Na celowniku komisji

Na celowniku komisji

Nie było gęstej mgły. Nie było bałaganu w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. Nie było załogi za słabo wyszkolonej, by mogła sprostać bardzo trudnym warunkom atmosferycznym, ani presji, by lądować za wszelką cenę. Nie było ostrzeżeń strony rosyjskiej przed wyborem lotniska w Smoleńsku. Nie było rywalizujących ze sobą kancelarii prezydenta i premiera – niestety, obydwu nieprofesjonalnych i niepanujących nad organizacją lotu. Nie było kogoś, kto zdecydował, że w jednym samolocie znajdą się wszyscy dowódcy sił zbrojnych i tak wiele osób ważnych dla bezpieczeństwa państwa. Nie było dowódcy samolotu lecącego z dziennikarzami, który choć sam cudem wylądował, to zachęcał do lądowania załogę prezydenckiego tupolewa. Nie oszalałem. Piszę tak, bo Antoni Macierewicz powołał swoją podkomisję, która zajmie się od nowa badaniem przyczyn katastrofy TU-154M pod Smoleńskiem. Przekreślił pracę komisji Jerzego Millera i jej raport. A powołani przez niego członkowie podkomisji to ludzie, którzy zanim zaczęli pracę, już wiedzą, że przyczyną katastrofy był zamach. Nowy przewodniczący podkomisji już trzy lata temu ogłosił, że samolot rozpadł się w powietrzu. Jeden z jej członków porównał TU-154M do puszki napoju energetycznego, a kolejny, najbardziej egzotyczny, do parówek. Jak zachować powagę wobec takich ekspertów?

Pompatyczna oprawa powołania tej propagandowej podkomisji, z udziałem w uroczystości części rodzin ofiar katastrofy, nie jest w stanie obalić praw fizyki. Nawet najgłośniejsze oskarżenia pod adresem komisji Millera nie zmienią tego, że ten zespół, składający się z najbardziej kompetentnych i doświadczonych polskich ekspertów, uczciwie wykonał swoje zadanie. A to, że końcowe wnioski raportu nie pasują do wersji, którą od początku lansuje PiS, jest winą nie ekspertów, ale faktów. Czy dla rodzin ofiar tej tragicznej katastrofy skończy się rozdrapywanie ran i nadejdzie wreszcie czas spokojnej żałoby? Bez złowieszczego udziału i jazgotu polityków? Czy nad trumnami ofiar nie może być po prostu więcej zadumy? Choć tyle. Bo w tej sprawie Polacy będą podzieleni jeszcze w kolejnych pokoleniach.

Wydanie: 6/2016

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy