Brzydota z pazurem

Brzydota z pazurem

Dlaczego?

– Bo nie. Może kiedyś pójdę, jak się wk…, ale musiałbym się naprawdę wk… Generalnie uważam, że rewolucja to ostateczność i powinna następować tylko wtedy, gdy naprawdę trzeba zmienić kurs o 180 stopni, a nie wyłącznie dlatego, że zmiany idą wolniej, niż byśmy oczekiwali.

Nie marzy ci się, by młodzież jadąca licznie na Open’er Festival wyszła w podobnej liczbie na ulice miast i zaprotestowała?

– Nie wiem. Zależy z jakimi postulatami. Czy z roszczeniówką niespełnialną, czy z odpowiedzialnym postulatem nacisku na obojętne władze, które trzeba kopnąć w d…, żeby coś zrobiły. Ja nie lubię psychologii tłumu. Nie lubię tego krzyczenia uproszczonego do „precz” i „niech żyje”. Oczywiście, czasem nie ma innego wyjścia, jak na Majdanie, ale u nas naprawdę daleko od takiej potrzeby.

Czujesz się zatem beneficjentem polskiej transformacji.

– Ach, jak to brzmi. Mam wrażenie, że określenie beneficjent transformacji w obecnym polskim kontekście społeczno-politycznym brzmi jak „jeden z NICH, z ONYCH, z TAMTYCH”. Jednoznacznie uważam, że od PRL trzeba było odejść, uciec. Że trzeba było system przemodelować zupełnie.

Czy, twoim zdaniem, coś nam umknęło podczas tego „modelowania” systemu?

– Tak. Odpowiedzialność za państwo i jego mieszkańców. Ale i tak pozostało jej więcej niż na przykład w dawnych republikach radzieckich. Było jednak w Polsce wiele nieodpowiedzialności i łupienia mienia państwowego i do tej pory odbija się to w niektórych sprawach. Nie jestem maniakiem rozliczania wszystkich za wszystko i dyskwalifikowania wszystkich, którzy wtedy działali. PRL to jednak nie była Korea Północna, a pierwsze lata III RP to nie cosa nostra. Wszelkie pisowsko-radiomaryjne obsesje są mi obce. Nie cierpię tych, których Kapuściński określał jako „straszne facety”, ale uważam też, że pozostawianie w grze zbyt wielu elementów PRL skończyłoby się nie najlepiej. Jak najszybsze rozpieprzenie PRL i zbudowanie czegoś zupełnie nowego przyniosło wiele zła, ale jednak pozwoliło zacząć bez kamienia u szyi. Uważam, że tak duży kraj jak Polska i tak poradził sobie stosunkowo dobrze. Nie ugrzęźliśmy w patologiach, jak Rumunia czy Ukraina, mimo że tych patologii mieliśmy sporo. Dlatego nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić reform Balcerowicza, ale nie jestem też ultraliberałem, nawet liberałem gospodarczym nie jestem za bardzo. Z jednej strony wiem, że z piasku bicza się nie ukręci i żeby to działało, musi też istnieć zarabiająca na siebie, konkurencyjna gospodarka. Marzy mi się jednak zwykłe, porządne, europejskie państwo opiekuńcze. Państwo, które funkcjonuje, działa, zapewnia podstawowe sprawy, jeśli komuś życie się połamie i wyląduje na bruku. Państwo, które zapewnia opiekę medyczną w ludzkim standardzie. W którym działają instytucje samorządowe, urządzenia miejskie. Państwo, które służy obywatelom.

Chyba jednak coś cię wnerwia w Polsce, skoro wciąż marzysz o jej innej, bardziej ludzkiej twarzy.

– Wnerwia, wnerwia, i to sporo. Ale wbrew pozorom wiele rzeczy mnie też w niej cieszy.

Foto: Michał Wargin/ EASTNEWS

Strony: 1 2 3

Wydanie: 30/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy