Jerzy Domański
Hipokryzja narodowa
Nie należę do ludzi, którzy widzą różnicę między kijem użytym przez narodowca w czarnej masce a kijem w ręku lewicowca w białej kominiarce. Zachowania chuligańskie trzeba oceniać według kryteriów prawnych, a nie ideologicznych. Nie żyjemy przecież w państwie chaosu i bezprawia, w którym obywatele kierując się wyższą koniecznością, sami muszą bronić demokracji i wolności. I to na barykadach czy w blokadach. Czy przemarsz narodowców 11 listopada wymagał aż takiej mobilizacji lewicy, by ich za wszelką cenę zatrzymać? Nie sądzę. Ktoś tak oceniający sytuację mylił się. Chyba
Nie ma czego rozdawać
Mają przed sobą ponad 1400 dni. Wystarczająco dużo, by mogli pokazać, czy są warci głosów poparcia, które dostali w wyborach. Lekko im nie będzie. Trafili bowiem na zły czas, gdy niezwykle mało będzie do rozdawania. A jak nie ma co dzielić, to bardzo trudno o wdzięczność społeczeństwa, grup zawodowych czy regionów. Wygląda na to, że najpopularniejszymi słowami w Sejmie będą cięcia i oszczędności. I w nich jest pies pogrzebany. Komu zabrać lub przynajmniej przyciąć? O takie operacje chirurgiczne będą się toczyły największe bitwy w tej kadencji. Ktoś
Naciągane męczeństwo Ziobry
Wreszcie wyjaśniła się tajemnica, o której w PiS szeptano po kątach. Ktoś podobno przelewał krew za partię, ale nie za bardzo było wiadomo kto. Kombatantem okazał się Zbigniew Ziobro, który zaraz po ujawnieniu swojego męczeństwa zażądał z tego tytułu od prezesa Kaczyńskiego kawałka tortu jeszcze większego, niż ma w Brukseli. To nie był dobry pomysł, bo prezes ani myśli usunąć się z posady, nawet nie chce zrobić podwójnego fotela dla dwóch liderów partii. Otoczenie kwestionuje też rzekome zasługi Ziobry.
Udawanie Greka nie popłaca
Zmieniamy się. Późno, co prawda, bo przez lata trzymaliśmy się tradycyjnej formy, ale celowo i świadomie zmieniliśmy opakowanie. I od razu na taki model, który spodobał się młodszej generacji naszych Czytelników. Młodszej, bo przy niezmiennie wielkim szacunku dla wszystkich sięgających po nasz tygodnik, to oni najbardziej utyskiwali, że szata graficzna utrudnia czytanie i w ogóle jest démodé. Wiem, że wielu Czytelników, którzy są z nami od początku, ten numer może szokować. Na szczęście stali autorzy dopisali i są w starej, czyli dobrej formie. I to,
Wspominki na kanapie
Na trudne czasy klub poselski SLD wybrał na szefa człowieka, który najczęściej powołuje się na Konrada Adenauera, swoje wystąpienia przeważnie zaczyna od frazy „ja, jako były” i jest w elitarnym klubie ostatnich w Polsce zwolenników podatku liniowego. Leszek Miller pamięta tylko o dawno minionych sukcesach. Uważa, że wszystko, co dobrego stało się na lewicy 10 lat temu, jest jego osobistą zasługą. Amnezja wyparła mu z głowy nazwiska ludzi, dzięki którym SLD otrzymał wówczas od wyborców ogromne poparcie
Sojusz zawiódł wyborców
Wujek dobra rada. Tak ekipa, która doprowadziła SLD do katastrofy wyborczej, nazywała każdego, kto miał więcej od niej rozumu i doświadczenia. A jeśli jeszcze ktoś miał spory dorobek zawodowy czy tytuł naukowy, to jako nieżyciowa skamielina nie był do niczego potrzebny w tym gronie. Wystarczyła garstka doradców, która nie zakłócała marazmu myślowego i zwyczajnego nieróbstwa. Czas wolny można by spożytkować na marzenia o stołkach i zaszczytach, które niechybnie czekają na jedyną lewicową partię. Sukces miał być wielki i nieuchronny. Niestety
Powyborcze porachunki
Jaka jest różnica między miesiącem miodowym młodej pary a miesiącem miodowym wyborcy? Małżeństwa mają taki miesiąc po ślubie, a wyborcy przed finałem. Dopóki nie wrzucą kart do urn. A że wybory są już za nami, to i po miodzie zostaje tylko wspomnienie. I mieszane uczucia po miłych dla ucha obietnicach, których nie żałowali nam kandydaci do parlamentu. Z ponad 7 tys. chętnych wybraliśmy nowy Sejm, ale z dużą reprezentacją doświadczonych posłów, którzy zaczynają kolejną kadencję. I dobrze, bo polityka na szczeblu państwa to nie szkoła, w której można się uczyć
IV RP puka od dna
To można było przewidzieć. Do mędrców, filozofów i pisarzy, do psychologów i terapeutów dołączyli politycy. To już nie tylko do nich, ale do premiera kieruje się dziś pytanie: jak żyć? Pytają ludzie wykluczeni, zrozpaczeni z powodu biedy, braku pracy i nieszczęść, jakie spadły na ich rodziny i domy. Pytają polityków, bo ich, po części, obciążają przyczynami swojej podłej egzystencji, ale też w nich widzą szansę na odmianę złego losu. Zostawienie ich problemów bez odpowiedzi albo zbycie pustymi obietnicami jest rozwiązaniem na chwilę. Przesunie
Wiadomo, że nic nie wiadomo
Niby za wiele jeszcze w tej kampanii wyborczej się nie dzieje, a mimo to sytuacja robi się coraz ciekawsza. Coraz trudniej o sensowną prognozę wyników, bo im bliżej 9 października, tym więcej pojawia się scenariuszy. I jeśli czegoś w nich przybywa, to niewiadomych. Doszło do takiej sytuacji, że nic z tego, co wcześniej przewidywano, nie jest już pewne. Żelazny faworyt i murowany do niedawna zwycięzca, czyli Platforma Obywatelska, znajduje się w coraz większych opałach. Czym wprawia w zdumienie głównie własne zaplecze
Debata alla polacca
Czy żaba może jeść kiełbasę, pić piwo i tańczyć disco? Na szczęście nie. I bardzo dobrze, bo zostanie w swoim naturalnym otoczeniu. W przeciwieństwie do wielu kandydatów, którzy okupując listy wyborcze, mają głębokie wewnętrzne przekonanie, że kraj czeka właśnie na nich. W Ameryce Łacińskiej znane jest pojęcie gorączki mangowej, na którą zapadają zbyt łakomi konsumenci tych skądinąd bardzo smacznych owoców. U nas też powinno się medycznie zdiagnozować przyczyny masowego pędu do foteli sejmowych. Normalne to przecież






