Czarna dziura

Czarna dziura

LEWY DO PRAWEGO

Opublikowana przez GUS informacja o wykonaniu budżetu po pierwszych pięciu miesiącach, w której podano blisko stuprocentowe zrealizowanie deficytu budżetowego, otrzeźwiła wszystkich tych, którzy zdecydowaną krytykę ustawy budżetowej przez SLD uważali za opozycyjną grę.
Trzeba przypomnieć, że przygotowując budżet, nowy minister finansów rządu AWS postawiony został przed bardzo trudnym zadaniem. Z jednej strony, musiał ograniczyć w nim deficyt budżetowy nie mniej niż jego poprzednik, bo od tego Unia Wolności uzależniała poparcie budżetu, z drugiej zaś, nie mógł ograniczać wydatków, bo na to nie godzili się ministrowie i posłowie AWS. Minister Bauc wybrał drogę najgorszą z możliwych. Zawyżył dochody do budżetu o kwoty zupełnie niemożliwe do zrealizowania. Założył mianowicie, że wpływy z podatków pośrednich wzrosną w porównaniu z 2000 r. o 18,5% przede wszystkim dzięki poprawie ściągalności podatków. W podatku dochodowym od osób fizycznych założył, że zawsze ujemne dla budżetu saldo ostatecznego rozliczenia podatku za rok poprzedni zmniejszy się aż o 12%, chociaż doświadczenia z poprzednich lat wskazywały zawsze jego wzrost. W rezultacie zapisywania pobożnych życzeń zawyżono dochody o ok. 5 mld zł.
Jednocześnie minister finansów udał, że nie widzi, iż przygotowany przez niego budżet na 2001 r. obciążony jest zobowiązaniami przeniesionymi z 2000 r., które trzeba będzie pokryć z tegorocznych dochodów (blisko 3 mld zł). Moim zdaniem, robił to wszystko, by rząd J. Buzka mógł przetrwać do wrześniowych wyborów. Okazał się więc ministrem finansów dyspozycyjnym wobec polityków, a nielojalnym wobec finansów publicznych. Jest faktem, że nie miał kto na niego wylać kubła zimnej wody, by go otrzeźwić, ponieważ pani minister Wasilewska była na długim zwolnieniu lekarskim.
Na wszystkie te problemy zwracał uwagę SLD w trakcie debaty budżetowej. L. Miller określił budżet rządu AWS na 2001 r. budżetem wyborczym, gdyż pieniędzy na wydatki wystarczy tylko na dziewięć miesięcy. Na co minister Bauc w Sejmie odpowiedział: „Mówienie o wirtualności budżetu to jedynie chwyt propagandowy i wirtualna krytyka”.
Niestety, okazało się, że wirtualny jest minister finansów, J. Bauc, i jego budżet, a L. Miller okazał się nawet optymistą. Pieniędzy starczyło nie na dziewięć, a tylko na pięć miesięcy. Odpowiedzialność za to ponoszą również będąca w opozycji Unia Wolności i posłowie Platformy Obywatelskiej, którzy w głosowaniu podnieśli rękę za tą woluntarystyczną ustawą budżetową.
Dziś rząd przyznaje się do „dziury budżetowej” w wysokości 7-7,5 mld zł i od kilku tygodni kombinuje, jak to zaklajstrować. Niestety, gdyby chodziło tylko o taką kwotę, to choć jest ona rzeczywiście potężna, pani minister H. Wasilewska-Trenkner by sobie z takim niedoborem poradziła, zmniejszając dysponentom budżetu limity do końca bieżącego roku. Swoje przekonanie opieram na znanej mi fachowości pani minister, czego wyrazem było bezproblemowe zmniejszenie wydatków w ostatnich niepełnych dwóch miesiącach ubiegłego roku o 3,5 mld zł.
Niestety, zmniejszenie dochodów budżetowych jest znacznie większe niż 7,5 mld zł. Gdyby przyjąć, że wzrost PKB będzie bliski 3,8% – jak założono w ustawie – a ściągalność podatków w drugim półroczu br. na poziomie średnim z ostatnich kilku lat, dochody będą niższe o około 16 mld zł. Wszystko jednak wskazuje, że wzrost PKB może w br. nie przekroczyć 2,5%. Min. Bauc, oceniając, iż wzrost PKB w drugim półroczu może wynieść od 0,7% do 1,3%, przewiduje, że w całym roku osiągnie on nie więcej niż 2%. Taką właśnie prognozę zaprezentował w Komisji Finansów dwa tygodnie temu. W tej sytuacji każdy rząd, nawet AWS-owski, powinien przygotować rozwiązanie problemu przy scenariuszu optymistycznym oraz przy pesymistycznym. A co kombinuje rząd Buzka, radząc na specjalnych posiedzeniach nad tegorocznym budżetem? W pełni świadom katastrofy, do której doprowadził, planuje zmniejszyć wydatki w tegorocznym budżecie o kwotę, do której się przyznaje, tj. o 7,5 mld zł, a pozostały ogromny niedobór – myślę, że co najmniej 10 mld zł – pozostawić następcom. Czy to tylko typowe krętactwo i nieodpowiedzialność? Moim zdaniem, znacznie więcej. To działanie na szkodę finansów i gospodarki, a więc całego społeczeństwa. Im bliżej końca roku, tym pole manewru będzie dużo mniejsze i wyjście z tej sytuacji znacznie trudniejsze i boleśniejsze dla ludzi. Już kiedyś napisałem, że aczkolwiek kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami, to ma swoje granice, ustanowione, by nie szkodzić państwu. Rząd Buzka tę granicę swoim zachowaniem w sprawach deficytu budżetowego przekroczył.

Wydanie: 28/2001

Kategorie: Publicystyka
Tagi: MAREK WAGNER

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy