Chciałbym jeszcze robić filmy

Chciałbym jeszcze robić filmy

Rywin jedenaście miesięcy po wybuchu afery – jest sam, nie ogląda telewizji, nie czyta gazet, nie chce wiedzieć, co tam mówią i piszą

Lew Rywin niechętnie rozmawia z dziennikarzami. Zgodził się nas przyjąć w siedzibie swojej firmy, Heritage Films, na krótko, zastrzegając, że nie będziemy rozmawiać o zbliżającym się procesie („Dwa razy odezwałem się w prasie i jaka była burza! Ci od Michnika śledzą moją każdą wypowiedź. Wolę milczeć”). To spotkanie miało w sobie coś z surrealizmu – bo dziwna jest sytuacja, w której spotykamy się de facto z powodu zbliżającego się procesu, ale umawiamy się, że nie pytamy o to. „Heritage Films nie padło, jak widzicie, ale nie wiem, co dalej będzie. Ogieniek się tli, lecz z wielkimi projektami jest ciężko”, mówi Rywin. Siedzimy w sporym gabinecie obwieszonym zdjęciami z planów filmowych, fotografiami Rywina w otoczeniu gwiazd. Ale to chyba już przeszłość. Biurko gospodarza jest niemal puste. Kilka kaset z filmami, parę faksów, dokumentów… „Dzisiaj trudno byłoby podjąć mi rozmowy o produkcji filmu z jakąkolwiek telewizją – mówi nasz gospodarz. – Taka jest atmosfera. Gazety napisały, że tu, w Heritage Films, była pralnia. A nikt nie zwrócił się do nas o wyjaśnienia, choć jesteśmy gotowi odpowiedzieć na każde pytanie. Czy wiecie, że Ministerstwo Kultury nie płaci mi rat za „Wiedźmina” ani „Pianistę”? Zapisanych w kontrakcie. I co mam zrobić, pozwać do sądu ministra Dąbrowskiego? Pozostają mi więc partnerzy zagraniczni. W przyszłym roku planuję dwa filmy. Jakie? Wybaczcie, ale chcę te filmy zrobić… W każdym razie na jeden z nich mam już pieniądze i mam reżysera. Więc idę do przodu. W innych warunkach, ale idę”.
A czy będzie wśród nich film reżyserowany przez Romana Polańskiego?
Szef Heritage Films odpowiada wymijająco: „Roman Polański nie będzie kręcił filmu „Olivier Twist” w Polsce. Może wybierze Węgry, może Rumunię, a może Pragę. Może wtedy weźmie część mojej ekipy. Mój sukces polegał na tym, że wybierałem najlepszych. Jeśli oferowałem swoje usługi najlepszym, to musiałem brać ludzi z najwyższej półki. Allan Starski, Paweł Edelman to wychowankowie Wajdy”.
Przerywa nam sekretarka, częstując kawą. Po jej wyjściu Rywin długo patrzy na drzwi, za którymi zniknęła. „Rok temu te drzwi się nie zamykały. Ciągle ktoś przychodził z projektami, z propozycjami, ciągle telefony, miałem tu młyn. Tłumy przyjaciół. Teraz koniec. Cicho. Środowisko? Ludzie milczą. Wajdę rozumiem, jest udziałowcem Agory, więc w sposób naturalny zawiesiliśmy kontakty. Z innymi jest różnie… Dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Oni sądzą, że nie będę robił filmów, nie będę dawał zarobić. Michnik, jak kupi Polsat, może filmy kręcić. Takie jest życie, ludzie chcą żyć. Ale Spielberg do Polski już nie przyjedzie. Do mnie by przyjechał, do Michnika nie.
Próbujemy sprowadzić rozmowę na tory zbliżającej się sprawy. Co więc pan teraz porabia? Czy ukończył pan dom w Konstancinie? Słyszeliśmy, że potrzebował pan pieniędzy na jego wykończenie i stąd propozycja tych 17,5 mln…
Rywin się obrusza. „Skądże! Dom w Konstancinie jest prawie wykończony, mieszkam w nim, pieniędzy nie potrzebuję! Swoje zarobiłem. Nie potrzebowałem pieniędzy, chciałem robić filmy, dlatego chciałem być prezesem Polsatu. Allan Starski kiedyś mi powiedział: „To jest twoja cena za miłość do robienia filmów…”. A te opowieści… Urban napisał, że schudłem i zmarniałem. Spójrzcie na mnie – zmarniałem? No tak, zmienił się mój świat. Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet. Nie chcę wiedzieć, co tam mówią i piszą. Oglądam filmy. Jestem członkiem Europejskiej Akademii Filmowej, przysłano mi kasety z filmami do obejrzenia, głosowałem, kogo nagrodzić Felixem… Dostaję maile, o proszę, „Nie ma kina bez Rywina”… Żona, syn, staramy się żyć własnym życiem. Grono przyjaciół się zmniejszyło. Nie otrzymuję telefonów, które mnie męczyły. Łowię ryby. Już w czwartek wyjeżdżam na Mazury, do swojego domku, na jeziora. Niedawno spotkałem się z Maciejem Ślesickim, pytał mnie, jak sukcesy. Więc mu powiedziałem, że takich sukcesów jak w tym roku to jeszcze nie miałem. On wybuchnął śmiechem. Obaj wiedzieliśmy, że chodzi o to, że miałem dobre wyniki wędkarskie.
Nie chcę myśleć o tym procesie, choć teraz musiałem zostać w Warszawie, żeby porozmawiać z prawnikami, przygotować się. Co powiem? To, co pamiętam, i to, co dziś lepiej rozumiem. Teraz ten proces… Zdaję sobie sprawę z potęgi Agory. Z tego, że jestem bezsilny. Bo jestem sam. Chciałbym, żeby to się już skończyło. Chciałbym jeszcze pożyć. Planuję następny film”.

Wydanie: 49/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy