Białoruś na nowo oglądana

Zapiski polityczne

25 września 2003 r.

W mojej socjaldemokratycznej grupie politycznej Rady Europy powołano mnie w skład delegacji mającej na Białorusi przyjrzeć się… właśnie czemu… chyba jednak głównie przestrzeganiu elementarnych praw demokratycznych. Znałem dawną Białoruś, gdyż kiedyś, bardzo dawno temu wracającym z łagru akowcom, już wolnym ludziom, pozwolono pokręcić się nieco po okolicach dworca kolejowego, ale niezbyt daleko, bo nigdy nie wiadomo, kiedy transport ruszy w dalszą drogę. Miasto było zrujnowane. Później odwiedzałem tak babkę mojej żony, która po zaliczeniu dwudziestoletniej zsyłki na Syberię jakimś cudem wróciła w swoje rodzinne strony, wprawdzie już nie do samego Mińska, skąd pochodziła, lecz do pobliskiego Borysowa. Miasteczko było wierną kopią obrazów Chagalla. Drewniane domki, na rynku baniasta cerkiew, chodniki wyłożone deskami, a ludzie biedni i zastraszeni. Wokół domu pewnej pani doktor, też łagierniczki, gromadziła się spora grupa inteligencji, zwolnionej niezbyt dawno z obozów. Także tam mieszkała nasza babka. Wszyscy z okazji mego przyjazdu się zbierający łatwo się porozumiewaliśmy, wszak mieliśmy identyczne przeżycia za sobą.
Teraz napotkałem inną Białoruś, nawet od tej, jaką oglądałem kilka lat temu, gdy bywałem w Mińsku na zaproszenie socjaldemokratycznej Hromady.
Inną i zdumiewającą. Mińsk jest teraz ogromnym, nowoczesnym miastem planowanym z kolosalnym rozmachem i dobrze zorganizowanym przestrzennie. Żadne tam Chagalle, lecz raczej Paryż po wielkiej przebudowie w XIX w. Szerokie arterie, linie metra, pompatyczne budowle, a w samym środku miasta olbrzymia połać łąki parkowej, gdzie właśnie obchodzono jakieś święto miasta, hucznie i wesoło, ale bez widoku pijanych, choć festyn polany był szczodrze kilkunastoma rodzajami piwa.
Współczesna Białoruś ma olbrzymie miasta z wielkimi dzielnicami bloków mieszkalnych, ma już sporo autostrad, potężny przemysł, choć na wsi nadal sowchozy i kołchozy, i małe szare osiedla drewnianych domków. Nie ma natomiast potężnego bezrobocia, choć ponoć zarobki są niskie, a statystyki bezrobocia wspierane są przez jakiś system urlopowy pozwalający wybielać nie zawsze korzystną statystykę.
Najgorzej jest oczywiście z tym, co przyjechaliśmy prześledzić, z prawami obywatelskimi. Opozycja skarży się, gdzie może, a władze skarżą się na opozycję, że taka straszna. Proponowałem im, byśmy się zamienili na opozycje. My weźmiemy ich kłopoty, oni nasze perturbacje z opozycją. Zamilkli w popłochu. Już o zamianie nie było więcej mowy.
Na początku wizyty mieliśmy spotkanie z grupą ambasadorów zachodnich. Źle je odebrałem. Już zdążyłem się przyjrzeć współczesnej Białorusi i porównać ją z tym, co tam dawniej było. Dyplomaci tam akredytowani mieli nam do powiedzenia tylko jedno. Że to straszny kraj. Rugnąłem ich mocno. Istotnie są tam elementy z punktu widzenia praw człowieka niekorzystne. Nie można się dogadać z władzami w takiej oczywistej we współczesnej Europie sprawie jak zniesienie lub choćby moratorium na karę śmierci. Rada Europy nie wymaga wiele. Przerwać natychmiast egzekucje, nawet gdyby ich było mało, a tam jest ponoć już teraz tylko kilka rocznie. Bronią się tym, że społeczeństwo opowiedziało się w referendum, w olbrzymiej większości, przeciw zniesieniu tej kary. A moratorium? – pytałem. Miałem już za sobą rozmowy z Ukrainą, gdy starałem się im pomóc w wejściu na salony Rady Europy. Prezydent Kuczma też mnie przekonywał, że nie jest możliwe zniesienie tej kary, której dzisiaj na Ukrainie nie ma.
Takich niemożności dostosowania systemu praw obywatelskich do wymogów Rady Europy jest tam więcej. Mówiłem, komu należy,
że jeśli się chce wstąpić do naszego Zgromadzenia Parlamentarnego, to należy prawo krajowe dostosować do wymogów, jakie stawiamy nowo przybyłym. Niekoniecznie od razu muszą być spełnione wszystkie wymogi. Nas zadowolą małe kroki w dobrą stronę, ale z tym nie jest tam łatwo. Państwo jest niewątpliwie rządzone autorytarnie. Coś na wzór tego, co Polsce proponują bracia Kaczyńscy, o czym jeszcze będę pisał. Być może, jest w rzeczywistości wszystkich krajów tak, iż autorytarny system sprawowania władzy sprzyja osiąganiu szybkiego tempa przemian. Bo te na Białorusi są niewątpliwe. Akredytowani tam dyplomaci nie potrafili nam na wstępie pokazać przemian, jakie tam zaszły w szybkim rozwoju gospodarki, która dysponuje nie tylko nowo budowanymi miastami z tanimi mieszkaniami, niską stopą bezrobocia i rozwojem jakości gospodarki. Umieli tylko wyjęczeć swoje skargi na oczywiste naruszenia praw obywatelskich.
Potraktowałem to ich zaniedbanie informacyjne bardzo ostro, tak bardzo, że rozkrzyczeli się, że popieram białoruski system rządów autorytarnych. Ja natomiast uważam, że metoda postępowania musi być inna. Trzeba przyjąć Białoruś do europejskiej rodziny demokratycznych państw i tą drogą uzyskać możność naprawiania tamtejszych naruszeń demokracji. Przykład Rosji jest pouczający. Przygarnięta do Europy musiała znieść dawniej niewyobrażalną sytuację, że oto obce oczy przeglądają ich systemy prawne i wskazują, co musi być zmienione: Tego się nie da osiągnąć postawą mentorskiej zarozumiałości, bo oni wiedzą swoje i widzą, jakie kraje, z jakimi wadami pod względem szanowania demokracji są członkami naszej wspólnoty politycznej. Nie chcę mieć znowu zatargów z głupimi dyplomatami i wskazywać palcem na kraje i sprawy wołające o pomstę do nieba pod względem szanowania demokratycznych zasad współżycia narodów pod wspólną władzą, ale przykładów w naszej wspaniale demokratycznej Europie nie brakuje. Kto szuka prawdy, niech się sam przyjrzy mapie politycznej.
Władze Białorusi muszą wreszcie pojąć, że nie ma przecież obowiązku przynależności do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, ale jeśli się chce tam włączyć, należy dostosować swoje prawa, szczególnie te dotyczące demokratyczności systemu sprawowania władzy, do zasad, jakie tu u nas obowiązują. Wystarczą małe kroki na początek, samo mówienie, że jest dobrze, nie wystarczy. Należy wycofać się z mało istotnych obaw co do opozycyjności społeczeństwa. Trzeba wreszcie uwierzyć, że demokracja to jest dobry, mądry i łatwy system sprawowania władzy, na dodatek względnie tani. A na Białoruś Europa powinna posyłać inteligentnych ambasadorów.

 

 

Wydanie: 41/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy