Działania na oślep

Sprawa irackich koszmarów pod okupacją amerykańską ma dwa aspekty. Po pierwsze, zostały naruszone i złamane postanowienia konwencji genewskiej, dotyczące traktowania jeńców. Drugie to próba odpowiedzi na pytanie, po co tortury były stosowane. Cały świat jest teraz przejęty oburzeniem pod wpływem obrazów sadyzmu, jakiego dopuścili się amerykańscy żołnierze na Arabach, ale jakoś nikt nie zapytał o to, co Amerykanie osiągnęli poprzez zastosowanie tak drastycznych środków wobec bezbronnych więźniów. Okazuje się, co jest trudne do pojęcia, że praktycznie nie mieli oni z tego zupełnie nic, poza ohydną uciechą ludzi, którzy czerpali sadystyczną przyjemność z dręczenia innych.
Pamiętamy okropne rzeczy, które działy się w Algierii, kiedy to francuscy wojskowi torturowali miejscową ludność, aby uzyskać informacje o ruchu oporu. To samo dotyczyło metod postępowania Niemców podczas drugiej wojny światowej. Gestapo potrafiło zamęczyć na śmierć schwytanych Polaków, podejrzanych o przynależność do AK. Trzeba powiedzieć, że takie działania są naganne moralnie, a raczej obrzydliwe, jednak z punktu widzenia pragmatycznego miały one przynajmniej jakiś konkretny cel – zdobycie informacji. Natomiast, o ile nam wiadomo, Amerykanie pomimo tych wszystkich popełnianych okropności nie dowiedzieli się właściwie nic. Zarówno Al Kaida, jak i lokalne, naśladujące ją ogniska arabskiego oporu nie stanowią jednolitej organizacji, ale są poszczególnymi, odizolowanymi komórkami. Najlepszym dowodem, że Amerykanie nie uzyskali dzięki swoim obrzydliwym praktykom żadnych pożytecznych wiadomości, jest fakt, że nie nastąpiło właściwie żadne osłabienie ataków antyamerykańskich w Iraku, ani nie zmniejszyła się liczba samobójczych zamachów. Trzeba powiedzieć wyraźnie: iracki ruch oporu, jak i bezskuteczne próby zgniecenia go i wydobycia informacji z jeńców trwają od października ubiegłego roku, czyli ponad sześć miesięcy. Fakt przeprowadzenia rewizji w biurze członka starannie wyselekcjonowanej, proamerykańskiej Irackiej Rady Zarządzającej, świadczy o tym, że Amerykanie w niewielkim stopniu kontrolują sytuację. Stara maksyma, która mówi, że „Amerykanie wszystko wiedzą, ale nic nie rozumieją”, straciła w tym wypadku swój sens. Jeśli chodzi o Irak, Amerykanie niczego nie wiedzą i niczego nie są w stanie zrozumieć.
Masowa podaż potwornych fotografii, przedstawiających sceny poniżania, dręczenia i torturowania obdartych z ubrania Arabów, świadczy o zuchwalstwie i zwyrodnieniu amerykańskich żołnierzy, którzy byli pewni swojej bezkarności tak dalece, że dokumentowali swoje działania. W tej sytuacji prezydent Bush nie powinien brać strony swojego sekretarza obrony, Donalda Rumsfelda, który, jak należy się obawiać, nie jest szczególnie więcej wart aniżeli jego podwładni, zmuszający więźniów do wydobywania z klozetów pożywienia.

25 maja 2004 r.

Wydanie: 23/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy