Czy nadejdą lepsze czasy dla polskiej piosenki?

Czy nadejdą lepsze czasy dla polskiej piosenki?

Edward Pałłasz,
kompozytor, autor wielu popularnych przebojów
Nie jestem złego zdania o sytuacji polskiej piosenki, bo jest ona najzwyklejsza, normalna, czyli taka, na jaką jest zapotrzebowanie. O tym, czy jest to piosenka wartościowa, ambitna albo czy polskojęzyczna czy anglojęzyczna, decydują media. Rozkwit disco-polo jest zdrowym odruchem, bo świadczy, że coś się dzieje z mediami komercyjnymi i publicznymi, że w tej dziedzinie powstała nisza. Radio i telewizja najwidoczniej nie są do końca zafascynowane profesjonalną twórczością w dziedzinie muzyki rozrywkowej i ich funkcja promocyjna nie do końca jest spełniona. To oczywiście jest zjawisko szersze, znane w całej Europie, choć być może Włosi czy Francuzi bardziej dbają o zachowanie rodzimej spuścizny kulturowej niż my. Ale ich zabiegi promocyjne też niewiele dają.

Paweł Kukiz,
muzyk rockowy
Może ktoś uzna, że mam obsesję na punkcje idei zmiany systemu politycznego, ale są tutaj co najmniej dwa aspekty powodujące, że nasza piosenka jest miałka, nijaka, żadna. Za moich młodych lat istotą radia była muzyka, dzisiaj są nią propaganda polityczna i reklama. Kiedyś do radia przyciągała słuchaczy piosenka, czasami wręcz hipnotyzowała swoją treścią, melodią, dziś te cechy są niepożądane, bo chodzi o przekazanie komunikatu propagandowego albo o reklamę produktu. Tak czy inaczej, chodzi o produkt rynkowy lub polityczny, a piosenka w radiu ma być tylko nijaka, aby nie odwracać uwagi od tego, co dziś najważniejsze. Tu nie ma miejsca na żadną kontestację i silne emocje, żaden niepokój, który może tkwić w tekście czy w muzyce, bo nic nie powinno odwracać uwagi od reklamy tabletki na rozwolnienie. Brak wszelkiej emocji pozytywnej czy kontestacji w nadawanych piosenkach wynika bezpośrednio z działania w systemie łupieżczego kapitalizmu. Każda osoba, która chce kontestować ten system, jest po prostu natychmiast blokowana przez rozgłośnie i tzw. krytykę. Wprawdzie moja płyta „Siła i honor” nie jest specjalnie radiowa, ale wbrew temu, co napisała o niej „Gazeta Wyborcza”, bez przesłuchania zawartości tej płyty, nie jest też faszystowska. Za komuny uważało się, że Jarocin był jakimś społecznym wentylem bezpieczeństwa, a gdzie dziś jest jakikolwiek wentyl? Dajcie nam go. Wtedy był podział na my i oni, a dziś liczy się nie zawartość, nie smak, tylko kolorowe opakowanie. Autorzy, którzy się z tym nie zgadzają, spotykają się z zarzutem impotencji twórczej i oczywiście tracą finansowo. To samo dotyczy satyry. Jednak co innego Stańczyk, co innego płatny błazen. Ja wolę zostać Stańczykiem.

Maryla Rodowicz,
pierwsza gwiazda polskiej piosenki
Chyba nie nadejdą, bo za dużo trzeba by zmienić. Przede wszystkim chodzi o stosunek mediów do polskiej piosenki. One są kompletnie nią niezainteresowane, a przecież coś musi napędzać to środowisko, być jego kołem zamachowym. Sprzedaż płyt jest coraz słabsza, bo w mediach nie jest promowana piosenka, tylko talent shows, gdzie młodzież śpiewa same covery. Także radio komercyjne niechętnie gra polskie piosenki. W związku z tym powiem krótko – jest kicha.

Dr hab. Wacław Panek,
muzykolog, autor pierwszej polskiej encyklopedii muzyki rozrywkowej
Wierzę, że takie czasy nadejdą, chociaż w tej chwili nie dostrzegam takiej perspektywy. Wiarę w zmiany opieram jednak na przekonaniu, że w Polsce w końcu coś musi się zmienić. Musimy stać się normalnym krajem, a nie chorym państwem, ponieważ to nasza państwowość zdecydowanie wpływa na twórczość artystyczną, na rynek. Tak jest wszędzie, tylko że nasza państwowość nie jest normalna, jak w innych krajach, lecz zupełnie chora. Mamy niesprawny, rozdrapany, niefunkcjonujący normalnie organizm państwowy. Nie widzę więc takiej możliwości, aby dziś był dobry czas dla polskiej piosenki. W chorym kraju także jego dusza jest chora, a piosenka jest jednym z wyrazicieli tego ducha.

Wydanie: 19/2013

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy