Ciemno, coraz ciemniej

Ciemno, coraz ciemniej

Kiedy dni są krótkie, a noce wyjątkowo długie, promieni słońca niedosyt, pojawia się nie tylko depresja, ale też – jak widać w pewnych kręgach – zaćmienie umysłu. Zmrok zapada i budzą się upiory. I choć ogół społeczeństwa polskiego już wiele lat temu zaszył się w prywatności i poszedł spać, jest spora szansa, że obudzą go nocne koszmary. Gorzej, że ci, którzy żyją na jawie, nie do końca rozumieją, co się wokół nich dzieje – w tym przypadku mam na myśli poobijaną i rozproszoną opozycję.

Część z nich (np. osoby związane z partią Razem) mówi w skrócie: majstrowanie przy Trybunale to nie nasz problem, bo państwo już dawno temu przestało być obywatelskie i socjalne. Choć te obserwacje są zasadniczo słuszne, wyciągane z nich wnioski trudno uznać za najlepszą odpowiedź na rzeczywistość. Ta bowiem może się stać jeszcze bardziej antyobywatelska i antysocjalna. Warunkiem upominania się zarówno o prawa socjalne, jak i wszystkie inne jest konieczność istnienia najbardziej podstawowych swobód obywatelskich. I kiedy swobody te są zagrożone, ich obrona musi stanąć na pierwszym miejscu. Poza tym nie powinno się oddzielać (tak jak to robią często neoliberałowie) praw politycznych od ogólnej polityki socjalno-ekonomicznej. Te sprawy łączą się ze sobą. Dobrze wiedzieli o tym działacze ruchu robotniczego, kiedy domagali się w XIX w. powszechnego prawa wyborczego, wolności słowa, wolności zrzeszania się w związki zawodowe z jednoczesnym prawem do godnej płacy i ośmiu godzin pracy. Dlatego mówienie, że walka pomiędzy PiS a PO czy Nowoczesną to wewnętrzna rozgrywka establishmentu albo – posługując się językiem socjalistów – konflikt wewnątrz zgniłej burżuazji, nie jest zbyt mądre. Nawet jeśli niektórzy działacze PO czy PiS pod względem ideologicznym rzeczywiście niezbyt się różnili w przeszłości, to styl działania – jak obecnie widać – radykalnie ich różni.

Z drugiej strony jeśli niektóre media pokazują i cytują Leszka Balcerowicza, który w kontekście zagrożonych praw obywatelskich w Polsce powtarza swoje frazesy w stylu „tam, gdzie w przedsiębiorstwach rządzi polityka, mamy niską wydajność, regres i straty, które musi pokrywać całe społeczeństwo”, jest to jedynie woda na mielący wciąż PiS-owski młyn. Oznacza to, że ci, którzy prawie dwa miesiące po wyborach powołują się na Balcerowicza jako obrońcę swobód obywatelskich, nadal nie rozumieją, co się stało w Polsce i czym spowodowana była fala społeczna, która oddała PiS władzę. Chodziło wcale nie o tęsknotę za wrakiem samolotu ze Smoleńska ani pragnienie oglądania w telewizji od rana do wieczora programów religijnych, lecz o najzwyklejszy strach przed nędzą socjalną i kapitalizmem, którego w Polsce nikt nie próbował nawet kontrolować. Dlatego symboliczne 500 zł i obietnica obniżenia wieku emerytalnego były hasłami, które skumulowały lęki socjalne i stały się wystarczającym powodem, żeby wygrać wybory. A o tym, że PiS wcale nie uważało ich za priorytet, wiadomo było od początku. Teraz, jeżeli wszyscy już widzą, że realną stawką w politycznej grze są fundamenty państwa, obowiązujący model ideologiczno-kulturowy i kontrola nad instrumentami przemocy, to chcąc wrócić do realnej rozgrywki, trzeba pamiętać, że nie da się uratować demokracji i wolności obywatelskich bez stworzenia wizji bardziej egalitarnej Polski. Najwyższy czas odrobić tę lekcję – i to już drugi raz w ciągu 10 lat.

Cały czas wierzę, że społeczeństwo polskie stać na demokrację włączającą socjalnie i kulturowo różne środowiska (nawet te, a może przede wszystkim te, które na co dzień są zbyt słabe, aby w ogóle je dojrzeć) i nie jest ono skazane na system wykluczający wszelką słabość, odmienność, różnicę czy inność.

Jeżeli się mylę, ciemnota umysłowa, nietolerancja, powszechny brak zaufania i kulturowy zaścianek będą spychać Polskę na peryferia ekonomiczne, w regres gospodarczy i chaos polityczny. Niezależna sfera kulturowa, wolność umysłowa, swoboda obyczajowa, autonomia myślenia zawsze bowiem są warunkiem rozwoju ekonomicznego i innowacji technologicznych.

Aby jednak zawalczyć o taką wizję demokracji obywatelskiej, potrzebni są aktywni obywatele i ich oddolne struktury. Na razie poza wąską elitą nie widać nawet namiastki ruchu społecznego. Garstka osób pod Sejmem w dniu uzupełniania składu Trybunału Konstytucyjnego symbolizuje raczej senność niż oburzenie społeczeństwa. A pustka, bierność i obojętność to jak zwykle najlepsi sojusznicy sił ciemności.

Wydanie: 50/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy