Coś się stało

Trudno dokładnie powiedzieć, ile już lat istniejemy jako gatunek istot rozumnych. Na pewno idzie to w dziesiątki tysięcy lat, może i w setki, odkąd człowiek nie bardzo się zmienił. Ale gdyby liczyć rozumność od momentu użycia narzędzi bądź też wyprostowanej, dwunożnej postawy, okres ten musi się rozciągnąć na miliony lat. To są już odległości poważne. Można w nieskończoność rozważać, skąd żeśmy się wzięli, jak przeżyliśmy i co się nam w tym czasie wydarzyło. I tak będą to tylko domysły. Jest wszakże sprawa, która mnie zastanawia szczególnie i właściwie nie daje mi spokoju. Jak to się stało, że przez te iście nieskończone eony pokoleń człowiek pozostał bezradny w sprawie bodaj najważniejszej, bo własnego zdrowia. Już nie mówię nawet o życiu i śmierci, bo entropia musi w każdym wypadku dominować nad organizacją. Nie wdając się więc w zakamarki tej sprawy, przyjmijmy, że musimy umierać. Dlaczego jednak tak szybko? Dlaczego nie potrafimy w tym czasie utrzymać zdrowia, nie mówiąc o młodości?
Dlaczego dopiero teraz trwają frenetyczne badania medyczne i farmakologiczne, z których dopiero w przyszłości może się coś wyłonić, ale wyłania się jakoś bardzo opieszale? Medycyna istnieje przecież od samego zarania człowieczeństwa. Wiemy, że w różnych zakątkach świata powstawały przeróżne teorie, należące dzisiaj do „medycyny holistycznej”, wiemy, że przez cały czas poszukiwano skutecznych medykamentów. No i tak naprawdę nic, albo prawie nic z tego. Trzeba więc przyjąć jakieś niewygodne dla nas założenia, a w każdym razie dziwne. Dotychczasowe teorie medyczne, czy to ze Wschodu, czy to z Zachodu, mogą być zwyczajnie nieprawdziwe. Bogowie proszeni przez nas o opiekę mogą nie istnieć lub nie interesować się nami. Sama natura może po prostu nie zawierać stosownych leków na nasze dolegliwości. Albo też mieliśmy za mało czasu, aby je poznać. To ostatnie twierdzenie może, a nawet powinno zadziwiać, ponieważ powszechnie panuje przeświadczenie, że człowiek pierwotny był znakomitym znawcą roślin i minerałów. Ale jeśli tak było, to dlaczego jego życie trwało przeciętnie dwadzieścia kilka albo trzydzieści lat? Dlaczego te właściwości odkrywamy w roślinach i w całej naturze dopiero teraz?
Czemu nawet zdolności uzdrowicielskie tkwiące w samym człowieku są właśnie dzisiaj i aktualnie przedmiotem sporów, niedowierzania, nie mówiąc już o ich uzasadnieniu? Jakaś zagadka tkwi w tym wszystkim bez wątpienia. Rodzi się podejrzenie, że nie istniejemy bynajmniej tak długo, jak się nam, naszej nauce, a szczególnie dysydentom tejże nauki wydaje. Być może, ludzkie życie w większości wypadków trwało po prostu za krótko, żeby informacje medyczne zebrać, sprawdzić, utrwalić i przekazać innym. Mówię tu o medycynie, bo wydaje mi się dla istnienia gatunku najważniejsza, ale to samo można by powiedzieć o wszelakiej innej wiedzy czy nauce. Wygląda jednak na to, że stabilne stosunki do badań medycznych powstały dopiero 100-150 lat temu, a trwające całe tysiące lat badania Hindusów, Chińczyków, Chaldejczyków i Egipcjan doprowadziły jedynie do na poły zabobonnych hipotez. Co się takiego zdarzyło, czy raczej co takiego nie chciało się wydarzyć? Dlaczego cywilizacje trwające dwa i cztery, i pięć tysięcy lat dorobiły się tak niewiele, że przez kilka dziesiątków lat można je było prześcignąć? Można sobie bajać, że tak naprawdę wiedza stała bardzo wysoko, tylko my prawie wszystko zapomnieliśmy i utraciliśmy. Ale są to bajki, bo ocalało przecież dość tabliczek i papirusów, żeby dało się ocenić ówczesny stan wiedzy. I może o wielu rzeczach nie wiemy, ale nie da się zaprzeczyć, że nauka i biochemia były jedynie w powijakach. Trwały poszukiwania po omacku, na chybił trafił, na skalę, która nie mogła zapewnić sukcesu.
No i to bardzo się zmieniło, chociaż nadal poszukujemy na oślep. Ale co takiego właściwie się zmieniło? Wiemy, wybuchła „druga rewolucja naukowo-techniczna”, ale to przecież tylko puste słowa. Zmieniło się od jakichś 500 lat, a badania naukowe nabrały tempa od mniej więcej 200. I tak naprawdę pod względem wiedzy jesteśmy dziećmi wyłącznie prawie 200 lat – nie mam na myśli humanistyki. Wszystko, co ważne, niemal w komplecie powstało przez 200 lat – rodzaj ludzki jest więc właściwie niemowlęciem. Ale rewolucje wybuchają pod ciśnieniem jakiejś potrzeby, jakiejś wielkiej niedogodności, wielkiej wizji. Dlaczego ludzkość czekała cierpliwie, Bóg wie na co, i dopiero teraz się zbuntowała? Czy naprawdę jesteśmy jeszcze takim samym gatunkiem co wczoraj? O tym za tydzień.

Wydanie: 1/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy