Blogujący dziekanat

Blogujący dziekanat

Internetowy mem: „Nie mogę ci pomóc. Jestem panią z dziekanatu” na SGH się nie potwierdza

– Pierwsza sesja? Spoko, nie ma się czym przejmować. Gorzej będzie, jak spróbujesz załatwić coś w dziekanacie.
Wypowiedzi w podobnym tonie słyszał od swoich starszych kolegów i koleżanek niemal każdy student pierwszego roku. W opowieściach o uczelnianych dziekanatach dominują motywy wielogodzinnych kolejek, opryskliwości pracujących tam pań oraz w zasadzie niemożności załatwienia jakiejkolwiek sprawy. Obrazuje to bardzo popularny wśród braci studenckiej mem, który co jakiś czas pojawia się na stronach internetowych i portalach społecznościowych. Zdjęcie przedstawiające starszą kobietę siedzącą przed komputerem opatrzone jest podpisem: „Nie mogę ci pomóc. Jestem panią z dziekanatu”.

Z REKTOREM W SIECI

Wbrew stereotypom postanowił działać Dziekanat Studiów Magisterskich Szkoły Głównej Handlowej. Pracujące w nim dziekan prof. Magdalena Kachniewska oraz prodziekan dr Katarzyna Górak-Sosnowska chcą i potrafią pomóc. Z powodzeniem prowadzą blog „Tak dla DSM”, przeznaczony zarówno dla studentów, jak i pracowników SGH.
– Pomysł założenia „Tak dla DSM” wynikał z potrzeby znalezienia efektywnego kanału komunikacji ze studentami i z wykładowcami. Miałyśmy do dyspozycji oficjalną stronę internetową dziekanatu, na którą studenci zaglądają, jeżeli muszą, a czasami nawet wtedy tego nie robią, i gabloty przed dziekanatem. Za ich pośrednictwem komunikat dociera do adresata tylko wtedy, gdy on zdecyduje się go odebrać. Blog co prawda także wymaga wejścia na stronę i przeczytania, ale rozpowszechnienie informacji jest znacznie łatwiejsze – mówi prof. Kachniewska. Wszystko wskazuje na to, że dotarcie z informacją do szerokiego grona studentów powiodło się. Od momentu powstania we wrześniu 2012 r. blog zanotował ponad 134 tys. wejść. Poszczególne wpisy cieszyły się zróżnicowaną popularnością. Liczba wejść wahała się od 200 do nawet 3 tys. Profil „Tak dla DSM” na Facebooku, gdzie umieszczane są informacje o nowych wpisach, polubiły już 1722 osoby. Na blogu pojawiają się także wywiady z pracownikami SGH, w tym z rektorem prof. dr. hab. Tomaszem Szapiro. – To chyba najlepiej odpowiada na pytanie o stosunek do bloga pracowników uczelni – podkreśla dr Górak-Sosnowska.

PANI KASIU, PANI MAGDO, CZYLI NETYKIETA

Studentom blog się podoba. Niektórzy zaangażowali się nawet w pomoc informatyczną i organizacyjną. – Panie dziekan znają się na rzeczy. Są konkretne i bardzo prostudenckie – mówi Paweł ze studiów magisterskich na SGH. – Ten blog jest odpowiedzią na straszny bałagan organizacyjny panujący na uczelni. Kilka razy mi pomógł – dodaje jego kolega Piotrek.
Studenci chwalą przede wszystkim rzetelność swojego dziekanatu oraz fakt, że w końcu są traktowani poważnie. Na wszelkie zadane w komentarzach pytania odpowiedzi zostają udzielone w czasie nie dłuższym niż doba. W pewnym jednak momencie funkcjonowania bloga studenci za bardzo zaczęli się spoufalać z prowadzącymi go paniami i zaczęli do nich się zwracać per „Pani Magdo” i „Pani Kasiu”. Na tym polega jednak urok bloga, że i o takich sprawach można pisać. Pojawił się zatem szybko wpis na temat stosownych form zwracania się do wykładowców i dziekanów. Powstała także osobna zakładka „Netykieta”. Mimo to studenci nie zawsze potrafili zachować się w porządku. – Panie dziekan miały ambicje, żeby odpisywać na pytania nawet na grupie SGH na Facebooku. Ich komentarze były pod prawie każdym postem. Nadeszła sesja i ludzie wrzucali pytania od wykładowców, zdjęcia testów. To się paniom nie spodobało i administrator strony je usunął – opowiada Piotrek.

BYCIE POŚRODKU

Słynne jest powiedzonko, że Bóg czasem się myli, a pani z dziekanatu nigdy. Częściej jednak studenci narzekają po prostu na krótkie godziny pracy dziekanatów, na to, że pracujące w nich panie nic nie robią, tyko jedzą i popijają kawkę, że nie chcą pomóc, całą winę za błędy, często własne, zrzucają na studenta. Blog „Tak dla DSM” powstał więc także po to, by odeprzeć te zarzuty. Jak mówi prodziekan dr Górak-Sosnowska: – Ważna dla nas była chęć pokazania, jak się mają sprawy po drugiej stronie okienka. Często dziekanat postrzegany jest jako biurokratyczna instytucja bez ludzkiej twarzy, w której decyzje z założenia podejmowane są na przekór studentom. Pokazanie tej drugiej strony – dlaczego danej sprawy jeszcze nie udało się załatwić, jakie kroki zostały podjęte, czy kwestii bardziej przyziemnych, a nawet humorystycznych – co piszą studenci w podaniach – umożliwia przełamanie tego wyobrażenia.
– Czarny PR wynika chyba głównie z tego, że mało który student wie, jak wygląda praca po drugiej stronie. Jednym z krążących na wielu uczelniach mitów jest to, że pracownicy dziekanatu pracują trzy godziny dziennie, bo tyle zazwyczaj czasu przyjmują studentów. Faktycznie jednak pracują osiem godzin, czas poza przyjęciami zajmuje im praca administracyjna – nieprawdopodobnie żmudna i wymagająca – dodaje dziekan prof. Kachniewska.
W jednym z ostatnich wpisów na blogu można przeczytać, że z racji wykonywanej pracy panie dziekan są postrzegane przez wykładowców jako obrończynie studentów, natomiast ci drudzy często narzekają, że stoją one po stronie kadry i uczelni. – Bycie pośrodku jest trudne. Interesy kadry i studentów – a z obiema stronami współpracujemy – są niestety częściej sprzeczne niż zbieżne. A szkoda! Przecież jest tyle miejsc, gdzie mogłyby się zazębić – przyznają.

SZCZENIĘTA PRZESZKODZIŁY W MAGISTERCE

– Wielu studentów, którzy się do nas zwracają, uważa, że ich sprawy są nietypowe i wyjątkowe, podczas gdy w rzeczywistości mają charakter bardzo rutynowy – opowiada dr Górak-Sosnowska. – Znajdzie się i taki, który napisze w podaniu o przedłużenie terminu złożenia pracy magisterskiej, że „nie wyrabia”, taki, który będzie się tłumaczył narodzinami szczeniąt rasowej labradorki, ale i taki, który faktycznie miał ważny powód. A znakomita większość złoży prace w wymaganym terminie.
– Niezależnie od pracy w dziekanacie obie jesteśmy aktywnymi wykładowcami i promotorami. Z tej perspektywy również widzimy, że studenci – tak jak 10 czy 20 lat temu – są bardzo różni. Jedni chcą minimalnym kosztem zdobyć dyplom, drudzy angażują się w studia. Ciągle mamy dla kogo pracować – dodaje prof. Kachniewska.
Na szczęście obie panie przyznają, że zazwyczaj mają do czynienia ze studentami odpowiedzialnymi i potrafiącymi okazać wdzięczność za wykonywaną przez nie pracę. – Więcej jest tych dziękujących, czy to za prowadzenie bloga jako takiego, czy za udzielenie odpowiedzi, niż utyskujących. Dodaje to nam skrzydeł – podobnie jak działalność naszych wolontariuszy. Blog prowadzimy z własnej inicjatywy, w czynie społecznym, po godzinach pracy. W dziekanat inwestujemy sporo pozaustawowego czasu pracy i energii. Czasami nie starcza nam doby. Wtedy każde miłe słowo utwierdza nas w przekonaniu, że jednak warto…

Wydanie: 11/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy