Chylę czoło przed bohaterem

Chylę czoło przed bohaterem

Lech Wałęsa, laureat Nagrody Wolności im. Jana Karskiego

Potrzebni są nam tacy nauczyciele, co to pochwalą, docenią, ale i w słusznej sprawie zganią…

– Kim był dla pana Jan Karski? Kiedy pan o nim usłyszał?
– Jan Karski był dla mnie legendą. Usłyszałem o nim pierwszy raz w latach 70. na falach Radia Wolna Europa i jego postać mnie zafascynowała. Zawsze chciałem go poznać i uścisnąć mu dłoń, co się potem spełniło.

– Dla wielu Polaków stosunkowo późne pojawienie się Jana Karskiego w naszej świadomości zbiorowej było pewnym zaskoczeniem. Pytano, jak ktoś taki mógł istnieć, a my o nim nie wiedzieliśmy. Jawił się takim diabłem, który wyskoczył z pudełka naszej historii. Dla pana też?
– A skąd… Ci, co chcieli, wiedzieli o Karskim. Byłem dumny, że mogłem go odznaczyć Orderem Orła Białego 8 maja 1995 r., dokładnie w 50. rocznicę podpisania kapitulacji przez hitlerowskie Niemcy. Było to także zwycięstwo tego wielkiego Polaka.

– Jak pan prezydent ocenia to, co Jan Karski zrobił dla Polski?
– Jak można oceniać bohatera? Najlepiej oceni Bóg i historia. Na pewno będzie to wysoka ocena. To już nawet z dzisiejszej perspektywy wyraźnie widać.

– Jan Karski podczas wojny przekazywał zachodnim przywódcom (m.in. Rooseveltowi) prawdę o Państwie Podziemnym, posiadającym wszelkie atrybuty normalnego państwa, oraz o tragedii żydowskiej. Jak się okazało, Zachód dla Żydów zrobił niewiele, a Rządowi RP na Wychodźstwie wycofał akredytację, uznając rząd PKWN. Czy można więc powiedzieć, że Karski wtedy przegrał?
– Za prawdę zawsze płaci się wysoką cenę. W tym przypadku zapłaciliśmy wszyscy, cały nasz naród i inne narody. Może nawet powinniśmy wystawić rachunki Zachodowi, ale otrzymaliśmy duże wsparcie z wielu stron świata w czasie rewolucji „Solidarności” i Zachód w dużym stopniu się zrehabilitował. Zabrakło może w tym konsekwencji, czyli planowego podejścia do transformacji w krajach tej części Europy, czegoś na kształt Planu Marshalla bis.

– Kiedy spotkaliście się panowie po raz pierwszy? Jan Karski wspominał, że miało to miejsce, gdy wygłosił pan swoje słynne przemówienie na Kapitolu („My, naród…”). Ile było tych spotkań potem?
– Trudno mi dziś dokładnie powiedzieć, ale za każdym razem były to spotkania z wielkim człowiekiem, z bohaterem za życia. Kiedy wówczas mówiłem z dumą „my, naród”, to też była zasługa takich ludzi jak on. Wierzę, że musiał też być wtedy dumny.

– W 1998 r. prof. Karski nominowany został do pokojowej Nagrody Nobla w 50. rocznicę powstania z woli ONZ Państwa Izrael. Argumentacja była taka, że swoją misją na rzecz ratowania Żydów pokazał światu, że naród bez państwa nie może skutecznie się obronić w sytuacji śmiertelnego zagrożenia, jest tylko wystawiony na łaskę innych. Nagrodę dostali jednak dwaj Irlandczycy, którzy akurat przestali wysyłać ludzi do walki ze sobą. Czy jako noblista uważa pan, że wtedy Nobel należał się też naszemu rodakowi?
– Jak powiedziałem, najsprawiedliwiej ocenia Bóg i historia. Tu, na ziemi, nie zawsze wyroki są sprawiedliwie. Ważniejsze są jednak owoce. Widać je gołym okiem. Mamy wolność, otworzyliśmy nową epokę, przed nami nowe szanse. Jan Karski walczył o taki świat! Jesteśmy zobowiązani zrobić z niego, w skali lokalnej i globalnej, właściwy, dobry użytek.

– Jakie jest znaczenie Jana Karskiego dla stosunków polsko-żydowskich i czy jego postać jest dobrze w nich wykorzystywana?
– Na pewno mogłaby być lepiej wykorzystywana dla tej sprawy. Częściej niż o takich przykładach życia i służby narodom słyszy się o polskim antysemityzmie. Nie zapomnę, jak podczas otwarcia w Waszyngtonie Muzeum Holokaustu, z udziałem kilkunastu prezydentów i premierów z Europy zaproszonych przez Billa Clintona, Jan Karski oprowadzał mnie po tym muzeum i jaką czcią go wszyscy otaczali. Pamiętam jego udział w delegacji amerykańskiej na rocznicę powstania w getcie warszawskim, gdzie podchodzono do niego jak do bohatera. Z antysemickimi stereotypami musimy walczyć poprzez takie przykłady.

– Jan Karski był gorzkim krytykiem polskich wad: zawiści, poniżania, odbierania i umniejszania zasług, szafowania pojęciami dobra i zła, bohaterstwa i zdrady. Czy jego sądy postrzega pan jako ponadczasowe i aktualne dziś?
– Warto, abyśmy wiele z tych sugestii i obserwacji brali sobie do serca. Potrzebni są nam tacy nauczyciele, co to pochwalą, docenią, ale i w słusznej sprawie zganią. Polacy są wspaniali, mają wielkie sukcesy, mamy się czym szczycić, ale sporo powinniśmy w sobie poprawić. Jan Karski słynął ze szczerości, ze szczerości i prawdy w tej małej i dużej, zasadniczej skali, nawet do bólu, płacąc, jak powiedziałem, często wysoką cenę. Coraz trudniej nam o takich ludzi.

– Podczas wyborów prezydenckich w 1995 r. Jan Karski nie udzielił panu takiego poparcia jak choćby Jan Nowak-Jeziorański. Został za to brutalnie zaatakowany przez niektóre środowiska polonijno-kombatanckie. Przez lata wiele na ten temat mówiono i spekulowano. Czy Nagroda Wolności im. Jana Karskiego przyznana panu przez Amerykanów jest swoistą puentą dla tych emocji sprzed lat?
– Walczyliśmy o demokrację i każdy ma prawo do swoich poglądów. I to jest nasze zwycięstwo. Niezmiennie cenię jego dokonania, jego poświęcenie, a polityka to zupełnie inna historia.

– Pamięć bohaterskiego kuriera Polski Podziemnej kultywuje dziś Towarzystwo Jana Karskiego działające w kraju i za granicą. Czy pan prezydent widziałby się w tym gronie?
– Jestem ze wszystkimi, którzy służą dobrej sprawie. Życzę powodzenia w tym dziele!

Nagroda Wolności im. Jana Karskiego będzie przyznawana corocznie 10 grudnia, w Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka, a laureatami będą ludzie, których dorobek życiowy najlepiej wpisuje się w idee nagrody, służenie sprawie wolności i wynikających z niej innych wartości: demokracji, praw człowieka i obywatela.

 

Wydanie: 5/2007

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy