Czarna podszewka

Czarna podszewka

Władimir Bukowski był słynnym rosyjskim dysydentem. Nieugięty, latami dręczony w łagrach, zamykany w szpitalach psychiatrycznych. Wymieniony został w 1976 r. na chilijskiego komunistę Luisa Corvalána. Ta wymiana to była sensacja światowa. I znak, że ZSRR jednak się zmienia. Już nie mordują. Bukowski napisał o swoich doświadczeniach niezwykłą i piękną książkę „I powraca wiatr…”. Drukowaliśmy ją w drugim obiegu. Poznałem Bukowskiego w Stanach w 1985 r., zrobiłem z nim nawet wywiad dla podziemnego pisma „Wezwanie”. A potem Bukowski odpłynął w spiskowe myślenie o świecie. Przeciwnik Unii Europejskiej i krytyk Donalda Tuska. Stał się autorytetem polskiej prawicy, zapraszany był do Telewizji Republika i Radia Maryja.

Szperając w internecie, znajduję zaskakującą informację na temat Bukowskiego. Mieszka teraz w Wielkiej Brytanii i oskarżony jest o preparowanie i przechowywanie dziecięcej pornografii. Broni się przed tymi zarzutami w kuriozalny sposób. Wyjaśnił już m.in., że pobierał pliki z witryn z pornografią dziecięcą w ramach badania nad ograniczeniami wolności w internecie. Postawienie mu zarzutów produkowania i posiadania pornografii dziecięcej uznał za wymierzone w niego działania rosyjskich służb współpracujących z Brytyjczykami. „Ta operacja specjalna Federalnej Służby Bezpieczeństwa, w przeciwieństwie do wielu uprzednich podobnych prób, z jakiegoś powodu jest aktywnie wspierana przez brytyjskie organy ścigania”, napisał Bukowski na swoim blogu. No to mamy spisek.

Pchnięty impulsem ciekawości sprawdzam, jakie były losy Luisa Corvalána. W sierpniu 1983 r. nielegalnie wrócił do Chile na mocy tajnego postanowienia Biura Politycznego KC KPZR. Przed powrotem poddał się trzem operacjom plastycznym twarzy przeprowadzonym w Centralnym Szpitalu Kremlowskim. Po otrzymaniu fałszywej tożsamości kolumbijskiego profesora drogą lotniczą przez Budapeszt dotarł do Buenos Aires, skąd lądem przedostał się do Chile, gdzie ukrywał się przez sześć lat, do upadku dyktatury Pinocheta.

A co do Bukowskiego i skrajnej prawicy, mam wrażenie, że jakiś rodzaj urazu seksualnego często stoi za skrajnymi postawami wobec świata. Zresztą prawie każdy człowiek ma jakieś ukryte piwnice i zaskakująco często dotyczą one seksu. Jestem pewien, że prezes też je ma i że ich zawartość wpływa fatalnie na losy Polski.


Wracam po latach do niezwykłych pamiętników Wirydianny Fiszerowej. Świetnie pomyślane i napisane. To nie tylko lekcja historii opowiadana przez kobietę, która była świadkiem konfederacji barskiej, rozbiorów, Konstytucji 3 maja i wojen napoleońskich, to też opowieść o jej rodzinie, o życiu codziennym, o sytuacji kobiet w tamtej epoce. Oto próbka stylu autorki, wspomnienie z dzieciństwa: „Natknęłam się na czynność służącą utrzymaniu gatunku. Zażądałam wyjaśnień, bo zdawało mi się, że kogoś gnębią. Odpowiedzi były wymijające”. Niezwykłe dla nas są takie scenki przywołane z pamięci: w łazienkowskim pałacu muska kapeluszem twarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, co ją peszy, nieraz potem z nim rozmawia. „Król był ubrany skromnie, plecy miał zgięte, a spojrzenie ostre i przenikliwe”. Potem będzie grać w wista z Napoleonem. „Nadmierna otyłość przeszkadzała mu w chodzeniu. I pomniejszała wzrost. Rysy twarzy zgrubiały, zatracając delikatność, spojrzenie miał ponure”. Spotyka się w Paryżu z Tadeuszem Kościuszką, kocha się w nim bez wzajemności, ale to doprowadzi ją do adiutanta naczelnika, gen. Fiszera. Z nim bierze ślub, bardziej z rozsądku niż z miłości, co wtedy było powszechne. Generał, wielki patriota, wybiera się na wojnę. Żona tonie we łzach i właśnie wtedy: „Zastałam go nacierającego na moją pannę służącą zamężną, która broniła się dzielnie, a następnie podziękowała za służbę. Mąż tłumaczył się potem z całą powagą, że może zginie, że ja więcej dzieci mieć nie mogę, więc chciał mi jedno po sobie zostawić, zrodzone przez kobietę uczciwą! Ten komentarz nie był mi do smaku”. Generał, człowiek szlachetny, jak pisze, „miał niepowściągliwy stosunek do kobiet”. Ale to za bardzo jej nie dziwi, albowiem „ta przywara jest tak popularna, że jedynie legalne małżonki się na nią skarżą, i to tylko z braku stosownej pociechy”.

Myślę, że nie ma takiej szlachetności ani heroizmu, które nie mogą mieć czarnej podszewki.

Wydanie: 10/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy