Czy Kazimierz Marcinkiewicz stanie się rywalem premiera Jarosława Kaczyńskiego?

Czy Kazimierz Marcinkiewicz stanie się rywalem premiera Jarosława Kaczyńskiego?

Piotr Najsztub,
publicysta
Nie wykluczam, że Kazimierz Marcinkiewicz będzie tworzyć własną frakcję lub partię konserwatywno-chadecką, ale prędko to nie nastąpi. Musiałby nastać dla niego moment gniewu i buntu z powodu poszerzania przez PiS prawego skrzydła i likwidacji LPR, co powoli następuje. Jednak w naturze Marcinkiewicza nie ma walki z tym, który był dla niego wzorem. Nie uwierzyłby w zwycięstwo nad Jarosławem Kaczyńskim, on wierzy raczej, że jest mu niezbędny jako dopełnienie.

Łukasz Perzyna,
publicysta tygodnika „Solidarność”
Niewątpliwie tak by było, gdyby Marcinkiewicz wygrał wybory w Warszawie. Gdyby zajął w stolicy dawny fotel Lecha Kaczyńskiego, powstałby realny wariant alternatywnego przywództwa, ale dziś jest tylko petentem, a nie naturalnym kandydatem do sukcesji. Nie wiemy, czy będzie ministrem, czy prezesem albo przewodniczącym Rady Nadzorczej Orlenu, gdzie mógłby przeprowadzić także cały Instytut Sobieskiego. Nie znamy przyszłości, wiemy tylko, że teraz zależy ona od premiera Kaczyńskiego, a nie np. od Jana Rokity. Pomysł, aby stworzyć z nim i np. Kazimierzem Ujazdowskim oraz jego wiceministrem Jarosławem Sellinem nową partię, stanowiącą jakby strefę buforową nastawioną nie na zderzenie, ale na porozumienie PO z PiS, jest wirtualny. Obecna sytuacja Marcinkiewicza, który stał się nagle petentem, nie jest żadnym punktem startu do rywalizacji o przywództwo w PiS.

Krzysztof Leski,
publicysta TVP 3
Tak – i on nawet nie zaprzecza, że jest liderem liberalnego skrzydła PiS, choć od dłuższego już czasu liderem biernym. Nie sądzę, by teraz rywalizacja mogła przynieść powodzenie i doprowadzić do znacznych zmian wewnątrz PiS, chyba że partia ta znalazłaby się w dramatycznej sytuacji.

Andrzej Morozowski,
publicysta TVN
Teraz Marcinkiewicz dostał mocno po głowie i jego szanse, że się wybije na niezależność, spadły. Gdyby wszedł do stołecznego ratusza, to zyskałby olbrzymie zaplecze polityczne, mógłby rozdzielać stanowiska dla swoich i za pieniądze podatników tworzyć swoją partię lub frakcję w PiS. Teraz może jedynie uderzyć w ton, że PiS potrzebna jest inna twarz, nie zaciekle walcząca na barykadzie, ale spokojna, koncyliacyjna, i on może się stać taką twarzą PiS. Skoro nie ma władzy w Warszawie, nie jest dla premiera partnerem, ale Jarosław Kaczyński chyba podejmie ryzyko, że będzie miał pod bokiem człowieka popularniejszego niż on sam. Na razie zachowuje się ładnie wobec Marcinkiewicza i wykonuje przyjazne gesty.

Eryk Mistewicz,
doradca polityczny, kreator wizerunku
Kazimierz Marcinkiewicz jest dzieckiem Jarosława Kaczyńskiego i jego wychowankiem. Kaczyński zainwestował bardzo dużo, wyciągając go z trzeciego rzędu posłów i z głębi ugrupowania PiS, robiąc z niego premiera, a później rzucając na lidera stolicy. Gdyby teraz Marcinkiewicz go porzucił, byłaby to zdrada stanu i koniec kariery. Marzenia ludzi z PO, że zdobędą go, są urojeniem. To się Marcinkiewiczowi nie opłaca. Tatuś nie porzuci ulubionego synka, a w PiS nie ma miejsca na szarże indywidualne. To byłoby samobójstwo, działanie zupełnie bez sensu, a wybory są za ponad dwa lata.

Dr Lech M. Nijakowski,
socjolog, publicysta
Marcinkiewicz miał szansę, aby stać się rywalem Jarosława Kaczyńskiego, gdy był premierem. I choć budował swoje zaplecze, to nie zagrał va banque. Sądzę, że jest niezdolny do uprawiania Realpolitik, zwłaszcza w konfrontacji z tak nieufnym, bezkompromisowym i skłonnym do wodzostwa politykiem jak Jarosław Kaczyński. Marcinkiewiczowi ostał się jeno sznur orderów i nagród, i raczej szybko nie wróci do pierwszego szeregu politycznych graczy.

Ks. Kazimierz Sowa,
analityk, publicysta
On już jest rywalem, jest bowiem bardzo popularnym politykiem. Nie bardzo się z PiS identyfikuje i dlatego może stanowić realne zagrożenie dla lidera. Jest jednak pytanie, czy Marcinkiewicz chce być rywalem Kaczyńskiego i walczyć o pozycję nr 1. On może być wygodnym politykiem, który będzie pokazywał bardziej ludzką twarz PiS, i nawet występować jako „trzeci bliźniak”. Fakt, że nie uciekł z tej partii, choć w niej nie zrealizował do końca swoich planów. Może się otoczyć ludźmi w rodzaju Ujazdowskiego, którzy na pewno do PO nie wstąpią, ale w PiS też do końca nie będą. To jest szansa na rozszerzenie palety politycznej, ale nie sądzę, by ten dzień nastąpił szybko.

Wydanie: 49/2006

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy