Bandytyzm u wrót Rzeczypospolitej

Zapiski polityczne
20 września 2003 r.

Tegoroczny wrzesień przypomina pod względem pogody tamten straszny miesiąc roku 1939, kiedy ponieśliśmy podwójną klęskę najazdu niemiecko-bolszewickiego. Teraz mamy inne zmartwienie: wewnętrzną klęskę na skutek jawnego łajdaczenia sceny politycznej i obyczajów. Nie wiadomo, co w tej upiornej parze jest skutkiem, a co przyczyną.
Warszawa przeżyła groźny z wyglądu i ponury w sumie wyrządzonych miastu i ludziom szkód, jawnie bandycki napad na stolicę Polski. Miała być pokojowa demonstracja, ale to okazało się tylko nędznym pozorem. Nikt mnie nie przekona, iż organizatorzy napadu nie wiedzieli nic o tym, że do autobusów górniczych ładuje się spore ilości przedmiotów dających się określić jako „broń i amunicja”. Nikt nie wozi na próżno takiej masy narzędzi napadu, przeto od samego wyjazdu ze Śląska było wiadomo, że warunki ustalone z władzami co do charakteru pobytu w stolicy uczestników demonstracji nie będą dotrzymane. Napad był zamierzony i przygotowany, toteż uważam, że organizatorzy tego przestępczego działania powinni stanąć przed sądem. Policja okazała wielką naiwność nie sprawdzając zawartości bagażu wiezionego przez górników do stolicy. I jawnym kłamstwem jest mówienie, że do demonstracji z zamierzenia pokojowej dołączyli się „jacyś” opryszkowie. Demonstracja miała przestępcze zamierzenie od samego początku jej organizowania. Pogróżki były, tylko nikt ich nie chciał słuchać i zarządzić dokładnego przyjrzenia się zawartości jadących do stolicy autobusów.
Nie rozumiem natomiast tych wszystkich wypowiedzi usprawiedliwiających jawny bandytyzm wielkim rozżaleniem górników z powodu projektowanej likwidacji kilku kopalń. Takie opinie można przedstawiać idiotom. Mieszkańcy stolicy widzieli na żywo bądź na ekranach telewizorów bandytyzm, a nie rozżalenie. Nawet jeśli decyzje likwidacyjne są wadliwe, choć sytuacja na rynku węglowym wskazuje na konieczność dużego ograniczenia wydobycia, to bandyckie poczynania nie mogą być argumentem w tym sporze.
Bezsensowne są także inne dające się słyszeć argumenty w tej sprawie. Mówi się np., że przy kopalniach sprzedających węgiel w kęsach stoją ogonki oczekujących na możność kupna. Przeto istnieje zapotrzebowanie na tę kopalinę. Prawda jest taka, że węgiel w kęsach stanowi zaledwie 10% ogólnego wydobycia, co nie zawsze pokrywa zapotrzebowanie. Lecz nadmiar tego surowca nie dotyczy owych deficytowych kęsów, lecz węgla energetycznego o zupełnie innej granulacji, sypkiego. Taka jest bowiem aktualnie stosowana technika wydobywania. Czasy się zmieniają. Na dodatek warto pamiętać, iż kolosalnie zmieniło się wykorzystywanie węgla i koksu. Kiedyś kupowałem rocznie kilka ton do ogrzania małego domu. Teraz używam gazu. Drogie to, lecz o ileż łatwiejsze w zastosowaniu. Nawet zapałek nie potrzeba, gdyż piec zapala się elektrycznym przyciskiem. Takich zmian dokonało setki tysięcy, jeśli nie miliony właścicieli domów. Można długo wyliczać, jak bardzo węgiel wychodzi z użycia z korzyścią dla efektów ekologicznych.
Spadek zapotrzebowania na węgiel nie jest więc efektem błędów w strategii gospodarczej kraju, co niektórzy próbują sugerować, lecz wynika z nieuchronnych przemian technologicznych, co wcale nie znaczy, że kiedyś – w jakiejś przyszłości, teraz trudnej do przewidzenia, gdy wyczerpią się ograniczone przecież zapasy surowców wydobywanych z ziemi, łatwiejszych do użycia niż węgiel – nie wrócimy do niego w pokorze.
Pisze Mieczysław Rakowski, że obecne władze od węgla nie doceniają faktu, iż górnicy przywiązani są do swoich kopalń jak polscy chłopi do ziemi. Nawet do tej kamienistej, jałowej, co ja od siebie dodaję. To mądra uwaga pana Rakowskiego. Zacząłem dorosłe życie jako górnik. Otrzymałem nawet coś w rodzaju może nie wykształcenia, ile przygotowania wstępnego do tego zawodu i choć to było w warunkach sowieckiego łagru, samą pracę przy węglu wspominam jako wielką wartość w moim życiu. I nie tylko ten okres, kiedy pełniłem funkcję sztygara, ale późniejsze borykanie się z owym czarnym złotem w dosyć paskudnie niskich korytarzach kopalnianych również wspominam jako dobre przygotowanie do walki z ciężkim nieraz życiem, które mam za sobą.
To wszystko prawda, tylko kto ma pokrywać deficyt? Przemysł węglowy, niedostatecznie ograniczony, musi przynosić? Bogatym krajom jest łatwiej usuwać takie kłopoty, choć nie zapominajmy, że wszędzie ograniczanie tradycyjnych źródeł zarobków budzi sprzeciw, gdyż to nie tylko o same pieniądze toczą się spory, lecz także o pewien ustalony od dawna model życia różnych środowisk. Jednak cokolwiek się o tym powie i napisze, nic nie może usprawiedliwiać bandytyzmu, który z całą swoją wredną siłą eksplodował na terenie Warszawy, osiągając poziom bestialstwa, gdy polani benzyną policjanci, wszak stróże porządku i bezpieczeństwa obywateli, płonęli żywym ogniem na ulicach stolicy.
Tego nie wolno usprawiedliwiać. Bandytyzm jest prawie zawsze spowodowany jakimiś konkretnymi przyczynami społecznymi, często niedostatkiem, co jednak wcale nie może oznaczać milczącej zgody, nazwijmy to „moralnej”, na paskudne objawy niedoskonałej organizacji życia społeczeństw.
Nie potrafię się godzić z tolerowaniem jakiejkolwiek formy bandytyzmu we współżyciu, dlatego z coraz większym trudem znoszę to, co się dzieje wokół mnie w Sejmie RP, gdzie ostatnimi czasy swoiste złajdaczenie sceny politycznej osiąga olbrzymie rozmiary. Walka o władzę przybiera obrzydliwe formy pomówień i oskarżeń wypowiadanych z taką łatwością, jakby się mówiło komplementy. Ostatnio zareagowałem wręcz burzliwie, gdy przewodniczący klubu Ligi Polskich Rodzin zarzucił pani minister prof. Hübner, iż: „Niedobrze służy Polsce. Być może, pani minister już czuje się komisarzem, to trzeba jasno powiedzieć, zdać swój urząd. Nie można prowadzić polityki polskiej, myśląc już o tym, że będzie się komisarzem”. Tego rodzaju pomówienia i obelgi słyszy się w polskim Sejmie coraz częściej. Dlatego nazwałem ten wyczyn plugawym oszczerstwem. Trzeba wreszcie skończyć z tolerowaniem bandytyzmu politycznego.

 

Wydanie: 40/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy