Bielik – morski orzeł z polskiego godła

Bielik – morski orzeł z polskiego godła

Śmiało możemy go nazwać ptakiem w ekspansji. Z roku na rok przybywa w Polsce nowych par, gniazd, rewirów

Zdaniem większości kompetentnych osób – ornitologów, przyrodników, historyków – to bielik, a nie żaden z orłów, widnieje w polskim godle. Jako że mam wielki szacunek do fachowców, nie będę próbował wdawać się z nimi w jakiekolwiek dyskusje. Niepokoić może jedynie fakt, że albinosy znacznie częściej trafiają się wśród królewskich orłów przednich. Dlaczego zatem nasi przodkowie mieliby postawić na kluchowatego bielika? Ścierwojadem, bo bielik padliną nie gardzi, ptaka tego nie nazwę tylko z obawy, że jakiś nadmierny patriota doniesie na mnie do prokuratury. Taka historia spotkała Adama Wajraka.

Bielik tak naprawdę nie jest orłem, lecz orłanem. Aby nie wprowadzać zbędnego zamieszania, nazewnictwem nie będę się jednak zajmował. Orzeł morski z birkutem mogliby tu sporo namieszać.

Istotną cechą odróżniającą bielika od orła przedniego są skoki, czyli nogi. Bielik, podobnie jak orzeł z naszego godła, ma je opierzone. Piór na skokach pozbawiony jest natomiast orzeł przedni.

Nigdy nie zapomnę wrażeń z pierwszego spotkania z bielikami w naturze. Nad Wartą wypatrzyliśmy z synem dwa odległe niewielkie przecinki z białymi ogonami. Chwilę pokręciły się nad rzeką i odleciały. Choć widziałem później bielika z odległości kilku metrów, a nawet ośmiu przedstawicieli tego gatunku w jednym miejscu, oglądałem też o nich piękne filmy, tak wielkie emocje i radość już się nie powtórzyły.

Bieliki w Polsce budują gniazda wyłącznie na drzewach. Jeżeli para ptaków nie jest nękana w swoim rewirze odwiedzinami ludzi, to po latach użytkowania i remontów, gniazdo przemienia się w gigantyczną, ważącą nawet tonę twierdzę o rozmiarach 4 metrów wysokości i 2,5 metra średnicy. Generalnie ptaki szponiaste budują w życiu nawet kilkanaście gniazd. Po jakimś czasie zdarza im się wracać do gniazda wcześniej używanego.

Większość ludzi w moim miasteczku ma zdrowe podejście do gniazd bielików i całkowicie je ignoruje. Żałuję jednak, że nie każdy. Jest wśród nas, niestety, ich pasjonat, większy, niż ptaki mogłyby sobie tego życzyć. Wizyty tego szkodliwego miłośnika, poszukującego trofeum w postaci pióra czy choćby kawałka skorupki, kończyły się w 2004 i 2005 r. bardzo nieciekawie. Spłoszonym bielikom do pustego gniazda zajrzały kruki i urządziły sobie ucztę z niepilnowanych jaj.

W początkach marca 2006 r. wyszliśmy z synem do gniazd (a nasze bieliki mają ich już pięć), by na prośbę leśniczego wypełnić ankietę dla Komitetu Ochrony Orłów. Zamieszkane gniazdo łatwo z daleka rozpoznać po tym, że jest upaćkane po zimowej przebudowie. Jakież zdziwienie i oburzenie wywołała w nas ambona myśliwska ustawiona sto metrów od niego! Teren lęgowy ma prawną strefę ochronną: 200 metrów bezwzględnie przez cały rok, a 500 metrów w okresie lęgowym.

Sprecyzowałem miejsce przyszłego lęgu i w domu natychmiast chwyciłem za telefon. Zawiadomiłem leśniczego, jak gospodarzą na jego terenie myśliwi. O skandalicznej lokalizacji ambony poinformowałem też dr. Tadeusza Mizerę, ówczesnego szefa wielkopolskiego Komitetu Ochrony Orłów. Stanęło na tym, że ambona na czas lęgu zostaje, ale nie może być używana. Potem zaś miała zostać rozebrana.

W maju 2006 r. z nieukrywaną radością usłyszałem, że pisklę z naszego lasu zostało zaobrączkowane! Samiczka otrzymała imię Pamela.

Na tym jednak historia z moimi bielikami się nie skończyła. Czasami bywam niedowiarkiem. Czy myśliwi rozebrali ambonę? W styczniu następnego roku poszedłem sprawdzić. Przeczucie mnie nie zawiodło: ambona nie tylko stała, ale jeszcze ją wzmocniono.

Tym razem szef wielkopolskiego Komitetu Ochrony Orłów przyjechał osobiście. Pojawił się też nadleśniczy. Ambona poszła do kasacji, jej los podzielił też paśnik ustawiony zbyt blisko orlego gniazda.

Największe zgrupowania młodych bielików widuję w Słońsku. Choć siedem czy osiem bielików na żadnym z obserwatorów ptaków wrażenia nie uczyni, bo w trakcie jesiennych koncentracji (zwykle na stawach rybnych) można zobaczyć jednocześnie nawet 40 sztuk, ja jestem zachwycony. W Słońsku, wraz z pobliskim Parkiem Narodowym „Ujście Warty”, te majestatyczne ptaki widuje się niemal na zawołanie, a takich miejsc w Polsce przybywa. Szczególnie dobrze się mają młode osobniki, dla których tamte okolice są wymarzonym miejscem na naukę życia.

Bielika śmiało możemy nazwać ptakiem w ekspansji. Z roku na rok przybywa w Polsce nowych par, gniazd, rewirów. Działania ochronne – jak wprowadzenie ochrony bezpośredniej, utworzenie wspomnianych wcześniej stref ochronnych, między innymi Komitetu Ochrony Orłów – przynoszą piękne rezultaty. Z ok. 50 par w latach 50. ubiegłego wieku populacja rozrosła się obecnie do około półtora tysiąca.

Bieliki nie mają jednak kolorowego życia. Nigdy nie słyszałem, by skazano kogoś za zabicie ptaka będącego symbolem naszego państwa. Również 500 tys. km linii energetycznych zbiera krwawe żniwo wśród osobników gatunku. Jak już napisałem, wiele szkód czynią ludzie zbliżający się do gniazd podczas lęgów. Do listy zagrożeń dołączyły niedawno wiatraki energetyczne.

Ciekawy jest skład pokarmu bielika. Niecałe 5% jego diety to ssaki; ponad 25% – ptaki, głównie kaczki; najwięcej, bo aż 70%, to ryby. Bielik chętnie zjada padlinę lub eliminuje zwierzęta chore. Chociaż należy do gatunków ściśle chronionych, często zdarza mu się ginąć w pobliżu gospodarstw rybnych. Czasami na stawach zastawiane są na niego różne pułapki. Jedną z nich, szczególnie perfidną, jest deszczułka nabita od spodu długimi gwoździami, z leżącą na wierzchu rybą.

Przez kilka lat liczyłem martwe bieliki, o których donosiły media. W 2004 r. zastrzelono co najmniej trzy; inny został postrzelony tak poważnie, że nie mógł wrócić na wolność. Zabito bielika między innymi w pobliżu Parku Narodowego „Ujście Warty”. W Śmiłowie w pobliżu Farmutilu, zakładu utylizacyjnego byłego senatora Stokłosy, padły w 2005 r. trzy bieliki. W 2006 r. cztery otruto pod Cieszanowem na Podkarpaciu (zdziwiłem się, że tam występują). 26 lutego 2007 r. pięć otrutych bielików znaleziono na skutym lodem jeziorze koło Giżycka. Do tego trzy zabite na stawach rybnych w okolicy Łowicza w listopadzie 2007 r. 6 kwietnia 2009 r. w Górowie Iławeckim – pięć czy sześć osobników. 24 kwietnia 2009 r.: cztery bieliki otrute w gminie Obsza na Zamojszczyźnie. W tej ostatniej grupie był ptak z obciętymi przez jakiegoś psychopatę szponami. Powstało we mnie przekonanie, że nie wszystkim ludziom odpowiada coraz większa populacja tych ptaków.

Spostrzeżenia te są tylko czubkiem góry lodowej. Według szacunków Komitetu Ochrony Orłów w wyniku zamierzonej działalności człowieka ginie 25-35 bielików rocznie.

Ścisła ochrona nie zawsze gwarantuje chronionym gatunkom bezpieczeństwo…

Na szczęście kiedy jedni celowo lub przypadkowo zwalczają bieliki, drudzy je ratują. Nieoceniony w pomaganiu tym majestatycznym ptakom jest między innymi Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Dzięki pomocy tamtejszych weterynarzy sporo bielików, jak i wiele innych gatunków zwierząt, wróciło na łono przyrody.

Bielik w kulturze został zdominowany przez bardziej przebojowego orła przedniego. Pojawił się co prawda w pięknym wierszu Kazimierza Przerwy-Tetmajera, ale zatytułowanym „Orzeł morski”. Widnieje też w logo Wolińskiego Parku Narodowego. Okręt podwodny ORP „Bielik” ma już 50 lat i przedstawia raczej wartość zabytkową niż bojową.

Fragment książki Marka Pióry Plamka mazurka. Jak ptaki odmieniły moje życie, Marginesy, Warszawa 2019

Fot. Tomasz Jastrzębowski/REPORTER

Wydanie: 34/2019

Kategorie: Ekologia