Bajerant Paulo Sousa abdykuje

Bajerant Paulo Sousa abdykuje

Zbigniew Boniek też w 2002 r. zostawił kadrę

To była wiadomość dnia. W świąteczną niedzielę, 26 grudnia, gruchnęła wieść, która zburzyła spokój sympatyków biało-czerwonej. Do prezesa PZPN Cezarego Kuleszy zatelefonował selekcjoner Paulo Sousa z informacją, że kroi mu się znacznie lepiej płatna robota, na dodatek w kraju, którego urzędowym językiem jest portugalski. Chociaż szef piłkarskiej centrali nie zgodził się na odejście Sousy (nadal obowiązuje go umowa) do brazylijskiego Flamengo, zdaje sobie sprawę, że praca Portugalczyka z naszą reprezentacją dobiegła końca. Powraca nazwisko Adama Nawałki, który kierował kadrą narodową od 1 listopada 2013 r. do 31 lipca 2018 r. W nim cała nadzieja… Zapytany o ewentualny powrót odpowiedział: „Reprezentacja ponad wszystkim”.

Pierwszy był Boniek

Postępek Sousy wywołał wyjątkowe poruszenie, nie tylko wśród zagorzałych kibiców. Pod adresem Portugalczyka skierowano wszelkie znane inwektywy. Powtarzało się określenie o sytuacji bez precedensu w historii naszej piłki. A to nieprawda, o czym przypomniał były prezes PZPN Michał Listkiewicz: „Reakcja nowego prezesa mi się podobała, bo była wyważona, a nie histeryczna. Jest to działanie stanowcze, ale spokojne, a sytuacja wcale łatwa nie jest. Wiem, bo sam byłem w takiej, w jakiej znalazł się prezes Kulesza. W podobny sposób zachował się w 2002 r. Zbyszek Boniek, de facto też w grudniu, który okazuje się dla kadry i selekcjonerów miesiącem nieszczęśliwym. Zbyszek też zrezygnował z tej funkcji w sposób nagły, bez żadnej dyskusji i wyjaśnienia. Do dzisiaj nie wiem, o co chodziło. Razem z zarządem związku znaleźliśmy się w trudnej sytuacji, bo mieliśmy rozpoczęte eliminacje do Euro 2004. Drużyna została bez trenera. Pożar udało się ugasić dzięki Pawłowi Janasowi, który nie zgodził się jednak od razu. Najpierw nie chciał wziąć kadry ze względu na problemy zdrowotne, ale ostatecznie podjął się tego wyzwania i uważam, że zrobił to z dużym sukcesem. Nadrobił straty po Bońku i gdyby nie to, że Szwecja sensacyjnie przegrała z Łotwą, bylibyśmy w barażach. A w kolejnych eliminacjach doprowadził nas do mundialu, więc życzę Cezaremu, żeby mu także się powiodło, jak nam wtedy”.

Samowola Zibiego

Wielce kontrowersyjną i nadzwyczaj ryzykowną decyzję o zatrudnieniu portugalskiego szkoleniowca podjął samodzielnie Zbigniew Boniek. Dzisiaj można domniemywać, że nie przestudiował wnikliwie CV przyszłego selekcjonera. A było nad czym się zastanowić. Praca z kadrą Polski miała być dziesiątą w jego 13-letniej trenerskiej karierze. Już jako piłkarz zmieniał kluby jak rękawiczki. Trenerskie przygody też nie trwały długo. Pierwszą pracą Sousy było prowadzenie reprezentacji Portugalii U-16, później został asystentem Carlosa Queiroza w pierwszej kadrze. Następnie związał się z futbolem angielskim. Ani Queens Park Rangers (2008-2009), ani Swansea City (2009-2010), ani Leicester City (2010) pod wodzą Portugalczyka nie zawojowały rozgrywek. W tym ostatnim klubie wytrwał zaledwie trzy miesiące. Potem kolejno prowadził: Videoton (mistrzostwo Węgier i dwa Superpuchary Węgier), Maccabi Tel Awiw (mistrzostwo Izraela), Basel (mistrzostwo Szwajcarii), Fiorentinę i Tianjin Quanjian. Na uwagę zasługuje fakt, że w żadnym przypadku nie wypełnił całego kontraktu. Z Maccabi związany był dwuletnią umową, a z Basel trzyletnią. Tymczasem w obu klubach przepracował zaledwie rok. Ostatnim było Bordeaux – od marca 2019 r. do sierpnia 2020 r. „Pozostawił po sobie ogromny bałagan”, podsumował obecność Portugalczyka w klubie francuski dziennik „L’Équipe”. Bezpośrednim powodem odejścia był konflikt z prezesem Frédérikiem Longuépée. Po trwających półtora miesiąca negocjacjach Sousa rozstał się z Bordeaux z zagwarantowaną wypłatą 2,2 mln euro, która miała trafić do niego do kwietnia 2021 r. W styczniu tego samego roku rozpoczął pracę z reprezentacją Polski.

Przez prawie rok Zibi nie dał powiedzieć o Sousie nawet jednego złego słowa.

21 stycznia 2021 r.: „Jestem przekonany, że nowy selekcjoner reprezentacji Polski, dzięki swojej trenerskiej klasie, doświadczeniu i obyciu międzynarodowemu, da tak potrzebny naszej drużynie narodowej nowy impuls. Liczę na niego! Wszyscy – federacja, piłkarze oraz cała nasza piłkarska rodzina – jesteśmy do jego dyspozycji. Powodzenia, Paulo!”.

24 czerwca: „Paulo Sousa jest dobrym trenerem i uważam, że powinien zostać. Wydaje mi się, że Sousa pociągnął za sobą zawodników. Nie pamiętam takiego zgrupowania pod względem jakości i przygotowania. Idziemy w dobrą stronę. Sousa ma wielkie doświadczenie i wie, czego nam potrzeba. Zmiana trenera była konieczna. Marazm wokół kadry był zbyt duży. Wybrałem dobrego szkoleniowca, który – mam nadzieję – udowodni to na Mistrzostwach Świata w Katarze i eliminacjach. Na dzisiaj tematu zwolnienia Sousy nie ma”.

23 września: „Mówienie o dziwnych powołaniach Paula Sousy to zwykłe bicie piany”.

Tchórzostwo i ucieczka

W jednym nasi byli selekcjonerzy są całkowicie zgodni – reprezentacji się nie porzuca!

Antoni Piechniczek: „Ta decyzja bardzo źle świadczy o Sousie. Zaufaliśmy mu, był w Polsce przez wielu życzliwie oceniany, ale okazało się, że za bardzo życzliwie. Uważam, że tu wcale nie chodzi o dobry kontrakt z Flamengo Rio de Janeiro czy jakimkolwiek innym sławnym klubem. Moim zdaniem chodzi o coś innego: Paulo Sousa zwyczajnie się przestraszył! To tchórzostwo. Zdał sobie sprawę, jak trudno będzie poprowadzić Polskę w meczu przeciw Rosji w Moskwie. Dla mnie to zwykła ucieczka”.

Andrzej Strejlau: „Porzucenie przez Paula Sousę reprezentacji było szokiem dla zawodników i z pewnością dla prezesów Kuleszy oraz Bońka. To jest zaskakujący i zdumiewający brak szacunku dla piłkarzy, polskiego świata piłkarskiego oraz milionów kibiców. To także powód do zastanowienia, co oznacza i jaką ma wartość pojęcie etyki zawodu”.

Wojciech Łazarek: „Dla mnie wszystko, co wiąże się z reprezentacją, nie ma przelicznika pieniężnego. Doszło do bolesnej i niezwykle trudnej sytuacji. Cały czas odnosiłem wrażenie, jakby Sousa stał obok. Nie miał we krwi naszej reprezentacji, natomiast polskie piłkarstwo miał, ale w głębokim poważaniu. A śnięte ryby płyną z prądem także w Brazylii”, mówi były selekcjoner.

Franciszek Smuda: „Każdy trener, który prowadził reprezentację narodową, obojętnie jakiego kraju, powinien mieć ambicje, aby coś dla tego kraju osiągnąć. Jeżeli jest trenerem z tzw. jajami, to on nigdy nie przedłoży pracy w zespole ligowym nad prowadzenie reprezentacji. Trenowanie reprezentacji kraju to dla trenera zawsze największy zaszczyt”.

Wszyscy trochę oszukani

Boniek sprawiał wrażenie zaskoczonego całym zamieszaniem, ale za wszelką cenę próbował uciekać od konkretu. Już 27 grudnia napisał na Twitterze: „Bez Sousy też polska piłka sobie poradzi, nie ma co płakać. Z niewolnika nie ma… Niestety, wielu postąpiłoby podobnie… Wykonuję piękny, ulubiony zawód i dają mi jeszcze pięć razy więcej. Taka dzisiejsza rzeczywistość… smutne, ale prawdziwe”. Następnie dodał: „Wszyscy jesteśmy trochę oszukani. Najbardziej mnie zabolało, że stworzono mu fantastyczne warunki pracy, dobre losowanie baraży, a on nie chciał grać tego dwumeczu, bo się boi, że skończy bez pracy, jak mu nie wyjdzie z reprezentacją”. Przedstawił krzepiącą teorię: „Paulo Sousa, stawiając pieniądze przed przyzwoitością czy zasadami, stracił chyba wszystko w naszej rzeczywistości. Uważam jednak, że teraz zadziała wkur… całej grupy i szanse w barażach się zwiększą. Nowy prezes niech zrobi dobry wybór (trzymam kciuki) i gramy dalej”.

Próbując się wywinąć od jakiejkolwiek odpowiedzialności, a podsumowując kadencję Sousy, Zibi stwierdził: „Reprezentacja funkcjonowała znakomicie, problem był sportowy”. Jeżeli dobrze rozumiem – wszystko grało znakomicie, z wyjątkiem tego, co na boisku. Zapewne dlatego sposób załatwienia sprawy przez „siwego bajeranta” Sousę krytykujemy, ale jego odejścia nie żałujemy.

Fot. East News

Wydanie: 2/2022

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy