Felietony
Idziemy kupą
Dowiedziałem się, że ostatnim felietonem „Nowe centrum wypędzonych” zdenerwowałem kilku wojskowych, a szczególnie naszych znakomitych pilotów, za co bardzo przepraszam, bo sam wiem doskonale, że mimo wszystko używane jest lepsze od zużytego, a migi 21 do takich należą. Ale tak naprawdę, to nie o armię tu chodziło, ale o pewien sposób myślenia, który w dalszym ciągu funkcjonuje w naszym kraju z prozaicznego powodu – braku pieniędzy. A tych, jak pokazuje projekt budżetu zaniesiony przed kilkoma dniami do Sejmu, wcale nie przybywa. Teraz w najbliższych tygodniach nasi
Białoruś na nowo oglądana
Zapiski polityczne 25 września 2003 r. W mojej socjaldemokratycznej grupie politycznej Rady Europy powołano mnie w skład delegacji mającej na Białorusi przyjrzeć się… właśnie czemu… chyba jednak głównie przestrzeganiu elementarnych praw demokratycznych. Znałem dawną Białoruś, gdyż kiedyś, bardzo dawno temu wracającym z łagru akowcom, już wolnym ludziom, pozwolono pokręcić się nieco po okolicach dworca kolejowego, ale niezbyt daleko, bo nigdy nie wiadomo, kiedy transport ruszy w dalszą drogę. Miasto było zrujnowane. Później
Dwa piśmiennictwa
Prenumeruję zarówno kilka periodyków poświęconych nauce, a wydawanych w Ameryce, jak też, dzięki moim agentom moskiewskim, otrzymuję regularnie całe paczki pism rosyjskich. Szczególnie interesują mnie treści naukowe, osobliwie zróżnicowane. Czołowym pismem Rosyjskiej Akademii Nauk jest „Priroda”, wydawana od roku 1912, to znaczy od czasów caratu. Za Sowietów drukowano ją w osiemdziesięciu tysiącach egzemplarzy, po upadku tego ustroju poczytność jej zmniejszała się gwałtownie, a gdy spadła do dwunastu tysięcy, miesięcznik ten przestał w ogóle
Lecznictwo przyszłości
Ostatnio dużo się dzieje na niektórych frontach medycyny. W gazetach pojawiły się wiadomości o chemicznych preparatach, znacznie wydłużających życie pewnego rodzaju glist i robaków. Niektórzy z komentatorów takich doświadczeń przenoszą uzyskane wyniki od razu na człowieka, dając do zrozumienia, że skoro można o połowę przedłużyć żywot robaczka, to i z ludźmi taka operacja powinna się udać. Równocześnie dowiedzieliśmy się, że w czerwonym winie, zwłaszcza wytrawnym, znajduje się substancja chemiczna w istotny sposób wspomagająca zdrowie mięśnia sercowego.
A to Polska właśnie
Prawo i obyczaje Kraj, w którym żyję, to Polska właśnie. Zamieszkały przez kłótliwe plemię zwane Polakami, które mówi tym samym językiem, ale porozumieć się ze sobą nie potrafi. To wyjątkowa nacja, która rządzi się emocjami niekontrolowanymi rozumem. Naród w chwilach przełomowych wielki, ale w potocznych, codziennych służbach zaniedbany (Norwid). Kartezjusz twierdził, że „rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej podzielony na świcie, każdy bowiem mniema, że jest tak dobrze weń zaopatrzony, że nawet ci, których najtrudniej zadowolić w innych sprawach, nie zwykli posiadać go więcej
Bandytyzm u wrót Rzeczypospolitej
Zapiski polityczne 20 września 2003 r. Tegoroczny wrzesień przypomina pod względem pogody tamten straszny miesiąc roku 1939, kiedy ponieśliśmy podwójną klęskę najazdu niemiecko-bolszewickiego. Teraz mamy inne zmartwienie: wewnętrzną klęskę na skutek jawnego łajdaczenia sceny politycznej i obyczajów. Nie wiadomo, co w tej upiornej parze jest skutkiem, a co przyczyną. Warszawa przeżyła groźny z wyglądu i ponury w sumie wyrządzonych miastu i ludziom szkód, jawnie bandycki napad na stolicę Polski. Miała być pokojowa demonstracja, ale to okazało się
Bękart jałtański
Bez uprzedzeń W polityce zachodzi zjawisko, które można by nazwać determinizmem znaczeń. Znaczenie przypisane interpretacyjnie jakiemuś wydarzeniu może spowodować nieprzewidziane obiektywne następstwa. Kto się spodziewał, że wielki, rozlegający się w całym świecie krzyk potępiający „czystki etniczne” w Kosowie i zrównujący je ludobójstwem ośmieli niemieckich tzw. wypędzonych do stawiania swoich nieszczęść na równi ze zbrodniami popełnionymi przez hitlerowskie Niemcy na Żydach i Polakach. (Skoro się o tym wspomniało, trzeba dodać, że „czystki etniczne” w Kosowie nastąpiły dopiero po wojnie
Owoce krętactwa
Kuchnia polska Antoniemu Słonimskiemu przypisuje się powiedzenie, że „kiedy nie wiadomo, jak się zachować, to na wszelki wypadek można zachować się przyzwoicie”. Podobnie gdy nie wiadomo, co powiedzieć, można na wszelki wypadek mówić prawdę. Jeżeli obecnie w wielu całkiem zasadniczych kwestiach grzęźniemy w kłopoty, dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że zamiast prawdy, często widocznej jak na dłoni, wolimy krętactwo. Jest na to sporo przykładów, małych i dużych. Pierwszym z brzegu są działania Komisji Śledczej w tzw. sprawie Rywina,
Nowe centrum wypędzonych
Nie wiem, na czym to polega, ale wydaje mi się, że nasza armia – od kiedy pamiętam demokrację – korzysta z takiego samego patentu jak prości zwykli obywatele, którzy usiłowali się dorobić lub coś atrakcyjniejszego pozyskać, kupując w Niemczech sprzęt używany. Tylko prości ludzi przywozili lodówki, pralki, wystawione przed dom telewizory i auta szczególnie tanie po każdej powodzi. Szły wtedy na Zachód laweta za lawetą, by po chwili inny obywatel mógł się nacieszyć samochodem, mówiąc rodzinie i rozgłaszając wśród
Oszukaliśmy naród
Cokolwiek mamy na swoje usprawiedliwienie, to jedno musimy mieć – odwagę powiedzenia publicznie, głośno i wyraźnie: oszukaliśmy naród. Taka refleksja zaświtała mi w głowie, gdy patrzyłem przez kilka kolejnych dni na pokazywane przez telewizję obrazy pracowniczych pochodów maszerujących pod sztandarami „Solidarności” w proteście przeciw skutkom łajdackiej prywatyzacji lub też postępującej likwidacji zakładów pracy, co dla nowych dziesiątków tysięcy polskich rodzin oznacza wstąpienie do swoistego piekła biedy i poniżenia bezrobociem. Bezrobocie bowiem to nie tylko kłopoty z utrzymaniem rodziny,






