Odpowiedź Tomaszowi

Odpowiedź Tomaszowi

Drogi Tomaszu, w internecie nic nie ginie, tylko czasem za późno się odnajduje. Twój pamflecik na mnie zawiera ziarenka prawdy, ale z malutkich wad zdołałem w międzyczasie się poprawić, pomówmy o poważniejszych zarzutach. Znamy się nie od dziś i chyba więcej niż od 20 lat, a wspólnych bliskich znajomych mamy od ćwierć wieku, nie rozumiem więc, jak mogło Ci przyjść do głowy, że jestem „niepogodzony do dziś z klęską dawnego reżimu” i że przemawia przeze mnie „resentyment przegranych”. Nie jestem i nie czuję się przegrany. Przecież wiesz, że nie byłem zwolennikiem upadłego reżimu, dopóki on istniał, a co o nim myślę teraz, zaraz pośrednio powiem.
Janusz Korwin-Mikke i paru biznesmenów założyło fundację im. Ludwiga von Misesa, do której i ja należałem. (Byłbym zapomniał. Należał także Stefan Kisielewski). Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, tuż przed 1989 r. lub tuż po. Dwaj nasi biznesmeni jeden po drugim w kapitalistycznej już Polsce znaleźli się w więzieniu, a trzeci został zastrzelony w głośnej w swoim czasie aferze kryminalnej. Wskutek tak niepomyślnych początków nasza fundacja nie mogła rozwinąć skrzydeł, ale nie powiesz (a raczej już powiedziałeś), Tomaszu, że zwolennik von Misesa (ówczesny, bo to też się zmieniło) mógł być zwolennikiem jakiegokolwiek socjalizmu. Nie ma między nami sporu typu słowo przeciw słowu, bo przeciw Twojemu słowu ja mam własnoręczny podpis pod aktem założycielskim fundacji, aktem opatrzonym przepisową ilością znaczków skarbowych i pieczęcią warszawskiego sądu. Do „Solidarności” też nie dlatego się zapisałem, żeby „ze wszystkich sił zapobiec” przejęciu władzy przez nowy obóz. Ta „Solidarność” ze swoimi idiotycznymi strajkami szybko mi obrzydła, ale się z niej nie wypisywałem przez solidarność właśnie z kolegami uniwersyteckimi, którym się wydawało, że strajkując w wielkim tłumie, narażają się na straszne niebezpieczeństwo, i do dziś uważają się za bohaterów.
Dopóki marksistowski socjalizm panował, uważałem to, jak większość moich przyjaciół, za wielkie nieszczęście ze społecznego, moralnego i prywatnie ludzkiego, praktycznego punktu widzenia. Gdy upadek systemu zaświtał na horyzoncie, pojawiły się nowe problemy: co ważniejsze, wolność polityczna czy gospodarcza? Ja byłem po stronie drugiego wyznania i nie zmieniłem poglądów do dziś. Co da lepsze gwarancje z punktu widzenia celu, skuteczności i bezpieczeństwa: rewolucja demokratyczna czy ewolucja od góry? Znowu byłem w drugiej partii. Jeżeli jest cokolwiek z prawdy w Twoim twierdzeniu, że „usiłowałem zapobiec” zdobyciu władzy przez obóz, który ją od 20 lat mocno trzyma, to to, że nie chciałem, aby Polską rządzili nieodpowiedzialni i zarozumiali dyletanci, wyniesieni na najwyższe stanowiska przez populistyczną rewolucję, i dziwi mnie, że po dwudziestoparoletnim doświadczeniu nie przyznajesz mi racji.
Z PRL zrobiono najwyższe kryterium dobra i zła: co pochodzi z PRL, jest złem, co jest przeciw Polsce Ludowej, jest dobrem. Ponieważ z tych ocen nikt się nie musi tłumaczyć, skąd je wziął, nie musi też myśleć o rzeczywistości, do której się odnoszą. Najróżnorodniejsze składniki, jak państwo, naród, kultura, wojsko, administracja, szkolnictwo, instytucje naukowe, sądy kryminalne i cywilne, przemysł i rolnictwo, propaganda, ideologia panująca całą gębą, ideologia panująca uperfumowana, rzeczy użyteczne i rzeczy szkodliwe, zmieszano razem i opatrzono jedną nazwą komunizmu.
Uczynienie jedności z rzeczy, z których każda ma odrębny cel, autonomiczne reguły działania i podlega własnym związkom przyczynowym, jest myśleniem utopijnym i, popularnie mówiąc, totalitarnym. W żadnym kraju – nic mi nie wiadomo o Azji – rządzonym totalitarnie rzeczywistość nie była tak ujednolicona, jak PRL jest ujednolicona w wyobrażeniach, jakie władza solidarnościowa narzuciła niemal całej ludności. Kto by pomyślał w czasach PRL, że Andrzej Wajda jest prześladowany? A teraz książki o tym piszą, bo utopia mówi, że wszyscy artyści byli prześladowani.
Nie podobało mi się, Tomaszu, co piszesz o mnie na zakończenie. Twoim zdaniem, w toczącej się walce frakcyjnej kibicuję Obozowi Demokratyczno-Liberalnemu, za co rzekomo zbieram jakieś punkty. Gdybyś bywał w ODL, tobyś tego nie napisał. Co do Obozu Konserwatywno-Narodowego, to sprawa tak się przedstawia, że nie jest to obóz ani konserwatywny, ani narodowy. Nie wznoszą się oni do tego poziomu sublimacji, na którym dopiero takie pojęcia jak naród czy konserwatyzm mogą mieć sens. Wzięli się stąd, że z całej siły pragnęli przelicytować Michnika w antykomunizmie, ale o realnym narodzie nie są zdolni myśleć. To są fantaści w polityce, Michnika gotowi w łyżce wody utopić, ale skazani na wieczne podążanie za nim w każdej ważnej sprawie, w tych dniach w „europeizowaniu” Ukrainy.
Obóz konserwatywny – powiadasz? Narzekają z zagniewanym obliczem na brak ciągłości w dziejach polskiego narodu, a nie było przed nimi partii – prócz komunistów – która z taką zajadłością starałaby się wykreślić pół wieku historii narodowej, dorobku materialnego i kulturalnego. Konserwować oni chcą tylko konserwatyzm.
Dzisiejsza Polska dosyć mi się podoba, chociaż wolałbym, żeby niektórzy dobrowolnie przymknęli swoje buzie. Do PRL mam stosunek jak do rzeczy, która była niedoskonała, ale miała przewagę nad rzeczami doskonałymi, których nie było. Trzeba mieć oczy otwarte na fakty oczywiste. PRL była największym sukcesem narodowym, jaki „nam” się przytrafił częściowo dzięki obcej przemocy od, powiedzmy, trzech wieków. Uwolnieni zostaliśmy od uciążliwego balastu ukraińskiego na wschodzie, a na zachodzie przesunięci do środka Europy. W tych warunkach żyć nie umierać. Tak powinni myśleć narodowcy i konserwatyści, ale gdzie oni? Wesołych Świąt.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy