Był kiedyś Widzew wielki

Był kiedyś Widzew wielki

Najlepszy klub w historii naszego futbolu zaczyna od IV ligi

Komunikat PZPN z 1 lipca zaczyna się od zdania: „Komisja Odwoławcza ds. Licencji Klubowych PZPN, po rozpatrzeniu odwołania Klubu RTS Widzew Łódź SA od decyzji Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN, postanowiła utrzymać w mocy decyzję o nieprzyznaniu Klubowi licencji na rozgrywki II ligi w sezonie 2015/2016”. Prawdę powiedziawszy, taka decyzja nie była dla nikogo zaskoczeniem, a groźba, że łódzki klub „wyleci w powietrze”, wisiała nad nim już od dawna. A jednak zrobiło się jakoś żal, że w tak biurokratyczny sposób przechodzi do krainy wspomnień jeden z najwspanialszych zespołów w dziejach naszej klubowej piłki. Przecież nie kto inny, jak widzewiacy, zwani drużyną z charakterem, potrafili swego czasu w europejskich pucharach uporać się z Manchesterami United i City, z Juventusem czy Liverpoolem. Tę ekipę tworzyli tacy kozacy, jak Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk, Włodzimierz Smolarek i Mirosław Tłokiński. Nie tylko ich, ale jeszcze kilku innych przyjęto by dzisiaj z otwartymi ramionami do każdej jedenastki naszej Ekstraklasy.

Sprzedawali i kupowali

Historia zatoczyła koło. A jedną z czołowych ról odgrywa Zbigniew Boniek, obecny prezes PZPN. To właśnie on podjął się misji ratowania Widzewa w 2004 r., po spadku klubu z najwyższej klasy rozgrywkowej. Widzew borykał się z wielomilionowym zadłużeniem, nie dostał licencji na grę w I lidze (dzisiejszej Ekstraklasie) i realną groźbą wydawało się ogłoszenie bankructwa oraz rozpoczynanie gry od najniższych klas. Ale na podstawie dosyć karkołomnej konstrukcji prawnej (nowy podmiot prawny przejął aktywa poprzednika – miejsce w II lidze, ale odmówił przejęcia pasywów – długów) widzewiacy pozostali w grze i po kilku latach pod rządami Zbigniewa Bońka, Wojciecha Szymańskiego i Władysława Puchalskiego wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej. W 2007 r. do klubu wszedł wyczekiwany możny inwestor, Sylwester Cacek. Jednak zamiast marszu w górę rozpoczęła się długotrwała agonia.

Pierwszym ciosem była afera korupcyjna. Postępowanie dyscyplinarne, które ciągnęło się latami, doprowadziło do ukarania klubu degradacją za korupcję (mówiąc precyzyjnie, Widzew został pozbawiony wywalczonego na boisku awansu do Ekstraklasy). Po zamieszaniu związanym z korupcją nowy właściciel Widzewa powiedział w jednym z wywiadów, że czuje się oszukany. Przez kogo? Można się domyślić, że przez byłych właścicieli klubu, którzy sprzedali mu drużynę z piętnem ustawionych spotkań.

Gdy Widzew został oskarżony o ustawianie meczów w latach 2004–2005, Boniek w rozmowie ze Sport.pl (7 grudnia 2007 r.) powiedział: „Jeżeli będą chcieli nas zdegradować, to spadniemy w doborowym towarzystwie! Razem z nami spadnie 15 innych klubów, bo przecież oficjalnie się mówi, że wszyscy sprzedawali i kupowali”. Dopiero na początku września 2008 r. posiadający 88% widzewskich akcji Cacek odkupił od Bońka pozostałe 12%. Za ile? Mówi się o różnych kwotach, ale plotek nie zamierzamy powtarzać… Pewne jest jednak, że nie była to czapka gruszek.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 30/2015

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy