Kapela PZPN w rytmie disco polo

Kapela PZPN w rytmie disco polo

Cezary Kulesza nowym dyrygentem

Przez emocje, emocje, emocje – oszalałem!

Nasza reprezentacja strzeliła kolejny gol

A my z ręką na sercu śpiewamy hymn biało-czerwonych

Wszyscy Polacy ze swej drużyny tak dumni są*.

Tak miało być i było – 18 sierpnia 2021 r. dokonano zmiany na stanowisku prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Po 3235 dniach dobiegła końca era Zbigniewa Bońka. Miała zakończyć się w roku 2020, lecz z uwagi na pandemię została przedłużona do tego roku. „Zróbcie wszystko, żebym za cztery lata nie musiał wracać”, zażartował odchodzący z prezesury Zibi. Pracujący od dłuższego czasu nad książką o nim Marek Wawrzynowski twierdzi: „Trudno o jednoznaczną ocenę rządów prezesa Zbigniewa Bońka. W kilku aspektach (wizerunek, marketing) odniósł wielkie zwycięstwo, ale w innych (szkolenie) poniósł spektakularną klęskę”. Formalnie odegrano spektakl z wrzucaniem kart do urny, ale de facto wszystko zostało pozamiatane już w poniedziałkowy wieczór, 16 sierpnia. Wtedy w siedzibie warszawskiej Legii doszło do ostatecznych ustaleń w sprawie nowego zarządu PZPN. Rekomendację od Cezarego Kuleszy do 18-osobowego zarządu związku dostało aż 13 wojewódzkich baronów, w tym trzech, którym wcześniej niekoniecznie było po drodze z byłym prezesem Jagiellonii Białystok. A to oznaczało, że wyborcze stronnictwo Marka Koźmińskiego rozpadło się, zanim delegaci pojawili się w zjazdowej sali. Ostateczny wynik to 92:23 na korzyść Kuleszy.

Zaufanie, którym sztab nowego prezesa darzył poprzednie władze PZPN, było bardzo ograniczone. W przeddzień spotkania ludzie Kuleszy zażądali dostępu do… maszyn do głosowania. Przeglądali je fachowcy od cyberprzestępczości.

To po co my tu przyjeżdżaliśmy?

Marzy nam się gra o finał

Rywale marzą o tym też

Cała Polska kciuki trzyma

Piłka nas łączy – dobrze wiesz!

Kandydaci na stanowisko prezesa dostali po 10 minut na prezentację siebie i swoich programów. Marek Koźmiński znacznie przekroczył limit i mówił prawie 25 minut. Wystąpienie odebrano jako sentymentalne wspomnienia i smutne wynurzenia. Koźmiński przez dwie kadencje był wiceprezesem, a opinia „człowieka Bońka” raczej mu w kampanii nie pomagała. Z trybuny zarzucił niektórym przedstawicielom klubów Ekstraklasy, że zbojkotowali (w przeciwieństwie do klubów I ligi) spotkanie z nim. I nie był to, jego zdaniem, przypadek. Powoływał się też na wypowiedzi osób, z którymi się spotykał: „Marek, ty jesteś fajny, wiesz, ale jakbyś tak przyjechał i wódeczki się z nami napił, to byłoby lepiej”.

Po nim na mównicę wszedł Cezary Kulesza i mówił około trzech minut! O tym, że był piłkarzem, prezesem Jagiellonii i odniósł sukces w biznesie. Kwadrans później został prezesem. Już jako szef podziękował, powiedział, że liczy na współpracę, a w ogóle to „łączy nas piłka”. Jeden z działaczy młodszego pokolenia, najwyraźniej bez obycia zjazdowego, spytał po cichu: „To po co my tu przyjeżdżaliśmy? Mogliśmy przecież wysłać swoje głosy e-mailem?”.

A jak to wyglądało na żywo, czyli z bliska, świadczą internetowe wpisy…

@M_Wawrzynowski
Wysoki rangą urzędnik PZPN podszedł do mnie przed chwilą. – Mam dwa słowa. Najpierw oficjalnie „Panie redaktorze”. A teraz prywatnie. „Ty ch…!”

@W_Kowal
Pierwszy sukces PZPN w nowym wydaniu. Siedzą sobie bez maseczek i głosują, a w Sejmie w maseczkach.

@mRokuszewski
Jeśli ktoś przegapił, to wystąpienie Cezarego Kuleszy w całości w Teleexpressie ??

@CommonSensePL
Zjazd PZPN. Dyskusja o sprawozdaniu z działalności. Wychodzi baron Ryszard Niemiec: Nie byłem SBekiem! Koniec dyskusji

@cwiakala
Chciałbym dożyć czasów, w których podczas wyborów PZPN nie będziemy słuchać o wódeczce i SB.

@ArekCz
Z Kuleszą i Koźmińskim jest jak z disco polo i muzyką klasyczną. Publicznie ludzie chwalą się, że słuchają tej drugiej, ale na weselu wszystkim nóżka chodzi pod „twe oczy zielone”.

@s_staszewski
Przewodniczący podziękował członkom „starego” zarządu i poprosił ich, aby opuścili swoje miejsca i usiedli na Sali. W tym momencie jeden z gości na końcu sali pod nosem: „wyp***dalać”. Ale wyszło mu trochę za głośno.

„Gary” z Białegostoku

Przez twe bramki, brameczki strzelone oszalałem!

Nowy szef futbolowej centrali Cezary Kulesza nie jest postacią z pierwszych stron gazet i najpopularniejszych stacji telewizyjnych. A zatem kilka informacji… Urodził się 22 czerwca 1962 r. w Białymstoku. Od najmłodszych lat pasjonował się piłką nożną. Najpierw grał w białostockiej Gwardii, a potem w Olimpii Zambrów i Mławiance. W 1988 r. trafił do Jagiellonii Białystok. Miał pseudonim „Gary”, podobno od Gary’ego Linekera, znakomitego napastnika reprezentacji Anglii. Pierwszym i ostatnim klubem zagranicznym Kuleszy był belgijski trzecioligowiec RFC Aubel. Szybko jednak wrócił do Polski – w 1996 r. zakończył przygodę z piłką i zajął się biznesem. Założył firmę fonograficzną Green Star, przyciągającą największe gwiazdy muzyki tanecznej, głównie disco polo. Dzięki niej wypromował się m.in. zespół Boys, ale też Zenek Martyniuk. Działał też na rynku deweloperskim – inwestował w hotele i nieruchomości.

W 2008 r. wrócił do Jagiellonii w roli działacza. Najpierw był doradcą ds. sportowych, a dwa lata później objął funkcję prezesa. Pod jego wodzą białostoczanie zdobyli Superpuchar i Puchar Polski (2010) i dwukrotnie (2017 i 2018) byli wicemistrzem Polski. Dwa miesiące temu Kulesza zrezygnował ze stanowiska prezesa Jagiellonii, bo postanowił kandydować na szefa PZPN. W futbolowym światku czuje się jak ryba w wodzie – w zarządzie PZPN był już od dziewięciu lat, a pięć lat temu został wiceprezesem ds. piłkarstwa profesjonalnego. Pełnił również funkcję wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Ekstraklasy S.A.

Niedawno Kulesza był gościem telewizyjnego magazynu „Gol”. Mówił w nim tak:

„Nie będę ukrywał, że proponowałem Markowi Koźmińskiemu, by wszedł do zarządu. Spotkaliśmy się dwa, trzy razy i rozmawialiśmy na ten temat. Nie powiedziałem od razu »nie«. Gdyby to zależało tylko ode mnie, pewnie byśmy się porozumieli, ale poniekąd jestem niewolnikiem swoich delegatów. Co do wypowiedzi Marka. Miałem swój program, wiedziałem, co chcę zrobić. To nie jest tak, że przez miesiąc piłem wódeczkę i wygrałem wybory”.

„Najważniejsza jest reprezentacja narodowa. Musimy się dobrze przygotować do trzech najbliższych meczów. Na kolejnym miejscu jest szkolenie i bardzo ważna jest dla mnie integracja związków wojewódzkich i klubów. Myślę, że to może wyglądać lepiej. Związki wojewódzkie mają bardzo duży potencjał, który trzeba wykorzystać”.

„Jeszcze nie czytałem umowy z Paulem Sousą. Z moich informacji wynika, że jeśli uzyska awans na mistrzostwa świata, jego umowa automatycznie zostanie przedłużona. A jeśli – odpukać w niemalowane – nie awansujemy, umowa zostanie rozwiązana. Rozmawiałem już z trenerem – uspokoiłem go”.

„Nie chcę już teraz niczego deklarować, ale na pewno przyjrzę się sprawie ewentualnej budowy ośrodka dla reprezentacji oraz własnej siedziby dla PZPN”.

„Spotkałem się z pracownikami związku, bo krążyła plotka, że przyjdzie nowy prezes i wszystkich powyrzuca. To nieprawda. Jeśli jest dobry mechanizm, to się go nie zmienia. Można ewentualnie dokonać pewnych korekt, bo sporo osób odeszło z własnej woli, więc pewne uzupełnienia będą konieczne. Przez dziewięć lat widziałem, że ludzie w PZPN dobrze pracują i nie ma sensu przy tym majstrować”.

„Będzie nowy sekretarz generalny. Dotychczasowy, Maciej Sawicki, cały czas pełni swoje obowiązki. Mógł odmówić, ale tego nie zrobił i jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo pokazał klasę. Umówiliśmy się, że będzie pracował do 2 września. A kto za niego? Mam pewnych kandydatów, ale poczekajmy jeszcze chwilę z ogłoszeniem.

„Jeśli chodzi o ewentualną pensję prezesa, jest mi to całkowicie obojętne. Jeśli zarząd nie zgodzi się, bym pracował za zero złotych, to tak się nie stanie. Nie muszę zarabiać w związku, by mieć za co żyć”.

Grzech pierworodny

Doping przed telewizorem

W strefach kibica istny szał

„Jedenastko” strzelaj gole

i wielką radość dla nas daj!

Już na starcie prezesury Cezary Kulesza popełnił grzech pierworodny. Nie mam pojęcia, czy zdaje sobie sprawę, że nonszalanckim, trwającym 180 sekund wystąpieniem, obraził sporą część obecnych w sali, a także kilkumilionową rzeszę sympatyków piłki nożnej. W żadnym wypadku nie jest usprawiedliwieniem fakt, że „szedł jak po swoje”. Teraz, jak wszyscy na początku, opowiada o ciężkiej pracy i konieczności wielu korekt. Rodzi się więc pytanie, co robił działacz Kulesza w związku od 2012 r.? Nie znamy ani jednego znaczącego dokonania jego autorstwa. Czyżby przez te dziewięć lat tylko obserwował, co jest grane, a dopiero dzisiaj spłynęło na niego olśnienie? Pozostaje mieć nadzieję, że teraz razem ze swoją ekipą weźmie się do roboty. Bo skoro potrzeba wielu zmian, to oby wszystko nie pozostało po staremu…


* Z repertuaru Zenona Martyniuka.


Fot. Jakub Kamiński/East News

Wydanie: 36/2021

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy