Casus Bratkowski

Casus Bratkowski

Stefan Bratkowski: „przedstawiać nie trzeba”. Tak się mówi, ale czy rzeczywiście? Otóż dziś już trzeba – tylu się namnożyło kandydatów do elit, Katonów i Rejtanów z bożej łaski, że trzeba nazywać ludzi po imieniu.
Bratkowski to jest Ktoś. Ikona i guru dziennikarskiego środowiska, które przeprowadził przez meandry stanu wojennego, przez czas organizacyjnego niebytu i moralnej zawieruchy. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, pisarz, publicysta, mądry świadek historii. Obywatel nieobojętny. Obdarzony talentem, temperamentem i wewnętrzną uczciwością diagnosta, fantasta, człowiek myślący.
Oj, niedobrze. Może go dopaść etykietka „wykształciucha”, a jeszcze gorzej „autorytetu”, którym jest niewątpliwie, czy się to komuś podoba, czy nie.
Z tej pozycji Bratkowski zabiera głos w istotnych sprawach publicznych i na każdym zakręcie historii, a za taki uznał nasz czas. Mówi, pisze, wątpi, radzi, jak nakazuje dziennikarska powinność. Ponaglany obywatelską troską (jakie to niemodne), obowiązkiem człowieka nieobojętnego (jakie to staroświeckie) publikuje właśnie swój najnowszy esej „Kim chcą być Polacy”.
Pisze teraz: „Jesteśmy w swoistym przeciągu historii”. My, społeczeństwo, żyjące w pogłębiającej się opresji, stawiane w obliczu niekontrolowanych posunięć władzy, rozwiązującej problemy kompleksowo, bo w oparciu o własne kompleksy.
Pyta: kim chcemy być, kim byliśmy, jacy będziemy, jacy tacy…?
Warto wiedzieć, co ma do powiedzenia Bratkowski. I jak to mówi, pochylając głowę nad naszym dziś i wczoraj, odwołując się do kart wielkiej historii i losów narodu, przywołując kontekst międzynarodowy, sąsiedzki. Nie jest znachorem, nie formułuje recept, ale głośno myśli z odwagą kochającego Polskę (patriota, jakie to wypłowiałe).
Ta książka jest jak lustro przechadzające się po naszym gościńcu. Odbija „coraz bardziej otaczającą nas rzeczywistość”, jak zwykł mawiać Pietrzak. Jednak zastanawiające jest zupełnie co innego: ten obraz niepokojąco zaczyna wyglądać jak reprodukcja, jak kalka z innych lat i miejsc. Przywołajmy kilka zdań: „Albowiem nie ma nic niebezpieczniejszego ponad to, gdy pewna idea ogólna i szeroka wciśnie się do mózgu małego i ciasnego” i kiedy się „schlebia partiom radykalnym i żywiołom skrajnym, chcąc przez to je uśpić, obezwładnić, zyskać ich pomoc”. To nie Bratkowski. To Jan Parandowski (ten sam) w fascynującym reportażu „Bolszewicy i bolszewizm w Rosji”, wydanym właśnie po raz pierwszy od 1919 r. Brzmi zastanawiająco, nie tylko jako akompaniament do książki Bratkowskiego.
Nic to, warto czytać. Bo warto rozumieć. Wątpić, widzieć i wiedzieć. Nie zgadzać się nawet, ale pięknie. W takim stylu, jak to potrafi ten niepoprawny Bratkowski.

Stefan Bratkowski, Kim chcą być Polacy, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007

 

Wydanie: 22/2007

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy