Czeczeńskie manowce

Czeczeńskie manowce

Bez uprzedzeń

Co powiedziano w polskich mediach w związku z odbiciem zakładników w moskiewskim teatrze, powinno być dokładnie spisane i włączone do dziejów głupoty w Polsce. Radio komercyjne głosiło, że Rosjanie „zamienili teatr w komorę gazową”. „Rzeczpospolita” o polityce rosyjskiej: „Ukryć, okłamać i wyszczerzyć kły”. Zajmujący w państwie poważne stanowiska politycy zastanawiali się w telewizji, czy „Putin jest tchórzem”. Stawiali mu za przykład generała de Gaulle’a, który odważnie zakończył wojnę w Algierii. Zgadzam się, że chcąc zrozumieć nowe zdarzenia, warto posłużyć się analogią z dawnymi, lepiej znanymi. Ale jakaż tu zachodzi analogia? Algieria jest oddzielona morzem od Francji i ma od niej powierzchnię cztery razy większą. Ludność Algierii równa się połowie ludności Francji. Francja wycofała się z Algierii nie dzięki odwadze politycznej de Gaulle’a (on tylko wojnę skrócił), lecz siłą rzeczy. Nie była w stanie dłużej ponosić kosztów administrowania tą kolonią, nawet gdyby rebelię algierską zgniotła. Czy politycy polscy wiedzą, co to jest naród czeczeński i czy istnieje taki naród? W samej Czeczenii mieszka, po wypędzeniu Rosjan, milion ludzi (trochę więcej podobno), co stanowi połowę tego narodu. Druga połowa narodu czeczeńskiego mieszka przeważnie w Moskwie. Obiegowa w Polsce retoryka mówiąca o wojnie Rosji z narodem czeczeńskim jest propagandowym zakłamywaniem rzeczywistości. Moskiewska część narodu czeczeńskiego cieszy się czy też martwi takimi samymi prawami jak Rosjanie i przeciętnie lepiej jej się materialnie powodzi niż większości Rosjan. Czeczeniec Chasbułatow, jak pamiętamy, sięgał po najwyższą władzę w Rosji.
Wracając jeszcze na chwilkę do Algierii: jeżeli migracja nie zostanie zahamowana, za kilkadziesiąt lat połowa Algierczyków będzie mieszkać w Paryżu i innych miastach Francji. I być może, toczyć drugą wojnę z Francją. Nie poprawi to jednak naszej kulawej analogii. Ujmowanie sprawy Czeczenii w aspekcie kolonializmu i dekolonizacji wcale nie prowadzi do wniosku, że Rosja powinna się od razu z Czeczenii wycofać. Dekolonizacja przestała już być tym wielkodusznie brzmiącym imperatywem, miażdżącym wszelkie rozumowania i niepozostawiającym rządom państw posiadających kolonie innego wyjścia niż wycofanie się. Dekolonizacja okazała się straszliwą katastrofą dla ludności wyzwolonej od kolonializmu. Pod czysto algierskimi rządami zginęło ponad ćwierć miliona Algierczyków. Czeczenia nie jest zresztą rosyjską kolonią. Przypomina ona raczej rejon Zachodniej Ukrainy w II Rzeczypospolitej. Jeżeli już mamy uczyć Rosjan, to na własnym przykładzie: nie postępujcie tak, jak polskie władze postępowały przed wojną wobec mniejszości ukraińskiej!
Uruchomiono najpospolitsze stereotypy antyrosyjskie. Ogólnie biorąc, jest prawdą, że w Rosji nie bardzo się ceni jednostkę ludzką. Ale uratowanie 700 osób z 850 przeznaczonych przez terrorystów na śmierć nie świadczy o lekceważeniu życia ludzkiego. Tych, którzy tam zginęli, nie rząd rosyjski posłał do teatru na śmierć. Trzeba sobie znaleźć inne przykłady lekceważenia życia ludzkiego przez państwo rosyjskie. Takich przykładów nie brakuje, ale trzeba ruszyć głową, a nie tępo powtarzać zawsze to samo bez względu na okoliczności. Drugi stereotyp: władza w Rosji trzyma wszystko w tajemnicy. Nie ogłosili wszem wobec, jaki to był gaz! Zrobiono z tego gazu obiekt niesłychanego zaciekawienia narodu polskiego. Jeżeli już jesteśmy tacy ciekawi wszystkiego, to domagajmy się szczegółowych informacji od Amerykanów, co się stało z czwartym samolotem z 11 września. Były tam jeszcze inne niedopowiedzenia. O przebiegu wojny o Kosowo rzecznik prasowy NATO informował każdego dnia i obficie, ale znalazł się taki pisarz francuski (Regis Debray), który jednak chciał wiedzieć naprawdę, co się tam dzieje, zatem osobiście pojechał zobaczyć. To, co zobaczył, wcale nie świadczyło, że rzecznik prasowy nie miał nic do ukrycia. Zanarchizowanej Rosji stawia się w Polsce wyższe wymagania niż państwom dobrze urządzonym. Akurat rosyjska władza, uznawana za najgorszą, ma być najbardziej prawdomówna. Opinie Siergieja Kowaliowa o Rosji są w tym stopniu miarodajne, co opinie wybitnego skądinąd uczonego Noama Chomskiego o Ameryce. Przemoc w dzisiejszej Rosji w większym stopniu wynika z anarchii i mało skutecznych prób jej przezwyciężenia niż z przerostu władzy państwowej, jaki jej się ciągle zarzuca.
Istnieje kwestia, czy Czeczenia ma warunki empiryczne, by być krajem niepodległym. Wiara we wszechmoc polityki daje odpowiedź twierdzącą, która moim skromnym zdaniem jest fałszywa. Trzeba jeszcze odpowiedzieć na drugie pytanie: czy może powoływać się na prawo narodów do samostanowienia? Tu już odpowiedź dawana według własnych przekonań nic nie znaczy. Czas prawa narodów do samostanowienia minął, nieprawdaż? Nie żyjemy w XIX wieku, kiedy to prawo skupiało w sobie najszlachetniejsze nadzieje. I nie żyjemy w XX wieku, który te nadzieje zawiódł i pokazał, co to prawo może oznaczać w rzeczywistości. Wiemy już dość, aby je zrelatywizować, obwarować dodatkowymi wymaganiami, jednym narodom przyznać, a innym odmówić. Nie wystarczyło zdekolonizować na przykład Ugandę, należało ją jeszcze zabezpieczyć przed Aminem, nie wystarcza dać autonomię Palestyńczykom, trzeba jeszcze uwolnić ich od Arafata i nie wystarczy wycofać wojsko rosyjskie z Czeczenii, trzeba jeszcze ten nieszczęśliwy kraj wyzwolić od Maschadowa, Basajewa, jeżeli żyje, i od całej tej bandy szowinistycznych gangsterów. Wyposażonych, nawiasem mówiąc, w broń z rosyjskich magazynów. Jeżeli zwyciężą, sprawią oni swoim rodakom taką krwawą łaźnię, że kto przeżyje, od razu poczuje nostalgię za rosyjskimi porządkami.
Kto miał nadzieję, że lewica doszedłszy do władzy, poprawi politykę gospodarczą i socjalną, musi się zadowolić sprawdzoną wiadomością, że państwo nie ma pieniędzy. Czym mają się zadowolić ci, co się spodziewali, że rząd lewicowy wprowadzi trochę rozsądku do polityki zagranicznej na Wschodzie? Polscy politycy mogliby się w sprawie czeczeńskiej nie wypowiadać i nikt by nie zauważył, że oni się nie wypowiadają. Ale oni niestety mówią. Józef Oleksy powiedział w TVN („Kropka nad i”, 31.10), że z powodu niewłaściwego postępowania Rosji w Czeczenii należy „przedefiniować koalicję antyterrorystyczną”. Co to miało znaczyć? Wykluczyć Rosję z tej koalicji? Józef Oleksy ma swój własny idiom i ostrożnie, z namysłem dobiera słowa (stąpa po jajkach – jak mówią Francuzi). Ale nie zawsze. Mówiąc, że stosunek Zachodu do sprawy Czeczenii jest konsekwencją przyjęcia zasady nienaruszania integralności terytorialnej, dał do zrozumienia (dawanie do zrozumienia bardzo często zastępuje stwierdzenie), że tę zasadę należałoby w stosunku do Rosji uchylić. Odniosłem wrażenie, że Józef Oleksy wchłania płynącą z mediów emocjonalną, irracjonalną rusofobię i ubiera ją w abstrakcyjne formuły. Wcale ona przez to nie staje się racjonalna.

 

Wydanie: 45/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy