Czy bezpłatna edukacja w Polsce to fikcja?

Czy bezpłatna edukacja w Polsce to fikcja?

Prof. Jan Papież,
pedagogika społeczna, Uniwersytet Gdański
Polski system edukacji tylko pozornie jest bezpłatny. Są bowiem takie obszary działalności szkoły, które wymagają nakładów finansowych rodziny, zwłaszcza w przypadku lepszej jakości kształcenia. To czyni je niedostępnymi dla znacznej części dzieci i młodzieży. Druga grupa wydatków to koszty  podręczników i pomocy naukowych (komputerów), internatów dla młodzieży zamiejscowej, dojazdów do szkół…  Wprawdzie za system finansowania oświaty w środowisku lokalnym odpowiadają samorządy, ale zróżnicowana sytuacja finansowa zmusza je do restrykcyjnych ograniczeń np. zajęć pozalekcyjnych i pozaszkolnych. W zajęciach pozalekcyjnych opłacanych z funduszy samorządowych lub przez rodziców bierze udział nie więcej niż 10% uczniów.

Dr hab. Marta
Zahorska-Bugaj,
Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski
Jak można mówić o bezpłatnej edukacji, jeśli warunkiem nauki jest zakupienie podręczników, których ceny rosną z roku na rok i osiągnęły już poziom niebotyczny? Co kilka lat wydatki na podręczniki się podwajają. W najgorszej sytuacji są dzieci ze szkół podstawowych. Tam większość uczniów korzysta z nowych książek, a jednym z powodów jest sprzedawanie podręczników w komplecie z ćwiczeniami.

Prof. Marian Niezgoda,
socjologia oświaty i wychowania, Uniwersytet Jagielloński
Rodzice są zmuszeni do ponoszenia kosztów nauki także w szkołach publicznych – muszą wyposażyć dziecko w podręczniki i pomoce szkolne, wnosić opłaty na potrzeby rad rodziców, czasami nawet partycypować w kosztach utrzymania budynku. Rodzice ponoszą też koszty zajęć dodatkowych. Opłacają pozaszkolną naukę języków obcych, muzyki, zajęć sportowych itp. A jeśli zamierzają kształcić dzieci w dobrych szkołach czy na najlepszych uczelniach, opłacają jeszcze korepetycje. Im uboższe społeczeństwo, tym te obciążenia są bardziej odczuwalne. Trzeba jednak podkreślić, że brak czesnego w szkołach publicznych (państwowych i samorządowych) daje szansę zdolnej, niezamożnej młodzieży zdobyć wykształcenie.

Prof. Sławomir Banaszak,
socjologia edukacji, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Chodzi nie tylko o to, kogo stać na pobieranie nauki, lecz przede wszystkim o to, które klasy społeczne kształcą się bezpłatnie, a które ponoszą wyższe koszty kształcenia. A pamiętajmy, że zarówno na poziomie szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, jak również na poziomie akademickim instytucje publiczne są wyżej wartościowane. Po prostu lepiej kształcą, a ich dyplomy są wyżej cenione przez pracodawców. To walka młodych ludzi głównie o dostęp do edukacji, ale i o szacunek społeczny, miejsce w strukturze społecznej czy zawodowy sukces. To jest klasowy wymiar edukacji.

Wiesław Kołak,
prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci
Zajęcia pozalekcyjne na początku lat 90. były bezpłatne, teraz większość jest płatna. Bardzo rozwinęły się korepetycje, nie tylko przygotowujące do promocji do następnej klasy, ale też rozwijające zainteresowania językowe, muzyczne itd. A co mają dzieci z rodzin materialnie niewydolnych? Dla nich nie ma nic. Dobrze, że są instytucje, które fundują np. wyprawki dla uczniów. Ostatnio w środowiskowym ognisku TPD na Pradze Północ bank BPH, przy okazji przekazania naszej organizacji czeku, dostarczył wszystkim dzieciom z ogniska takie wyprawki. Nie dla rozgłosu, bo telewizji ani prasy nie było.

Ryszard Proksa,
przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”
Konstytucyjnie jest to zagwarantowane, ale rodzice muszą ponosić coraz większe nakłady, głównie na nowe podręczniki, bo zmienia się podstawa programowa, ale trzeba też zapłacić za ubezpieczenie, kupić wyposażenie. Wydatek na jednego ucznia to 700-1000  zł i często są to pieniądze wymuszone na rodzicach. Martwi nas, że coraz większa liczba szkół staje się niepubliczna. Samorządy stosują ciche przyzwolenie na prywatyzację i wyzbywają się oświaty, która była pod ich opieką. Oczywiście robią to z powodu braku finansów, ale z czasem szkoły samorządowe, publiczne staną się gorsze niż niepubliczne.

Wydanie: 37/2013

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Komentarze

  1. Ryszard
    Ryszard 24 lutego, 2016, 10:45

    „Bezpłatna” edukacja – dobre sobie. Płacisz podatki? Więc PŁACISZ za edukację. Nie dajcie sobie wciskać ciemnoty, że coś jest „bezpłatnie”. Nauczyciele pracują za pieniądze, lekarze pracują za pieniądze, skąd je mają? Z budżetu państwa. A budżet państa skąd się bierze? 😛 A kuku.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy