Felietony
Demokracja liberalna w odwrocie
To będzie felieton ponury, jak ponure są czasy, w których żyjemy. A przecież jeszcze nie tak dawno byliśmy wręcz w euforii. Szczególnie Amerykanie. Wieszczyli koniec historii (Francis Fukuyama) i ostateczny triumf wolnorynkowego kapitalizmu stowarzyszonego z demokracją liberalną. Mówili o „trzeciej fali demokratyzacji” (Samuel Huntington). Dziś wszystko to brzmi jak ponury żart. Weźmy demokrację liberalną. W momencie rozpadu ZSRR dominowało przekonanie, że to początek nowej ery – powszechnego zwycięstwa demokracji, ostatecznego końca totalitaryzmu. Figa z makiem. Dziś
Na granicy
W ostatnich felietonach maniacko zajmuję się prezesem, zupełnie jakbym miał jakąś obsesję, ale jest wytłumaczenie. Prezes to milionowe rzesze wyznawców w niego wpatrzone, więc jego stan umysłu ma wpływ na naszą narodową kondycję. A on, proszę, zachowuje się zupełnie niepoważnie, stając się z jednej strony postacią złowrogą, a z drugiej tragikomiczną. Jest jak bachor w furii, bo zabrano mu zabawkę, czyli władzę, ciska wszystkim, co ma pod ręką. Tusk zabrał. Nie daruje. Gdziekolwiek prezes się pojawi, jak choćby
Pustosłowie na podglebiu pustogłowia
Kiedy wyobrażam sobie czasem, że na podstawie tego, co można przeczytać w mediach – czy to zamierających tradycyjnych (drukowanych, ale i telewizyjnych), czy internetowych, dla niepoznaki zwanych społecznościowymi – jakaś ziemska lub pozaziemska istota albo społeczność chciałaby kiedyś zrozumieć naszą epokę, to nawet z obecnej perspektywy wydaje mi się, że nie ma takiej szansy. Krążę tu wokół dość podstawowego (dla mnie, dla niektórych, dla nielicznych) pytania: co jest dla nas ważne? Co istotne? Albo, nie bójmy się tego słowa, DLACZEGO
Straszyk na blokowisku
To był dzień, w którym moja wydawczyni Ania Matysiak przysłała mi Poczteksem pomarańcze. Szłam po nie bardzo wcześnie, bo wybierałam się do Gliwic, gdzie miałam przeprowadzić lekcję na temat po.pol. (poezji polskiej). Pomarańcze były brzydkie i miały być brzydkie. Taki był na nie pomysł. Kiedy w pociągu jadłam jedną z nich – gapił się na mnie biały york. Jego pani była stateczna, za to on – gwałtowny jak wiewiórka – ugniatał łapkami haftowany obrus, którym stateczna pani przykryła swoje
Łacne przedwojnie
Nie luty, tylko łacny. Pewnie jeszcze jakieś niebiańskie armatki się włączą i naśnieżą zbocza, ale górale już wiedzą, że im to nie zbilansuje dziur w budżecie; chodzą osowiali, a mnie to się udziela, bom człowiek empatyczny. Nawet smog w dolinie zalega jakoś smętniej niż zwykle, nie dusi tak wściekle, ledwie zalatuje spalenizną, bo to i ni ma po co w piecu polić. Zimy coraz krótsze, to i ceny coraz wyższe, bo trzeba wyrobić sezon skompresowany – a to już błędne koło, bo jak kogo stać na narty z rodziną, to alpejskie
Czas na polski bank rolny
Na ten rozpaczliwy stan, w jakim znalazło się polskie rolnictwo, pracowano długo. To są lata błędów i zaniechań. Ale też partykularnych interesów i interesików rozmaitych reprezentantów wsi. Przylepili się do ciężko pracujących rolników i żyją na ich koszt. Ministrowie rolnictwa się zmieniają. Zmieniają się rządy, a grupka zawodowych działaczy trwa i ciągle ma się dobrze. Rolników traktują jako kartę przetargową w załatwianiu swoich interesów. Na spotkaniu z ministrem Siekierskim oprócz wielu autentycznych rolników pojawiła się chmara
Malowany basen
Przed Sejmem był tumult. „Zaczęły się rządy autorytarne, posłowie nie mogą wejść do Sejmu”, obwieścił światu Maciej Wąsik, gdy z Mariuszem Kamińskim próbowali wtargnąć do budynku parlamentu. Potem miały miejsce sceny dobrze udokumentowane w materiałach filmowych. Kamiński, przepychając się z ochroną Sejmu, został wzięty w kleszcze i wyglądał jak jedna z postaci słynnej starożytnej rzeźby „Grupa Laokoona”, gdzie mitologiczni nieszczęśnicy są duszeni przez węże. Dawno nie widziałem równie tragikomicznej sceny. Wąsik, chociaż znacznie większy,
Putin – sama prawda
Dziennikarz amerykański Tucker Carlson przeprowadził wywiad z prezydentem Rosji. W Polsce oburzenie: Putin jest antypolski! Putin kłamie! Antypolski? Owszem, jego opowieść o roku 1939 jest tendencyjna i pełna przemilczeń. Ale czy antypolska? I czy polska polityka historyczna nie jest antyrosyjska – też tendencyjna i pełna przemilczeń? A czy Putin kłamie? „Polska – twierdzi – wykorzystała pojęcie Ukraina po to, by nazwać tak swoje tereny przygraniczne”. To prawda: ukraina, okraina, kresy – wszystko to w wiekach XVI, XVII i XVIII
Muszę słuchać o podsłuchach?
Właśnie minęły dwa miesiące od powstania rządu Donalda Tuska. Rządu, który niemal dzień po dniu próbuje ujawnić i rozliczyć nieprawidłowości, przekręty, nadużycia, przestępstwa i inne machlojki poprzedniej ekipy. Nie uważam tego za rewanżyzm czy zemstę. Jeśli rządzący nadużywali swojej władzy, korzystali na tym politycznie, finansowo, wizerunkowo – a nazbyt wiele wskazuje, że tak się działo – nie powinno to zostać zapomniane, niezbadane, nieosądzone. Wracają afery już ujawnione przez media w ostatnich ośmiu latach, pojawiają się nowe
W gąszczu biurokracji uszczelnionym koncertiną głupoty
Młoda kobieta uciekła z Kamerunu. Jej męża, wojskowego, zamordowano, jej samej groziła śmierć. Bała się. Była w ciąży. Chciała uciekać. Tylko dokąd? Ktoś jej poradził: są loty do Mińska, to takie miasto na Białorusi, to już Europa. Stamtąd trzeba tylko przejść przez lasek i jest inny europejski kraj. Nazywa się Polska. Ta Polska należy do Unii Europejskiej. Jak już tam się znajdziesz, to jedziesz, dokąd chcesz: Niemcy, Szwecja, Francja, Włochy. Zostawiła małą córeczkę pod opieką






