Pokusa ateizmu

Pokusa ateizmu

Przeczytałem znakomitą książkę. Pewnie bym jej nie przeczytał, a nawet bym nie wiedział, że wyszła, bo ukazała się w Koszalinie nakładem Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej, czyli nie bardzo wiadomo, co. Tytuł ostentacyjny, bo “Szkice ateistyczne”, autorka zaś to Helena Eilstein, etyk, “fizykalistka”, czyli bardzo czupurna ateistka. I jak to ateistka, furt pisze o moralności, Panu Bogu i Piśmie Świętym. Książka jest naprawdę bardzo ciekawa, znakomicie napisana, przypomina prace Świderkówny – oczywiście, z wnioskami dokładnie odwrotnymi. Autorka dała mi przy tym jeszcze ciekawszy maszynopis o ofierze Izaaka. Jest to osoba bardzo poważna do tego stopnia, że nawet “Znak” (!) ją drukuje, zamiast zaproponować jej sagan ze smołą i wrzącą siarką. Poza kręgami specjalistów-teologów jest w Polsce o tyle mało znana, że przebywała na emigracji od 1968 roku i pisała, tudzież wykładała po angielsku, a wróciła względnie niedawno.
Książkę gorąco wszystkim polecam, ale wiele więcej napisać o niej nie mogę, bo dokładność i precyzja logicznego wywodu zupełnie nie mieści się w felietonie. Autorka uznaje wielkie zasługi chrześcijaństwa, a zwłaszcza Kościoła katolickiego, ale równocześnie nie szczędzi mu krytycznych uwag i zostaje zdeklarowaną ateistką. Powiedziałbym nawet, że to anima naturaliter christiana, ale pewnie by się obraziła. Mogę się do jej pisania odnieść tylko bardzo ogólnie, by nie rzec – ogólnikowo.
Otóż sądzę, że dowodu na nie istnienie Boga w ogóle przeprowadzić nie sposób, poza zabiegiem zwanym brzytwą Okhama. Znaczy to, że świat mógłby istnieć i bez Boga. Ale czy tak jest rzeczywiście, nie wiadomo, bo dowód czysto negatywny nie jest właściwie dowodem. Bóg może się lokować w sferach coraz wyższej transcendencji i na zawsze pozostać nieuchwytny, z czego wcale nie wynika, że nie istnieje.
W tej sytuacji można tylko szermować argumentami moralnymi, że np. wszechmocny i dobry Bóg nie mógł stworzyć tak bardzo złego świata. Ale to się odnosi wyłącznie do tradycji judeochrześcijańskiej, a są i inne wyobrażenia o Bogu. Jest to w ogóle problematyka tak paradoksalna z natury rzeczy, że w ogóle jakikolwiek pogląd może być w miarę logicznie uzasadniony, bo żadna ludzka logika nie ma tu zastosowania. Bóg na przykład nie musi być wszechmocny, a nie musi nawet z własnego wyboru. Nie musi być Bytem z definicji świętego Anzelma! A może też być nim, ale równocześnie i nie być – możliwości są prawdziwie nieskończone.
Jestem agnostykiem, czyli po prostu nie wiem, jak jest naprawdę. Wiem, czego bym chciał, a bardzo chciałbym, żeby Bóg istniał. Zresztą nie sądzę, żeby jakikolwiek ateista nie odczuwał bodaj czasami podobnej skłonności. Co prawda istnienie duszy a istnienie Boga to dwie zupełnie różne sprawy, ale ludzie kultury zachodniej na ogół łączą je ze sobą. Z tego wszystkiego jednak ani dla mnie, ani dla nikogo innego nic nie wynika. Jeśli się chce szukać Boga, to na zupełnie innych ścieżkach.
Mógłbym tu powołać się na Drewermanna, na jego analizę twórczości Dostojewskiego, z której ma wynikać “niewystarczalność” tego świata. Ale i sam sposób istnienia owego świata budzi we mnie wielkie wątpliwości. W tym miejscu powinienem rozpocząć cały traktat o charakterze nie moralnym, a wręcz ontologicznym. Zrobić tego naturalnie nie mogę, ale powtórzę to, co nieraz już pisałem: dziwność istnienia materii wcale nie jest mniejsza niż istnienia ducha. Świat nie jest ani oczywisty, ani logiczny, więc może być w nim miejsce na “drugą stronę”.
Paranormalne zjawiska istnieją naprawdę, choć są rzadkie. Są też cuda nie będące ani omamem, ani oszustwem – i to nie tylko w świecie judeochrześcijańskim. Ale, Pani Heleno, czy Pani w ogóle dopuści takie wywody na serio? Mocno się obawiam…

Wydanie: 47/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy