Boisz się? Nie. Zażyj Moniuszki!

Boisz się? Nie. Zażyj Moniuszki!

„Strasznym dworem” otworzono sezon w odbudowanym po wojnie warszawskim Teatrze Wielkim 19 listopada 1965 r. Od tego czasu opera była oglądana w stolicy 1050 razy, oczywiście w rozmaitych inscenizacjach i pod różnymi dyrygentami. Jako najwybitniejsze dzieło ojca opery narodowej „Straszny dwór” jest zwykle prezentowany przy szczególnie uroczystych okazjach. Obecna premiera ma uhonorować zarówno otwarcie gmachu 50 lat temu, jak i 250-lecie teatru publicznego w Polsce. To dzieło Moniuszki zaproponował też na otwarcie gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku w 2012 r. jej ówczesny dyrektor Roberto Skolmowski. Teatr Wielki w Łodzi jubileusz 60-lecia w 2014 r. także świętował wystawieniem „Strasznego dworu”, w reżyserii Krystyny Jandy i pod dyrekcją Piotra Wajraka.

W scenicznej historii „Strasznego dworu” były też realizacje kontrowersyjne czy wręcz skandalizujące. Do takich trzeba zaliczyć mający dosyć krótki żywot na scenie spektakl w reżyserii Andrzeja Żuławskiego z 1998 r. Po zaledwie 15 przedstawieniach zastąpiono tę inscenizację nową, tym razem w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, która już nikogo nie bulwersowała, była poprawna i zgodna z tradycją. Żuławski wpuścił jednak do tradycji trochę świeżego powietrza, przywołał zdarzenia z prapremiery dzieła w 1865 r. Wokół sceny siedzieli rosyjscy cenzorzy, a sama akcja nosiła cechy nie tyle komediowe, ile mroczne, pesymistyczne, a nawet oskarżycielskie. Bo przecież wielu Polaków akceptowało ówczesną władzę i specyfikę zaboru rosyjskiego. Przedstawieniu Żuławskiego zarzucono jednak głównie błędy estetyczne i skróty w partyturze utworu sięgające ponoć aż 40%. W istocie mazur tańczony na zakończenie i będący apoteozą polskości wypadł w tym przedstawieniu zaskakująco blado.

Dla odmiany przedstawienie Krystyny Jandy w Teatrze Wielkim w Łodzi zamiast skrótów zawierało fragmenty zwykle pomijane w inscenizacjach „Strasznego dworu”, reżyserka uznała bowiem, że trzeba lepiej zilustrować rodzące się uczucie Hanny i Stefana. Spektakl dzieje się w okolicach powstania styczniowego, czyli 100 lat później, niż zakładał sam kompozytor, co miało konsekwencje sceniczne – ukłony były nieco płytsze, suknie pań trochę krótsze. Ale ważniejsza okazała się ogólna atmosfera spektaklu: patriotyczna w starym stylu, bogoojczyźniana i nawet ochocze picie strzemiennego w prologu odbywało się w asyście księdza.

Pod tym względem spektakl wyreżyserowany przez Roberta Skolmowskiego w Białymstoku zawierał o wiele więcej ekstremalnego opilstwa, bliższego duchowi absurdu rodem z „Króla Ubu”. W Białymstoku była satyra na Polskę, a w Łodzi uwznioślone pożegnanie Polaków rozpoczęte wspólną modlitwą.

Mazur to prawie fokstrot

Jaki będzie „Straszny dwór” Davida Pountneya? Czy tylko oryginalny i kontrowersyjny, czy może odkrywczy? Reżyser zapowiedział przeniesienie akcji w lata 20. XX w., do II Rzeczypospolitej, czyli czasu w jakimś sensie analogicznego do epoki przedrozbiorowej, w której swoją patriotyczną sielankę umieścił Moniuszko. Tam opowiadano o końcu wojny, o spokojnym życiu, ale zabezpieczano się przed ewentualnym zagrożeniem ojczyzny. Lata 20. to także czas budowy i niepodległości, ale w otoczeniu wrogich potęg. Brytyjski reżyser uznał, że taka perspektywa historyczna może lepiej przemawiać do wyobraźni. Odmłodzenie „Strasznego dworu” będzie też miało konsekwencje artystyczne. Inne będą kostiumy i fryzury, a tradycyjny mazur ma być tańczony w rytmie fokstrota. Ciekawe, czy zamiast tabaki Skołuba – tym razem ma nim być bas Aleksander Teliga – nie zaproponuje jakiegoś białego proszku? Czy to się spodoba? Czy tradycjonaliści i puryści na miarę Sławomira Pietrasa znowu podniosą alarm? Odpowiemy słowami arii Skołuby: „Boisz się? Nie”.

Foto: Joanna Miklaszewska

Strony: 1 2

Wydanie: 45/2015

Kategorie: Kultura

Komentarze

  1. nowicka
    nowicka 6 listopada, 2015, 22:02

    nie 1050 przedstawienie, a 1500…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy