Raport Otwarcia

Raport Otwarcia

Nie trzeba było „Raportu Otwarcia” przygotowanego przez rząd Leszka Millera, by wiedzieć, że jest źle. Że kardynalne błędy ekipy Buzka doprowadziły do kryzysu finansów państwa i do bezprecedensowego spadku zaufania Polaków do instytucji demokratycznych. Dla większości Polaków władza to znowu są „oni”, z którymi musimy walczyć o swoje. Najgorzej (95% ankietowanych przez CBOS) oceniana jest sytuacja na rynku pracy. Aż 44% Polaków boi się utraty pracy. Niestety, takich zatrważających danych jest dużo więcej. I to prawie we wszystkich dziedzinach życia. To są fakty. Dobrze znane większości społeczeństwa. Znane przecież nie z mediów, które uprawiają czarną propagandę, ale z autopsji, z własnego życia. Ludzie dobrze wiedzą, jak jest, bo na własnej skórze doświadczają skutków sytuacji, w której znalazło się państwo. Wydaje się, że jedyną grupą, która wyróżnia się bardzo dobrym samopoczuciem na tle szarej rzeczywistości i kłopotów, są urzędnicy i beneficjenci rządu Buzka. Ta ekipa ma nadzwyczajną zdolność do amnezji. Już po dwóch miesiącach zapomniała, że niepodzielnie rządziła przez 1400 dni. Z jakim skutkiem? Najsprawiedliwiej i najsurowiej ocenili to już sami wyborcy, przeganiając wszystkich, którzy nie zdążyli się przemalować i przebrać w nowe stroje. Wyborcy „docenili” zwłaszcza doprowadzony do perfekcji sposób uprawiania polityki kadrowej. Ze skutkami politycznego nepotyzmu w spółkach skarbu państwa i obsadzaniu wszystkiego, co się tylko dało własnymi ludźmi, będziemy mieli jeszcze długo do czynienia. Wieloletnie umowy, kontrakty i odszkodowania gwarantują im możliwość przetrwania kryzysu za pieniądze podatników.
Biorąc pod uwagę dziedzictwo rządów Buzka, które sami zainteresowani opisali na 600 stronach, „Raport Otwarcia” Millera ma niespełna 90 stron i jak na poziom nastrojów społecznych jest stonowany i przez to realistyczny.
To nie jest propagandowy dokument przygotowany na łapu-capu w parę dni po objęciu władzy. Prezentując bilans otwarcia, nowy rząd pisze przecież o tym, co i tak wiemy. Ale ze złymi wiadomościami jest tak, że często obciążamy nimi nie sprawców, a posłańca. By tak się nie stało, potrzebny jest zarówno plan ratunkowy, jak i wizja rozwoju państwa. Akceptacja społeczna dla nich zależeć będzie przede wszystkim od tego, czy niezbędne wyrzeczenia będą się rozkładały sprawiedliwie, czy też znowu będą musieli płacić najbiedniejsi.

Wydanie: 1/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy