Bobo Fiut

TELEDELIRKA

Ostatnio Talibowie wylądowali nie w Klewkach, gdzie odbierali wąglikówkę (70% minimum), lecz w Sejmie. Czy to nie ekstra pomysł dla bezrobotnych z okolicy, żeby zaczęli produkcję bimbru o wdzięcznej nazwie „wąglikówka”? Towar szedłby jak woda, bo jest ludziom niezbędny, jeśli mają nie zwariować ze strachu, oglądając w TV, co się dzieje.
Otóż któregoś dnia, gdy jak zwykle zebrał się Sejm, na mównicę weszła dostojna w kilogramach osoba i rozpoczęła modły. Bez uzasadnienia wiarą państwową i koraniczną konstytucją matrona w lazurowym, nawiązującym do koloru nieba kostiumie wgramoliła się na podium i poleciała ojczenaszem i zdrowaśką. Zapytana, stwierdziła, że miała zgodę marszałka Borowskiego. On na to, że żadnej zgody nie dawał, tak więc osoba będąca katoliczką łże, a wszystko dlatego, że nie ma przykazania: Nie będziesz kłamał w Sejmie.
Ksiądz zamiast nauczać wiernych i niewiernych, bo taka jest, kurczę, jego rola (pamiętam z dzieciństwa: Zgrzeszyłaś córko grzechem nieczystości, Jezus będzie się smucił, odmów nowennę za pokutę), no więc zamiast tego wali na odlew w piękną twarz Jarugi-Nowackiej Izy, mówiąc, że to „feministyczny beton, który się nie zmieni nawet pod wpływem kwasu solnego”.
Tu kończą się żarty, a zaczynają schody do piekła wielu nieszczęśliwych kobiet, chodzi bowiem o ustawę antyaborcyjną. Przy obecnych restrykcjach w świetnie zorganizowanym podziemiu ginekologicznym skrobią się bogate kobiety, a biedne rodzą, dostarczając tematu do ciekawego i pouczającego programu Resich-Modlińskiej o Zerwanych Więziach albo ich totalnym braku, a więc rodzeniu i rozrzucaniu szóstki dzieciaków po domach dziecka. Program łączy rodzeństwo, gdy dobiega ono trzydziestki.
Wydawało się, że wszystko jest już przyklepane i nikt nie piśnie słówka na temat ustawy tabu, żaden facet, a już w szczególności polityk, co chce robić karierę, nie odezwie się w tej sprawie. Przysłowie mówi: „Hipokryzja jest ukłonem grzechu w stronę cnoty”, więc kłaniają się wszyscy staremu jak świat bóstwu obłudy, a tu nagle wystrzeliła jak z katapulty Iza Jaruga, no i czy biskup nie miał prawa się zdenerwować? Kiedyś było inaczej, poszłaby czarownica na stos i po krzyku, a dziś? Kobieta publicznie zabiera głos!
Zaraz w obronie biskupa Pieronka (on to bowiem metaforycznym kwasem w Izę chlusnął) przed Wandą Nowicką wystąpiła rozśmieszona dama z „Gazety W.” i orzekła, że to nic strasznego, ot, cięty dowcip biskupa liberała, a feministki są dogmatyczne. Myślałam, że wszyscy uszy po sobie położyli i nikt już Jarugi w obronę nie weźmie, ale Helena Łuczywo, też z „Gazety W.”, kobieta, która nawet esbecji w stanie wojennym się nie ulękła, napisała, że feministki dobrą robotę w naszym kraju robią, a Jaruga zajmuje się ważną społecznie sprawą.
Język się nam od czasu pamiętnej „kanalii” Leppera skanalizował – czyli zrynsztokowił, można rzec – dotknęła ta zaraza nawet osoby duchowne. Proboszcz z Czerwonki, co grunta bezprawnie sprzedał, za co z kolei parafianie szarpali go za sutannę, chcąc się dowiedzieć, co stało się z pieniędzmi, poinformował telewidzów, że jak przyszedł do parafii, to „syf” zastał i go posprzątał.
W tym samym czasie Barbara Wachowicz i Gustaw Holoubek, chcąc ratować polszczyznę, do tytułu mistrza mowy polskiej kandydują. Czy kto pojmie, co mówią wielkiej piękności literacką polszczyzną, której miejscem stanie się niebawem Muzeum Mowy Polskiej?
Wyznam Wam szczerze, o Czytelnicy, że od księdza walącego betonem, kwasem i syfem wolę tych, co słowa „kurwa” używają jako przecinka, bo to k….a, menelstwo, wykazuje mniejszy, k…a, relatywizm moralny. I postmodernizm, k…a, oczywiście też.
Nie macie ludzie pojęcia, co parlamentarzysta może zrobić, żeby pokazali go w telewizji. Nie dość, że wizerunek sobie ustawi na ciężkiego idiotę, to jeszcze swoją paranoję do tego „imidżu” dołoży. Przy tej mieszance koktajl Mołotowa to Bobo Fiut. Że taki malutki, przy tym wielkim Fiucie.
Marszałek Borowski musi robić za ordynatora kliniki psychiatrycznej. Przywołuje do porządku i zachowuje spokój nawet podczas terrorystycznego ataku na mównicę sejmową i mikrofon. Mikrofon został wyłączony, ale cwani pacjenci przynieśli ze sobą swój i jeden czubek z widocznymi gołym okiem objawami, wygrażając palcem, zaczął przedstawiać ciąg dalszy serialu z Klewek, czyli spiskowej teorii dziejów Trzeciej Rzeczypospolitej. Dlaczegóż nasi psychole nie są tak sympatyczni jak chorzy z „Lotu nad kukułczym gniazdem”?
Inni, wciąż jeszcze zdrowi, wyszli z sali. Przytomny bliźniak Kaczyński namawiał nawet ordynatora Borowskiego do wezwania pielęgniarzy ze straży marszałkowskiej, ale on uznał, że poradzi sobie sam i zastosował znany psychiatryczny sposób na zmęczenie wariata jego własnym gadaniem. Posłowie przy zdrowych zmysłach opuścili salę sejmową, by oglądać w telewizji tę logoreę godną Fidela Castro, tego samego, co go niejaki Firak nawiedził. Tym razem poseł był tak nasączony wąglikówką, że jako przewodniczący Komisji Regulaminowej nie mógł się w nieregulaminowym stanie pokazać, by Leppera immunitetu pozbawić. Furda immunitet, jak można dostać wariackie papiery!
Obrady były transmitowane w przerwach między programami na żywo z zakładów pogrzebowych, pogotowia i szpitali, gdzie na co dzień urzędowali Mengele i Anioł Śmierci, przerabiający ludzi na „skóry”.
I niech mi teraz ktoś powie, że tytuł mojego cyklu felietonów Teledelirka jest nieadekwatny!

 

Wydanie: 5/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy