Czarnobyl za Kołem Polarnym

Masy atomowego złomu wokół Murmańska mogą spowodować globalną katastrofę  Wokół portowego miasta Murmańsk nad Morzem Białym promieniują tony odpadów radioaktywnych. Atomowa śmierć drzemie w pękających betonowych silosach, w rdzewiejących wrakach okrętów podwodnych, niekiedy pod gołym niebem. Jak pisze hamburski tygodnik “Der Spiegel”, katastrofa na ogromną skalę jest tylko kwestią czasu. Nie sposób oszacować ilości promieniotwórczych odpadów, które nagromadzono wokół Murmańska, położonego 150 km za Kołem Polarnym. Pewne jest jedynie, że znajduje się tu więcej nuklearnego złomu niż we wszystkich tymczasowych lub ostatecznych magazynach przechowywania odpadów w krajach Zachodu. Góra promieniotwórczego śmiecia stale rośnie. Po upadku ZSRR rosyjska Flota Północna została znacznie zredukowana, a i tak wytwarza jeszcze 2500 metrów sześciennych odpadów płynnych i 1000 metrów odpadów stałych rocznie. Do 1989 roku pociągi wywoziły atomowy złom z Murmańska do oddalonego o 2500 km Majaku. W tym położonym na Uralu mieście znajduje się wielki kombinat neutralizacji i wzbogacania radioaktywnych odpadów. Obecnie brakuje jednak pieniędzy na organizowanie kosztownych transportów. Nikt nie ma recepty na rozwiązanie tego problemu – ani rosyjscy admirałowie, ani ekologowie, ani eksperci z Zachodu. Szacuje się, że aby usunąć odpady, trzeba wysłać do Majaku 200 do 300 załadowanych po brzegi pociągów. Takie gigantyczne przedsięwzięcie pochłonęłoby jednak co najmniej pół miliarda dolarów. Kraje skandynawskie chętnie przekazałyby Moskwie taką kwotę, by pozbyć się bomby zegarowej, tykającej u ich granic. Tyle tylko, że kombinat w Majaku ma już zamówienia na kilka lat, zaś wiele betonowych kontenerów i pojemników z odpadami jest w tak opłakanym stanie, że po prostu strach ich ruszać. W bazie Andriejewa pod gołym niebem porzucono ponad 20 tysięcy wypalonych prętów paliwa jądrowego w coraz bardziej popękanych betonowych silosach. Każdy z prętów zawiera 50 kg uranu. Kilka betonowych pojemników tkwi w beczkach, z których niektóre nie mają nawet pokrywy. W bazie Andriejewa znajduje się ponadto 2 tysiące metrów sześciennych odpadów stałych i co najmniej 6 tysięcy ciekłych. W składowisku “Radon”, 30 km na zachód od Murmańska, po prostu zakopano na brzegu 400 metrów sześciennych nuklearnego śmiecia i kilkaset kanistrów pełnych radioaktywnej cieczy, pochodzącej z lodołamaczy o napędzie atomowym. Prawdziwą bombą z opóźnionym zapłonem jest frachtowiec “Lepse”, wyładowany zabetonowanymi atomowymi prętami. “Lepse” kotwiczy w porcie cywilnym, oddalonym 2 km od centrum Murmańska. Ten sypiący się, 64-letni już okręt, przecieka. Nie poszedł na dno tylko dlatego, że kompresory przez cały czas pompują do kadłuba sprężone powietrze. W ten sposób utrzymywanych jest na wodzie wiele spośród około 100 starych atomowych okrętów podwodnych, zakotwiczonych wokół Murmańska i bazy marynarki wojennej w Siewierodwinsku. Przez lornetkę nawet cywilny obserwator może dostrzec, jak z ogromnych, zardzewiałych cielsk “atomochodów” wydobywają się w wodzie pęcherze powietrza. Większość tych okrętów podwodnych pierwszej generacji (według zachodniej terminologii klasa November, Echo i Hotel) oraz drugiej generacji (Yankee, Charlie, Victor, Delta) nigdy już nie wyjdzie w morze. Na mocy układów rozbrojeniowych Start II z 1993 i 1997 r., Moskwa musi pozbyć się do 2007 roku prawie dwóch trzecich spośród swych 200 “atomochodów”. Amerykanie dostarczyli dźwigi i aparaty spawalnicze, a i tak stocznia Nerpa w Murmańsku jest w stanie unieszkodliwić najwyżej 5 okrętów rocznie, zamiast 10, jak ustalono w międzynarodowych układach. Stoczniowcy rozcinają kadłub, usuwają wyrzutnie rakiet i torped, następnie kadłub zostaje ponownie zespawany. Taki wrak z reaktorem i paliwem jądrowym rdzewieje w porcie. Rosyjscy admirałowie niewiele mogą tu zdziałać. Ministerstwo obrony obcięło o połowę środki na przechowywanie odpadów atomowych. Flota Północna cierpi na beznadziejny brak funduszy i usiłuje zdobyć trochę grosza, wystrzeliwując z okrętów podwodnych cywilne satelity. Proponowano też zagranicznym poszukiwaczom przygód z zasobnym portfelem podwodne rejsy pod biegun północny za jedyne 25 tysięcy dolarów, ale zgłosiła się zaledwie garstka chętnych. Rozważane są projekty użycia “atomochodów” w charakterze transportowców, przewożących ziemniaki i marchew Drogą Północną do syberyjskich portów. Mieszkańcy ponad 350-tysięcznego Murmańska nie przejmują się zbytnio zagrożeniem, mimo że w centrum

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 20/2000, 2000

Kategorie: Ekologia