Bronisław Łagowski
Dziwna Europa
Wielcy tego świata zachodniego już zdecydowali, że Turcja zostanie przyjęta do Unii Europejskiej i chodzi tylko o odpowiednie przygotowanie opinii publicznej, aby się wydawało, że decyzja jest demokratyczna. Jacques Chirac, który należy do tych wielkich i jest wśród nich może najlepszym fachowcem od demokratycznego rządzenia, zapowiedział referendum, aby Francuzi mogli się wypowiedzieć, czy chcą, czy nie chcą przyjąć Turcję do Europy. Możemy być pewni, że naród francuski, który teraz w większości jest przeciw, ale do czasu referendum zmieni swoje
Strefa nieważkości
Na niedużym zgromadzeniu w krakowskiej „Kuźnicy” profesor Aleksander Krawczuk, powszechnie znany historyk dziejów starożytnych i były minister kultury, miał takie oto mniej więcej przemówienie. W swoim czasie Rzymianie zajęli Irak, później musieli się wycofać, dziś nie ma w Iraku ani jednego Rzymianina, o czym tu więc mówić, przejdźmy do spraw polskich. Mamy słuszne powody do niezadowolenia z polityków zasiadających w rządzie i Sejmie, reprezentujących nas za granicą i podobnych. Najwyższy już czas wyciągnąć wnioski z godnego ubolewania stanu
Czeczenofilia
Rok czy dwa lata temu prasę światową obiegła fotografia młodego człowieka, wychylającego się z okna z pistoletem przyłożonym do swojej skroni. Był to bandyta, który napadł na bank w Buenos Aires. Groził, że się zastrzeli, jeśli policja nie dostarczy mu samochodu, którym mógłby uciec. Jaki szlachetny był ten opryszek w porównaniu z bojownikami o niepodległość! Wyciągnął skrajne konsekwencje ze stanu rzeczy, że społeczeństwo uznaje świętość ludzkiego życia, nawet tak nędznego jak jego, i sam siebie wziął za zakładnika. Porywanie zakładników
Na dwa fronty
Na politykę polską ma wpływ głęboko zakorzenione przekonanie, że najwyższą formą istnienia narodu jest walka. Pod tym względem jesteśmy podobniejsi do plemion kaukaskich niż do narodów europejskich. W tej walce rzeczą główną jest manifestowanie patriotyzmu; cel może być nieokreślony i nieosiągalny. Można też nie mieć broni. Zamiast rozwiązywać rzeczowo problemy pozostałe po socjalizmie i panowaniu radzieckim, nowa klasa polityczna toczy walkę z PRL-em, prowadzi „politykę wobec przeszłości”, czyli fałszuje historię, niszczy zdobycze tamtego
Oszołomienie
Napad terrorystów na szkołę w Biesłanie nie nasunął polskim mediom żadnej nowej myśli. Masakra stała się okazją do powtórzenia głoszonych od lat antyrosyjskich schematów propagandowych, do bardziej złośliwej niż kiedykolwiek przedtem krytyki prezydenta Putina i do usprawiedliwiania czeczeńskich terrorystów. Następnego dnia po masakrze, gdy niczego jeszcze nie można było wiedzieć na temat, kto jest sprawcą, katolicki „Nasz Dziennik” ustawiał swoich czytelników: „Wielu ekspertów (…) nie wyklucza, że wzięcie zakładników w Biesłanie mogło być prowokacją rosyjskich
Plemię Herero
Państwo, które wygrało wojnę i może narzucić pokonanemu swoją wolę, żąda odszkodowań za poniesione szkody. Większość polskiego Sejmu żąda odszkodowań wojennych od Niemiec. Kiedyż to Polska prowadziła wojnę z Niemcami? Sześćdziesiąt lat temu. Znany jest komu przypadek z historii świata, żeby zwycięzca żądał reparacji sześćdziesiąt lat po wojnie? Następne pytanie: czy Polska znajduje się w stosunku do Niemiec w takim położeniu, że może zmusić je do wypłacenia 600 miliardów dolarów, bo na tyle mniej więcej partyjna większość sejmowa
Kto nas reprezentuje?
Gdyby patrzeć na politykę przez różowe okulary, każdej partii można by przyznać część prawdy i każdą uznać za reprezentację uprawnionego interesu jakiejś grupy społecznej. Czy trzeba aż różowych okularów, żeby to zobaczyć? Niestety, rzeczywistość jest trochę gorsza, niż nam, poczciwym optymistom, się wydaje. Margaret Thatcher ściągnęła na siebie gromy za wygłoszenie poglądu, że społeczeństwo nie istnieje, że jest fikcją językową. Jeśli się kogoś nie lubi, wszystko, co powie, można uznać za nonsens i przeważnie tak postępujemy. Pani Thatcher w istocie powiedziała
Zarozumialstwo
Megalomanii narodowej w żadnym wypadku nie należy pochwalać, ale dlaczego nie miałby być megalomański naród, którego państwo jest silniejsze od innych państw na świecie czy w Europie. Megalomania narodu mającego środki niezbędne do przeprowadzenia swojej woli w stosunkach międzynarodowych broni się przed niechęcią innych swoją naturalnością. Naród bez takich środków, a mimo to naśladujący zarozumiałość mocarstw naraża się na jawne lub ciche drwiny. Polscy politycy ośmieszają nas za granicą. Narażają też Polskę na porażki, które zawsze przychodzą w następstwie
Co o tym myśleć?
Pół wieku temu Czesław Miłosz pisał w „Rodzinnej Europie”: „Powstanie warszawskie było przedsięwzięciem karygodnie lekkomyślnym (…), jakkolwiek dwieście tysięcy trupów zawsze waży na szali i nie da się odgadnąć, jak legenda, przekształcając się, działa w ciągu następnych dziesięcioleci i stuleci”. Przeżywamy jedno z tych przekształceń nie do odgadnięcia jeszcze kilka lat temu. Dziś jest niewyobrażalne w Polsce, aby jakieś zgromadzenie mogło oznajmić, że ono nie ma nic do zawdzięczenia powstaniu warszawskiemu i że ta tradycja nie jest jego.
Względność
Intencją autora książki „Powstanie ’44” było powiedzenie Anglikom, że nie są bez winy, jeśli chodzi o klęskę powstania warszawskiego. Podoba nam się ta intencja. Profesor Norman Davies stawia tezę, że powstanie mogło się skończyć sukcesem, gdyby Wielka Brytania i Stany Zjednoczone przyszły Armii Krajowej z pomocą i nakłoniły do tego także Stalina. Książka jest przyjmowana w Polsce z wielkim entuzjazmem i wcale się temu nie dziwię. Cofa ona naszą świadomość do okresu sprzed 1 sierpnia 1944 roku.






