Dekomunizacja bez końca

Dekomunizacja bez końca

Elity postsolidarnościowe od początku transformacji miały wielki kompleks „komuny”

Prof. Mirosław Karwat – kierownik Zakładu Filozofii i Teorii Polityki w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, członek Komitetu Nauk Politycznych PAN

„Dekomunizacja” przestrzeni publicznej mieści się w ramach postulowanego przez Jarosława Kaczyńskiego porządku aksjologicznego. Zgodnie z nim ul. płk. Kuklińskiego nie może się znajdować na osiedlu XXX-lecia PRL. Ze zdziwieniem odebrałem uznanie dla nazwy kongresu PiS „Jedna Polska”. Przecież nie chodziło w niej o Polskę jedną w różnorodności, lecz Polskę skrojoną przez PiS.
– Powiedziałbym: Polskę ujednoliconą politycznie, społecznie, kulturowo, ideologicznie. Pojęcie ujednolicenia, niemieckie Gleichschaltung, doskonale opisał Franciszek Ryszka w „Państwie stanu wyjątkowego”. Jeśli PiS mówi o wspólnocie, to ma na myśli nie wszystkich mieszkańców Polski, lecz jedynie tych obywateli, którzy mieszczą się w przestrzeni wyznaczonej przez rządzącą partię: wielbiących „żołnierzy wyklętych”, nienawidzących „komuny”, żarliwych wyznawców religii smoleńskiej. Cechą autorytaryzmu jest dążenie do uniformizacji społeczeństwa: mamy używać tych samych zwrotów i pojęć, mamy mieć tych samych patronów, te same autorytety i świętości, tak samo patrzeć na historię. Jednym słowem powinniśmy poruszać się po szlaku wyraźnie oznakowanym i wyznaczonym, prowadzącym do jednego celu. Jeśli z niego zboczymy, jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, stajemy się elementem podejrzanym, niepewnym. To właśnie autorytaryzm.

Tego najwyraźniej nie dostrzegli głosujący za ustawami posłowie PO, dawniej związani z lewicą: były sekretarz KC PZPR Marcin Święcicki i jeden z byłych polityków SLD Bartosz Arłukowicz. Kandydatka Leszka Millera na prezydenta, Magdalena Ogórek, fotografuje się ze szczątkami „żołnierzy wyklętych”.
– Trudno o lepszą karykaturę. Ta pani nie symbolizuje wierności i niezłomności.

Na „dekomunizacji” przestrzeni publicznej się nie skończy. Zakaz propagowania komunizmu został użyty w staraniach Ministerstwa Sprawiedliwości o delegalizację Komunistycznej Partii Polski, podstawą do niej stały się teksty opublikowane w piśmie „Brzask”.
– PiS działa zgodnie z taktyką salami. Zaczęło od „dekomunizacji” ulic, pomniki celowo zostawiło na drugie danie. KPP nie zagraża obecnemu ustrojowi, bo liczy 300-400 członków, na ogół w mocno dojrzałym wieku, nie są to uzbrojeni ekstremiści i spiskowcy. Nikt o nich się nie upomni, łącznie z SLD, które boi się posądzeń o jakichkolwiek związki z komunizmem. PiS najpierw załatwi sprawy drobniejsze, uciszy małych, potem przyjdzie czas na większych. Jeśli Sojusz za jakiś czas znów ośmieli się powiedzieć, że PRL dźwignęła Polskę z ruin, zagospodarowała Ziemie Odzyskane, zlikwidowała przedwojenne nierówności społeczne, zwalczyła głód, bezrobocie, analfabetyzm, dokonała rewolucji kulturalnej i godnościowej, to może mieć podobne kłopoty jak dziś KPP. I w tej dziedzinie grunt został już przygotowany. W 2013 r. Sojusz wydał „Niezbędnik historyczny lewicy”, niewielką broszurkę o znikomym nakładzie i zasięgu, ukazującą osiągnięcia PRL. Do tego wróbelka wystrzelono z armat, także „Gazety Wyborczej”.

Były europoseł PiS Marek Migalski parę miesięcy temu napisał, że „dekomunizacja” jest świetną okazją szybkiej odbudowy wpływów przez SLD – wystarczy ustawić się po drugiej stronie barykady.
– Zgodnie z sondażami spora część społeczeństwa nadal dobrze ocenia okres Polski Ludowej. Co więcej – jak potwierdziło badanie wykonane w grudniu ub.r. przez CBOS – osób uważających decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego za słuszną jest wciąż więcej niż tych, którzy sądzą inaczej. Odnoszę jednak wrażenie, że polityka historyczna wielu działaczom SLD kojarzy się z jakimiś muzealiami, podczas gdy „trzeba z żywymi naprzód iść”. A tymczasem PiS udowadnia, że rację miał Orwell, twierdząc, że kto kontroluje przeszłość, ten ma władzę nad przyszłością.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 29/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 29/2017

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 19 lipca, 2017, 11:06

    Bronisław Morawski

    Doszczętna sprawiedliwość

    Pewien Poseł od Kukiza
    Chcąc PiS-owi się podlizać
    Pod pozorem demokracji
    Znów domaga się lustracji.

    Swą nienawiść teraz ćwiczy
    na działaczach robotniczych,
    których także z tejże troski
    mordowali hitlerowcy.

    Ten oprawca mówi śmiało.
    Tamta śmieć to jest za mało.
    I najbardziej będzie zręcznie
    dobić wroga własnoręcznie.

    Na zlecenie naczelnika,
    mord popełnią na pomnikach,
    W Pabianicach 2 ostały.
    Więc rozbiją je dla chwały.

    11.07.2017 r.
    bronimor.pl

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Radoslaw
    Radoslaw 19 lipca, 2017, 21:12

    „Zgodnie z sondażami spora część społeczeństwa nadal dobrze ocenia okres Polski Ludowej. ” Natomiast reszta nigdy się nie dowie, że to za „komuny” polska kultura wniosła najwięcej do światowego dziedzictwa – w postaci polskiej szkoły filmowej, polskiej szkoły plakatu, polskiego jazzu. Że to właśnie za „komuny” polski sport święcił największe tryumfy, że zasłyneli w świecie polscy himalaiści (jak Wanda Rutkiewicz czy Jerzy Kukuczka), czy żeglarze – jak Krystyna Chojnowska-Liskiewicz.
    Że było to możliwe dzięki temu, że „komunistyczne” państwo otoczyło te i wiele innych dziedzin życia swoim mecenatem. Że przyczynił się do tego „zacofany, komunistyczny przemysł”, który przeprowadził kilkanaście milionów Polaków do miast, zapewniając im dostęp do edukacji, kultury, opieki zdrowotnej, finansując kluby sportowe i domy kultury. Że stworzono praktycznie od zera całe gałęzie tego przemysłu – motoryzację, elektronikę, stocznie, hutnictwo miedzi, energetykę, petrochemię – bo przed wojną albo ich nie było, albo istniały w formie szczątkowej, albo zostały zrównane z ziemią w czasie wojny.
    Tego wszystkiego nie wiedzą roczniki poniżej 30-stki, a post-solidarnościowe „elity” zadbają, żeby kolejne roczniki się o tym nie dowiedziały albo przedstawi się im to w lekceważącej formie. Dlaczego tak im zależy na wytarciu tego z polskiej historii? A dlatego, żeby nikt się nie zaczął dopytywać, kto i kiedy właściwie to wszystko zaprzepaścił.
    Pan Kaczyński i jego ekipa, opętani antykomuniści, stosują metody żywcem przeniesione z chinskiej rewolucji kulturalnej. Mao też oparł się na młodych fanatykach z Czerwonej Gwardii i wezwał ich do rozprawienia się ze „starym porządkiem” – którego sam był częścią! To młodzi urządzali spektakle upokorzenia swoim nauczycielom i profesorom. Tak samo teraz PiS inspiruje młodych do pogardzania dorobkiem „sierot po komunie”. I to skutecznie, bo i owe „sieroty” zostały tak zastraszone i otumanione, że plują we własne życiorysy.
    Ku przestrodze:
    W wyniku rewolucji kulturalnej Chiny utraciły bodaj 90% swoich zabytków kultury materialnej, sparaliżowano gospodarkę, zamknięto na dłuższy czas szkolnictwo ponadpodstawowe, w rezultacie czego wyrosło całe stracone pokolenie Chińczyków.
    W przypadku Polski, byloby to już drugie stracone pokolenie. Pierwsze już się zadomowiło poza jej granicami.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • jea895751
      jea895751 21 lipca, 2017, 09:08

      Dziękuję za ocenę PRL-u, SLD zaniechało obrony dorobku lat powojennych, stchórzyło i dało sie ustawić w kącie historii – wstyd i hańba – dalej nie robi nic w tym kierunku ! . Zołnierze armii wyklętej zmiany mogą dość sprawnie zdelegalizować ruchy lewicy !!. Nie odbudujemy znaczenia na scenie politycznej – nie broniąc jej dokonań dla Ojczyzny !!

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Radoslaw
        Radoslaw 21 lipca, 2017, 21:28

        „Nie odbudujemy znaczenia na scenie politycznej – nie broniąc jej dokonań dla Ojczyzny !!”
        Oczywiście, że nie – z tego prostego powodu, że wedle obecnej „polityki historycznej”, Polska w 1989 roku to była spalona ziemia, gdzie głodująca, posiniaczona przez ZOMO populacja, ogryzała korę z drzew. A wtedy przyszły wreszcie zastępy sprawiedliwych i pod światłym patronatem JPII zaczęły w Polsce budować dobrobyt. Bardzo wygodnie jest sobie przypisywać cudze osiągniecia.
        Wyimaginowna „komuna” to doskonały chłopiec do bicia, na którego zwala się wszystkie partactwa, degrengoladę społeczną i gospodarczą, jaka nastąpiła po 1989 roku. Degrengolada jest coraz bardziej widoczna, więc i propaganda staje się coraz bardziej agresywna.
        Prawica stosuje taktykę wrzasku – kiedy jej przedstawić konkretne dane statystyczne i fakty z 45-lecia PRL, to jej „argumentem” jest ciągle ten sam bełkot o krwawym komunistycznym reżmie, przywiezionym na sowieckich czołgach itd. Nie na temat, ale tłuszcza to chwyta.

        Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy