„Człenio”, czyli duże kariery małych ludzi

„Człenio”, czyli duże kariery małych ludzi

Wnikliwy i smakowity obraz światka dziennikarskiego w książce Heleny Kowalik

Helena Kowalik jest znakomitą reporterką, ale książkę napisała i publicystyczną, i reporterską zarazem. Jest w „Człeniu” bardzo dużo prawdy o tym, jak w latach 90. robiło się kariery, zdobywało pieniądze, jak rodziły się elity. A także wiele smakowitych – ale i przejmujących – historii z lat wcześniejszych: z epoki gierkowskiej, bo przecież dzisiejsze elity nie wzięły się znikąd (ten okres autorka zna wyśmienicie, bo wtedy zaczynała najaktywniejsze lata swej kariery zawodowej); oraz z lat jeszcze dawniejszych, aż od czasów wojny. Mowa tu o „historiach” – ale trzeba podkreślić, że wszystkie one, choć opisane przez autorkę w sposób sfabularyzowany, są całkowicie prawdziwe. Od pierwszej, opowiadającej o słynnych pod koniec lat 70. prasach inżyniera Nowaka (występującego w książce jako Dąbrowa), które miały być genialnym wynalazkiem, a okazały się fuszerką, wymyśloną w dodatku przez kogo innego, do bodaj ostatniej – o losach cennego obrazu, który zniknął przy okazji wynoszenia się partii z dawnego budynku KC PZPR w Al. Jerozolimskich.
Siłą autorki jest to, że wieloma tymi historiami zajmowała się wcześniej w swej pracy reporterskiej i wie o nich wszystko. Na pewno zna też całą prawdę o każdym zdarzeniu, które prezentuje w książce. Gdy więc opisuje starania synów o odszkodowanie dla ojca skazanego rzekomo niesłusznie w pierwszych latach po wojnie, to dowiadujemy się, iż w rzeczywistości skazano go słusznie, bo uczestniczył w grabieży ukrywającego się Żyda. Gdy przedstawia sukcesy dziennikarzy śledczych (jak pamiętamy sprzed paru lat, nawet nagradzanych za swe odkrycia), to pisze, że naprawdę „sukcesy” te polegały na tym, że oficerowie służb specjalnych sami przyszli do nich z materiałami wymierzonymi w konkretne osoby.
Profesja dziennikarska została przez autorkę opisana szczególnie wnikliwie i można rzec, bezwzględnie, jednak cóż, bardzo prawdziwie. Główny bohater Rafał, którego przepustką do kariery stała się krótka praca w resorcie spraw wewnętrznych (ale istotna, bo przy tworzeniu listy Macierewicza), szybko pokonuje kolejne szczeble drabiny dziennikarskiego cynizmu. Żegnamy się z nim w chwili upadku, ale zapewne chwilowego. Może więc Helena Kowalik napisze dalszy ciąg?
Powieść ma klucz, ale nietrudno go rozszyfrować. Gdy zatem czytamy o Starszym Dziennikarzu, dzielnie ukrywającym się w stanie wojennym, choć nikt go nie szukał, domyślamy się, iż chodzi o red. Stefana Bratkowskiego. Gdy poznajemy surowego ministra spraw wewnętrznych Baciarę o gorejących oczach, wiemy, o kogo chodzi. Wiadomo również, że pod postacią „Naczelnego Koniuszego RP”, Ludwika Sadrowskiego przedstawiony jest Wojciech Cejrowski. I łatwo też domyślić się, w jakiej redakcji, gdzie tekst czołówkowy nazywa się „czapą”, panują stosunki opisane przez autorkę.
Helena Kowalik nie ma żadnych złudzeń co do ludzkich intencji i motywacji ich działań. Pisze zaś tak, że jak się zacznie czytać, to aż do końca chce się wiedzieć, co będzie dalej.

Helena Kowalik, Człenio, Oficyna Wydawnicza Branta, Bydgoszcz – Warszawa 2008

AD

Wydanie: 39/2008

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy