Biedni i niemoralni

Biedni i niemoralni

Jest tajemnicą poliszynela, że system świadczeń socjalnych uległ korupcji w stopniu niemającym odpowiednika w żadnej innej dziedzinie. Zasiłki i renty w olbrzymiej liczbie przypadków są wypłacane na podstawie oszukańczych danych. Pojawia się coraz więcej odmian zasług patriotycznych płatnych z budżetu.

Z kondycją podopiecznego państwa socjalnego związany jest przywilej nie tyle domniemanej, co dogmatycznie założonej niewinności. Wolno poddawać krytyce i metodycznemu zawstydzaniu polityków, intelektualistów, księży, a przede wszystkim biznesmenów, nigdy jednak i pod żadnym pozorem niczego nie wolno wymagać od tych, którzy z tytułu rzeczywistego lub umownego ubóstwa biorą pieniądze wypracowane przez innych. W pluralistycznym społeczeństwie wszystkie grupy interesów obserwują się nawzajem z większym lub mniejszym krytycyzmem, wytykają sobie wady i nadużycia, starają się na siebie oddziaływać. Jest to szczególny system narodowej pedagogii. Z tego systemu wyłączeni są jedynie biorcy wszelkiego rodzaju rent i zasiłków. Nie ima się ich szyderstwo, nie adresuje się do nich żadnej moralistyki. Jak to interpretować? Czy ubogi w Polsce potęgą jest i basta, czy może z racji swojego ubóstwa reprezentuje jakiś rodzaj świętości?

Na olbrzymich wydatkach z budżetu sprawa się nie kończy. Spekulujący ubóstwem podopieczni państwa socjalnego, nie czując na sobie krytycznego spojrzenia ani podatników, ani moralistów, zaczynają wierzyć, że to oni stanowią sól tej ziemi. Ich kondycja staje się dla innych, tych ciężko pracujących i słabo opłacanych, przedmiotem zazdrości, a kto wzbudza zazdrość, ten ustanawia wzór do naśladowania.

Ich symbioza z politykami jest prawie doskonała i trzeba się obawiać, że będzie ciążyła na przyszłości gospodarki i całego społeczeństwa. Ten wpływ z pewnością nie ustanie przed nieznanym na razie terminem upadku państwa socjalnego.

W systemie zepsutej demokracji politycy nie wahają się wmawiać ludziom socjalnych uprawnień, mimo że niekiedy przynosi to im trochę kłopotów. Korzyści jednakże są większe, ponieważ jako rzecznicy tych uprawnień politycy zapewniają sobie głosy wyborców niezbędne im do wspinania się na wysokie stanowiska. A więc ratunek przed nadciągającą powoli, ale nieubłaganie katastrofą nie przyjdzie od polityków.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 23/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 23/2019

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 6 czerwca, 2019, 06:20

    wszelkie dochody jakie otrzymują politycy w ramach swojej działalności to tez są świadczenia socjalne, i to wysoko płatne. jezeli warto jest porzucić nawet dobry zawód by zostać politykiem to już jest patologia. i naprawę tego systemu należy zacząć od głowy, a nie od odrzuconych, biednych ludzi.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Radoslaw
    Radoslaw 6 czerwca, 2019, 18:07

    Panie Profesorze – prosze nie nazywać PiS-państwa „państwem socjalnym”. Państwo socjalne, to takie, które nagradza, zacheca, ułatwia obywatelom PRACĘ. Takim państwem była Polska Ludowa, kiedy to wszelkie pakiety socjalne – mieszkania zakładowe, dofinansowanie wypoczynku pracowników, żłobki i przedszkola dla ich dzieci… lista jest niebywale długa – wszystko to przysługiwało pracownikom i zachecało do podejmowania PRACY. Wiązało to pracowników ze swoim przedsiebiorstwem, miało także ogromny aspekt wychowawczy – oduczało wyciągania reki po darmoche. Po pomoc społeczną siegali wyłącznie ludzie bedący w rzeczywiście trudnej sytuacji albo pospolite lenie. Dla przytłaczającej wiekszości Polaków było to uwłaczające ich godności.
    Po 1989 roku miliony ludzi najpierw odarto z tej godności wyrzucając ich na bruk albo zmuszając do pracy za śmieciowe stawki, „na czarno” itd. To było wybitne „osiągniecie” neoliberalnej cześci Solidarności. Natomiast PiS, czyli cześć populistyczno-prawicowa tego „związku zawodowego” , siegneła po te miliony zdegradowanych społecznie i moralnie ludzi i właśnie kończy dzieło transformowania ich w lumpenproletariat. Tepy, leniwy, bajecznie łatwy do zmanipulowania. Ta właśnie grupa zapewni PiS-owi wiele lat słodkiego panowania. Dziś pójście do opieki społecznej jest dla Polaków czymś zupełnie normalnym, a nie wstydliwym. Oto miara społecznej demoralizacji, która nastąpiła po 1989 roku.
    Wychodząc naprzeciw takim potrzebom, PiS tworzy w Polsce państwo cwaniacko-żebracze, a nie socjalne.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • ireneusz50
      ireneusz50 6 czerwca, 2019, 20:07

      W Wielkiej Brytanii duże fabryki a nawet miasta budowały domy fabryczne czy miejskie, a później odsprzedawały swoim pracownikom lub mieszkańcom z zerowym kredytem. Czyli dobrze jest wyjechać i zobaczyć jak gdzie indziej ludzie żyją, a nie klepać propagandowe brednie. Podobnie było we wszystkich bogatych krajach Europy, i nikt nie mówi że to państwo cwaniacko-żebracze, a nie socjalne. Cała polska publicystyka jest dla idiotów, to produkcja ciemnoty wyborczej a nie tłumaczenie końskim łbom jak jest czy być powinno.

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy