Legia to (jest) była potęga!

Legia to (jest) była potęga!

10,3 mln zł to suma kar i strat Legii z sezonów 2013/2014 i 2014/2015

„No to proszę posłuchać, żeby potem znowu ktoś nie powiedział, że nie ostrzegałem – Legia w takim składzie, z takim trenerem i pomysłem na grę nie obroni mistrzostwa Polski”. To najmocniejsze słowa z wywiadu Jacka Kazimierskiego dla „Przeglądu Sportowego”, który ukazał się… 2 marca tego roku. Co takiego się stało, że były bramkarz warszawskiego klubu miał rację?

Nadmuchiwanie balonu

W niedzielny wieczór 7 czerwca legioniści odebrali medale za wicemistrzostwo Polski w piłce nożnej. Nie potrafili się z tym pogodzić – Jakub Rzeźniczak od razu cisnął medal na murawę, a większość jego kolegów z drużyny szybko zdejmowała je z szyi. Co prawda, już następnego dnia o godz. 8.31 Rzeźniczak napisał na Twitterze: „Jeżeli kogoś uraziło, że rzuciłem medalem, to przepraszam. Emocje czasami tak działają…”, ale powinien zdać sobie sprawę, że takie zachowanie uchodzi na sucho jedynie w uznawanym za zawodowy klubie z Łazienkowskiej. Skandaliczny wybryk nie wywołał nawet minimalnej reakcji ze strony władz klubowych i związkowych. Sorry – taki mamy poziom piłki. Podczas ceremonii wręczania medali kibice na stadionie skandowali na zmianę: „Drugie miejsce to porażka” lub „Tego mistrza już mieliście, ale wszystko zjeb…ście”. Wygwizdano też trenera Henninga Berga.

Zanosiło się na to od dawna, przed czym przestrzegaliśmy. Otoczony pochlebcami i lizusami, a wdrażający się w szefowanie legionistom Bogusław Leśnodorski został obwołany prezesem z innej planety i tym, który zaczął marsz z Legią do Ligi Mistrzów. Nie brakowało stwierdzeń, że takiego showmana i skutecznego zarządcy Legia nie miała od lat. A kiedy został Człowiekiem Roku 2013 w polskim futbolu, zapewne uznał, że prowadzenie piłkarskiego klubu (biznesu) to nic trudnego, po prostu bułka z masłem. Jak szybko można stracić kontakt z rzeczywistością, świadczy jedna z licznych oryginalnych wypowiedzi dawnego bywalca Żylety, że na Legii jest znacznie lepiej niż na Camp Nou w Barcelonie. Przy takiej atmosferze, przy takim nastawieniu mogło się wydarzyć wszystko i się wydarzyło.

Zdaniem byłych legionistów

Leśnodorski bierze winę na klatę – oznajmił Adam Godlewski w „Piłce Nożnej”. Nasuwa się jednak pytanie, co dobrego wynika z tego dla Legii, skoro prezes wykonał niezłą woltę, wyznając, że legioniści nie czują się przegrani, ale jedynie rozczarowani.Poniżej zebrane z różnych źródeł oceny sytuacji przez byłych czołowych graczy stołecznej jedenastki. Kto jak kto, ale oni jako ostatni życzyliby źle klubowi, w którym spędzili najlepsze lata piłkarskiej kariery i dzięki któremu wypłynęli na szersze wody.

Stefan Białas (1972-1977), „Polska The Times”: – Może problem leży też w głowach zawodników, bo poczuli się zbyt pewnie? Moim zdaniem, na słabszej grze najbardziej zaważyło odejście „Rado” (Miroslava Radovicia – przyp. red.) i rotacja w składzie. U zawodników podstawowej jedenastki, którzy mają ciągnąć grę i walczyć o mistrzostwo, brakuje automatyzmu.
Dariusz Dziekanowski (1985-1989 i 1993), Onet: – Legia jest finezyjna jak mielenie mięsa, źle gra zwłaszcza na swoim stadionie. Tyle mówi się o tym, że Legia to też biznes, tymczasem brakuje mi poważnego podejścia. Jeśli 25 tys. kibiców Legii widzi więcej niż trener, to mamy problem.

Jacek Kazimierski (1978-1987), „Przegląd Sportowy”: – Piszecie to, co właściciele Legii chcą, żebyście pisali. Niezależnie od tego, czy Legia gra dobrze czy źle, dziennikarze piszą, że dobrze. A jak jest porażka, to starają się zrozumieć, bo rotacja, bo to, bo siamto. Berg nie jest trenerem na miarę Legii. Szefowie klubu znają się na biznesie, ale nie na biznesie piłkarskim. Na razie widzę, że szefom zależy na dobrej promocji, reklamie, korzystnym wizerunku. A piłka? To wygląda jak liczenie na cud. To całe gadanie o wielkiej Legii mnie irytuje. Bo prawda jest taka, że król jest nagi.
Wojciech Kowalczyk (1990-1994, 2000-2001) „Przegląd Sportowy”: – A warszawski kibic płaci tyle, jakby chodził do jakiegoś kapitalnego teatru albo uznanej opery. Tymczasem na Legii nie grają spektakli. Po pierwsze, odstraszają ceny, po drugie, piłkarze mają w d… kibiców. Dokonania Legii za rządów Berga sprowadzają się do dwóch dobrych meczów z Celtikiem Glasgow. Popatrzmy, jakich rywali mieli legioniści. Wszystko to średniacy w swoich nie najmocniejszych ligach – na Ukrainie, w Belgii i Turcji. Zespół Berga powygrywał kilka meczów w grupie po 1:0, ale żeby swoją grą rzucił mnie na kolana – zdecydowanie nie. Berg uznał, że będzie grał emerytowaną jedenastką. Jak się okazuje, Norweg nie potrzebuje młodych w zespole. Styl Legii, a właściwie jego brak, opiera się na jednym schemacie – rzucić piłkę w boczny sektor i liczyć, że ktoś szybki zrobi akcję. I tyle. Zero pomysłu.

Cezary Kucharski (1995-1997, 1998-1999, 2006), LegiaNet: – Legia przegrała mistrzostwo sama, choć była w trakcie sezonu w dogodnej pozycji do zdobycia go po raz trzeci z rzędu. Legioniści pogubili zbyt wiele punktów w pojedynkach ze słabszymi zespołami. Dwa lata sukcesów w lidze oraz dobra gra w europejskich pucharach wpłynęły rozluźniająco, ale to jest ludzkie. Każdy ma taki odruch. Inaczej podchodzi się do pewnych spraw po dwóch udanych latach, a inaczej po dłuższym czasie pełnym rozczarowań. Legia była zbyt pewna i to było aż nadto widoczne.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 28/2015

Kategorie: Sport