam bardzo dawno temu. Mam na myśli jakość rozgrywanych spotkań na wyjeździe. Chciałbym zaznaczyć, że nasi rywale byli bardzo groźni. To, że wygraliśmy 3:0, wcale nie świadczy, że był to łatwy mecz, a wręcz przeciwnie. Rumuni mieli pomysł na grę. Przy naszym prowadzeniu 1:0 w wielu sytuacjach próbowali nas zaskoczyć i dobrze rozgrywali piłkę. Odpowiedzieliśmy tak, jak powinniśmy. Zasłużyliśmy na pozycję lidera, wykonaliśmy ciężką pracę na boisku.

Na temat gry biało-czerwonych zabrał też głos Michał Kołodziejczyk z Wirtualnej Polski: – Kiedy wydawało się, że polscy piłkarze zaczęli fruwać w chmurach po udanym występie na Euro, a kolejne eliminacje planują wygrać, grając „na opinii”, w Bukareszcie przypomnieli, za co musimy ich kochać. Wygrywając z Rumunią 3:0, i to w jaskini lwa, wrócili do gry w najtrudniejszym dla siebie momencie. Kilka tygodni po aferze alkoholowej, która mogła rozbić zespół od środka, w eliminacjach, w których harce w pierwszych połowach sprawiały, że w drugiej brakowało prądu – pokonali silnego przeciwnika na wyjeździe. A na to czekaliśmy przecież 10 lat. Być może oglądaliśmy najlepszy występ naszej reprezentacji prowadzonej przez Adama Nawałkę. Mieliśmy się uczyć gry bez Arkadiusza Milika, mieliśmy czuć w każdej sekundzie ból Grzegorza Krychowiaka związany z tym, że w Paris Saint-Germain rzadko wstaje z ławki rezerwowych, miało nam brakować znowu kontuzjowanego Macieja Rybusa. Słuchaliśmy Adama Nawałki już trochę znudzeni – bo o kwestiach defensywnych, ofensywnych i mentalnych słyszeliśmy to samo przed meczami z Kazachstanem, Danią i Armenią. Tym razem wszystko zadziałało, a niektórzy z naszych piłkarzy przed nazwiskiem mogą sobie dopisywać tytuł profesorski.

Wygrane z balangą w tle

Cofnijmy się w czasie. Przed wyjazdem do Bukaresztu dwa mecze eliminacji do finałów mistrzostw świata 2018 rozegrano na Stadionie Narodowym w Warszawie. Najpierw (8 października) była konfrontacja z jednym z najgroźniejszych grupowych rywali – reprezentacją Danii. Jej selekcjoner Åge Hareide pytany o Polaków odpowiedział: – Zespół, który jest dobrze zorganizowany i taki, przeciwko któremu trudno się gra, jest rzeczywiście przerażający sam w sobie. Musimy starać się dostosować naszą taktykę, jaką gramy na wyjazdach, abyśmy byli gotowi stawić opór rywalowi w Warszawie. Polska jest prawdopodobnie w naszej grupie najsilniejsza i musimy przygotować nasz zespół na walkę z nią od początku do końca.

I rzeczywiście fani gospodarzy – ku zaskoczeniu – musieli drżeć o zwycięstwo 3:2 do ostatniej minuty. Jednak najpierw mieliśmy pokaz umiejętności strzeleckich jednego aktora. Nasz kapitan popisał się hat trickiem, prowadziliśmy 3:0, ale od 69. minuty już tylko jedną bramką i nic nie było odtąd pewne.

Drużyna dotrwała szczęśliwie do końca, ale wcześniej pech dopadł Arkadiusza Milika. Z pozoru nie wyglądało to na coś szczególnie poważnego. Zderzenie z rywalem, upadek i grymas bólu. Milik dokończył pierwszą połowę sobotniego meczu z Danią, ale na drugą już nie wyszedł. Badania diagnostyczne wykazały znaczne uszkodzenia więzadła krzyżowego przedniego lewego kolana. Milik poddał się operacji w Neapolu, czeka go wielomiesięczna rehabilitacja. Nie zagrał już z Armenią i Rumunią. Ominie go także mecz z Czarnogórą (26 marca), nawet jego występ w rewanżowym spotkaniu z Rumunią (10 czerwca) stoi pod znakiem zapytania. Tym samym jest raczej wykluczony jego udział w finałach młodzieżowych mistrzostw Europy, które w czerwcu przyszłego roku zostaną rozegrane w Polsce.

Po meczu trener Hareide skomentował: – W pierwszej połowie byliśmy niezgrani, a Polacy bardzo dobrze bronili. A jeśli doda się do tego najlepszego napastnika na świecie, to takie są efekty. Szkoda mi jednak straconych szans i gdybym miał podsumować, to różnicą między Polską a Danią był Robert Lewandowski.

Te same słowa powinny były paść trzy dni później, po wygranym 2:1 spotkaniu z Armenią. Gdyby nie perfekcyjne dogranie piłki z rzutu wolnego przez Kubę Błaszczykowskiego właśnie na głowę Roberta, zakończyłoby się ono kolejnym kompromitującym remisem.

Zaczęto analizować, co może być przyczyną takiej nierównej dyspozycji naszych zawodników – najdalej w dociekaniu poszli dziennikarze „Przeglądu Sportowego”, którzy ujawnili (przeciek kontrolowany?), co się działo w stołecznym hotelu DoubleTree by Hilton, a konkretnie w nocy po meczu z Duńczykami. Jak opisano tę balangę, były rozmowy przy alkoholu do rana, jeden z zawodników przeholował, wymiotował, drugi musiał być dobudzany na pomeczową analizę spotkania z Duńczykami. Nic dziwnego, że nawet tak niespotykanie spokojny dziennikarz jak szef „Piłki Nożnej” Adam Godlewski w artykule zatytułowanym „Wrzód należy przeciąć” napisał bez ogródek: „Chwała reprezentantom Polski za to, że w dwóch październikowych meczach eliminacyjnych sięgnęli po komplet punktów. To bowiem naprawdę duża sztuka w sytuacji, kiedy notorycznie gubi się koncentrację i traci gole tuż po zdobyciu lub powiększeniu prowadzenia. Jeśli jednak teraz nie doczekamy się krytycznej refleksji sztabu Adama Nawałki, kolejne spotkanie rozegrane w tak skandalicznie słaby sposób jak to z Armenią zakończy się z zerem po stronie zdobyczy… Owszem, jeszcze raz się udało, ponieważ trener Nawałka ma fart, jakiego od czasów Kazimierza Górskiego nie miał żaden nasz selekcjoner… Tym bardziej że w kwalifikacjach Euro 2016 nikt nie miał wątpliwości, iż selekcjoner nie tylko umie pomóc – trafnymi decyzjami, także personalnymi – szczęściu, ale też w pełni kontroluje sytuację w zespole. Po doniesieniach »Przeglądu Sportowego«, odsłaniających kulisy październikowego zgrupowania, czar prysł.

Zasadne jest zatem pytanie, dlaczego teraz mleko publicznie się rozlało. Choć to akurat jest w miarę czytelne – po skandalicznej grze przez godzinę przeciw dziesiątce Ormian, gdzie oprócz Kuby Błaszczykowskiego Robert Lewandowski nie mógł liczyć na wielkie wsparcie innych partnerów, miarka zwyczajnie się przebrała. Ktoś, komu najwyraźniej na sercu leży dobro reprezentacji, dokonał kontrolowanego przecieku – aby przeciąć wrzód. Czyli ukrócić zabawę w sytuacji, kiedy gołym okiem widać, że należy włożyć dużą pracę w powrót na właściwe tory. Wstrząs niewątpliwie jest potrzebny”.

Kompaktowa drużyna

Kiedy tzw. afera alkoholowa wyszła na jaw, wiele osób jakoś dziwnie odwróciło się od reprezentantów. Jak słusznie zauważył Zbigniew Mroziński na łamach „Piłki Nożnej”, krytykowano polski zespół za mecz z Armenią, a przecież w eliminacjach World Cup 2014 przywiozła ona z wyjazdów aż 10 punktów (m.in. 2:2 z Włochami w Neapolu, 4:0 z Duńczykami w Kopenhadze i 2:1 z Czechami w Pradze). „Tymczasem za krytykę biało-czerwonych po dwóch zwycięstwach odniesionych w odstępie kilku dni, co udało się naszej reprezentacji po raz pierwszy od dziewięciu lat, wzięli się nawet aktorzy, piosenkarze i inni celebryci”, pisał Mroziński. Dodam, że zwycięstwo nad Rumunią do 12 przedłużyło serię meczów o stawkę bez porażki. Nawałka kierował reprezentacją już podczas 35 występów, ze zdecydowanie dodatnim bilansem: 18 zwycięstw, 13 remisów i zaledwie cztery przegrane. Ten rok „biało-czerwona niezwyciężona” pożegna niemal na pewno z najwyższą w historii, 15. pozycją w rankingu FIFA. Wiele wskazuje, że po raz pierwszy wyprzedzimy Włochów.

Trener Duńczyków wspomniał o różnicy, jaką robi Robert Lewandowski. Obyśmy nie musieli się przekonywać, co znaczy drużyna narodowa bez niego. Pisanie o nim nie jest wcale łatwe, bo – jak zauważył jeden z moich znajomych – kariera „Lewego”, jego sposób podchodzenia do życia sportowego i prywatnego są tak wzorcowe, książkowe, że aż… nudne. Na razie zatem są to eliminacje naszego supersnajpera. W czterech meczach zdobyliśmy 10 bramek, z tego aż siedem jest dziełem Roberta. On rzeczywiście daje z siebie więcej niż wszystko. Nie mówi tego głośno, ale doskonale wie, że jeżeli nie wystąpi w finałach mistrzostw świata, nigdy nie będzie spełniony piłkarsko. Nie tylko podczas spotkania w Bukareszcie dowiódł, co znaczy być kapitanem. Bo to on, po męskiej rozmowie z selekcjonerem, kilku kolegom z zespołu uratował skórę (czyli pozostanie w kadrze).

*

Reprezentacyjny rok zakończono meczem we Wrocławiu. Rezultat 1:1 ze Słowenią –stosowny do towarzyskiego charakteru spotkania (bez Lewandowskiego, Piszczka i Glika). Selekcjoner reprezentacji gości Srečko Katanec nie szczędził komplementów pod adresem biało-czerwonych: – Widziałem ostatni mecz Polaków z Rumunią i zagrali perfekcyjnie. To nie są grzecznościowe pochwały, to naprawdę superdrużyna. Są zgrani, groźni, grają kompaktową piłkę nożną.


„Lewy” po trzykroć
– 7 września 2014 r., Faro, eliminacje ME 2016 Gibraltar-Polska – 0:7,
4 bramki (50., 53., 84. i 89. minuta)
– 13 czerwca 2015 r., Warszawa, eliminacje ME 2016 Polska-Gruzja – 4:0,
3 bramki (89., 92. i 93. minuta)
– 8 października 2016 r., Warszawa, eliminacje MŚ 2018 Polska-Dania – 3:2, 3 bramki (20., 36. i 47. minuta)


Robi coś z niczego
Manuel Neuer: – „Lewy” jest bardzo niebezpieczny pod bramką. To napastnik światowej klasy, który potrafi strzelić również zza pola karnego. Jego bronią jest to, że potrafi szybko dojść do piłki, zrobić coś z niczego.
Neymar jr: – Lewandowski to znakomity piłkarz, znakomity napastnik.
Cristiano Ronaldo: – Jest sporo świetnych napastników, w tym oczywiście Lewandowski. Coraz bardziej trzeba się z nim liczyć. Ma prawo mieć ambicje, by nie odpuszczać najpotężniejszym napastnikom. Wszystko w jego nogach. Czy jest coś cenniejszego niż zaistnienie w finałowym głosowaniu Złotej Piłki?
Leo Messi: – Lewandowski to świetny gracz. O ile dobrze pamiętam, przeciwko nam grał w ochronnej masce, ale to mu nie przeszkadzało. To przecież nie pierwsza taka sytuacja i nie sądzę, by akurat Lewandowskiemu sprawiała jakiekolwiek kłopoty.
Diego Maradona: – Robert Lewandowski to w tej chwili najlepszy klasyczny napastnik na świecie. Jest przystojny, wysoki, dobry technicznie, dobrze gra głową, a kiedy zostawisz go w polu karnym…
Wyobrażacie sobie, co by było, gdyby w jednej drużynie zagrali Messi z Lewandowskim? To byłby koniec futbolu na świecie!

Wydanie: 47/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy