Być albo nie być w sportach zimowych?

Być albo nie być w sportach zimowych?

Włodzimierz Szaranowicz,
komentator sportowy TVP
Trzeba przestać opłacać państwowych amatorów z naszych pieniędzy, a sport zawodowy oprzeć na prywatnym kapitale. Za państwowe pieniądze tworzyć bazę do rekreacji, by ludzie chcieli się bawić w sport. W Niemczech np. za publiczne środki buduje się stacje narciarskie, a reszta jak chce, szuka pieniędzy u sponsorów prywatnych. Talent dostrzeżony w młodym wieku musi znaleźć sponsora. Stąd się bierze gama niepowodzeń, że związki, federacje i sport wyczynowy przejadają państwowe pieniądze. Zwłaszcza pseudozawodowców trzeba odciąć od publicznej kasy.

Paweł Zygmunt,
panczenista, uczestnik igrzysk w Lillehammer, Nagano, Salt Lake City i Turynie
Przegrywamy, bo nie mamy bazy. Każda dyscyplina zimowa powinna mieć w Polsce przynajmniej jeden obiekt. Już wiemy, że hala lodowa w Warszawie ma być zbudowana do 2008 r. Tor saneczkowy ma powstać w Krynicy. Mógłby się samofinansować i służyć aż ośmiu dyscyplinom. Na razie nie ma gdzie pracować, choć jest młodzież. Nie ma w Polsce ośrodka przygotowań olimpijskich, choć pretenduje do tego Zakopane, gdzie jest zdekapitalizowany obiekt. Jest nadzieja, że po prawie 40 latach powstanie tam wreszcie sztuczny tor lodowy. Mniejsze są wymagania dla hokeja, ale już narciarstwa alpejskiego nie ma w Polsce gdzie trenować. Nosal jest sprywatyzowany, zawodnikom proponuje się jakieś skrawki. Potrzebna jest zmiana statusu trenera. Trzeba rozwiązać problem tych sportowców, którzy nie dostają się do kadry lub z niej odchodzą. Dla nich powinny być etaty w wojsku, policji czy straży granicznej. Trzeba tworzyć centra i szkoły patronackie, bo nie mamy nawet kadry juniorów. W łyżwiarstwie cały cykl przygotowań olimpijskich przeszły tylko cztery osoby. Za pieniądze, które my wydajemy, jeżdżąc po świecie, można by szkolić 50 zawodników w kraju. Trzeba uzmysłowić prominentom, że narciarstwo uprawia u nas rekreacyjnie
4 mln ludzi, ponad 1 mln jeździ na łyżwach.

Krzysztof Kawa,
publicysta „Przeglądu Sportowego”
Na kilka dni przed igrzyskami w Turynie Zjazd Polskiego Związku Narciarskiego obraduje nad tym, czy przerwać obrady, czy ciągnąć dalej i czy prezesa wybierać na kilka miesięcy, czy na cztery lata! Trzeba zrobić porządek w PZN, są afery u biathlonistów, w snowboardzie itd. Do sportów zimowych należy pozyskać fachowców z zacięciem menedżerskim i wizją rozwoju. Należy budować bazę, aby nie tylko Justyna Kowalczyk mogła trenować, ale 300 osób mogło biegać bez presji, że konieczne są medale. U nas jest piramida odwrócona. Wyczynem zajmuje się 20 osób, a 40 juniorów ma dać nadzieję, że za cztery lata będzie jakiś medal w sportach zimowych. To się udało tylko raz. Adam Małysz to talent, jaki rodzi się raz na 100 lat. Nowego nie mamy i długo nie będziemy mieć. W narciarstwie alpejskim cztery dziewczyny na własną rękę szukają sponsorów i mają szczęście, bo ojciec jednej z nich jest dobrym menedżerem. Wszystko stoi na głowie, bo to związek powinien zorganizować środki. W skokach działa niezależny menedżer, który organizuje pieniądze, ale nie trafiają one do związku. Za cztery albo osiem lat trzeba będzie znów zaczynać od zera.

Mariusz Siudek,
łyżwiarstwo figurowe, członek ekipy olimpijskiej w Turynie
Na potrzeby łyżwiarstwa figurowego trzeba wybudować więcej lodowisk, gdzie można jeździć w koszulce z krótkim rękawem. W Polsce jest sześć, a w samym tylko Montrealu przeszło 100. W jednym mieście! Część polskich lodowisk jest bardzo zimna, a w tym sporcie trzeba zaczynać bardzo wcześnie, w wieku 4-5 lat. Małe dziecko nie może wytrzymać kilku godzin na zimnej tafli, bo to grozi urazami. Tymczasem ani w Krakowie, ani we Wrocławiu, ani w Poznaniu nie ma obiektu, w którym można by bezpiecznie trenować. Nie ma normalnego naboru, a co dopiero wyłapywania perełek spośród zdolnych dzieci. Nasza para (Zagórska-Siudek), która trenowała w Oświęcimiu, jest przykładem, że można nawet zdobywać medale. Nie mamy tu konkurencji, jesteśmy jedyną parą taneczną, która brała udział w mistrzostwach Polski.

dr Piotr Godlewski,
marketing i zarządzanie w sporcie, AWF Poznań
Nie ma strategii dyscyplin zimowych. Są one niszowe, bo nie mamy odpowiedniego klimatu ani tradycji, ani obiektów i urządzeń. Należy wytypować jakieś dyscypliny strategiczne i na nie przeznaczać środki, tymczasem sport służy do gry politycznej. Możemy wypromować taką miernotę jak Grzegorz Filipowski, wyolbrzymić sukcesy jednego zawodnika i skierować na ten cel ogromne pieniądze. Wystarczy policzyć, ile kosztuje jeden skok Małysza. Mając tylko taką strategię, pogrzebaliśmy już sporty walki, zapasy, boks, dżudo. Wszystko zależy od zmiennych urzędników w ministerstwie. Teraz trwa przeprowadzka ministerstwa z alei Szucha do alei Róż, najważniejsze są biurka i papiery, więc z nikim nie można się skomunikować. Zamiast stabilności jest upolitycznienie, bo sport stał się klientem elit władzy.

Prof. Milan Duricek,
kierownik Katedry Turystyki
i Rekreacji, Uniwersytet Rzeszowski
Mogę więcej powiedzieć o sportach zimowych na Słowacji. Tutaj nie ma pytania „być albo nie być”. Liczymy się w hokeju na lodzie, mamy niezłych biathlonistów, saneczkarzy. Cudów nie ma, ale jest systematyczna praca, od młodzieży po wyniki wyczynowców. Reprezentacja jest dofinansowana z budżetu państwa. Mają też udział największe firmy, takie jak Nokia, Orange, SlovakTelekom. Państwo wspiera też ośrodki szkolenia młodzieży. Nie wiem, czy ten model jest najlepszy i wart naśladowania, ale efekty przynosi. Polska ma niemałe tradycje w sportach zimowych. Myślę, że Justyna Kowalczyk ma szanse na sukces. Życzę powodzenia polskiej drużynie hokeja. Na Słowacji jest tylu wybitnych hokeistów, że trener reprezentacji miał ogromny problem ze stworzeniem ekipy.

Bogdan Ferenc,
dyrektor Zespołu Szkół Publicznych
nr 2 – Narciarskiej Szkoły Sportowej w Ustrzykach Dolnych
Na pewno wiele musi się zmienić w podejściu do wychowania fizycznego. Wtedy będzie szerokie zaplecze i można myśleć o wybieraniu sportowców. Jednak zainteresowanie młodzieży sportami zimowymi spada.

Józef Łuszczek,
narciarstwo klasyczne, b. mistrz świata w biegu na 15 km
Nigdy nie było dobrze. Teraz po cichu liczę tylko na Justynę Kowalczyk. Cudów nie widzę, bo i nie ma z czego cudów robić. W klubach bieda, nie ma ich prawie i dlatego nie ma z czego wybierać do kadry narodowej. Za moich czasów było takich zawodników ze 30 razem z liderami. Teraz natomiast przyzwoite wyniki na mistrzostwach świata uzyskują tylko juniorzy.

Wydanie: 6/2006

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy