Czy naprawdę tacy jesteśmy?

Czy naprawdę tacy jesteśmy?

Bać się można, ale pomagać trzeba. Tak bym określił najbardziej elementarne zachowanie, jakiego człowiek w potrzebie może oczekiwać od drugiego człowieka. Niezależnie od narodowości, wyznania czy koloru skóry. Strach przeciętnego człowieka żyjącego z dala od polityki, a wiedzę o świecie czerpiącego z telewizji, może być zrozumiały. Bo jak nie ulec emocjom, gdy ogląda się jednostronny zalew nieakceptowalnych zachowań przybyszów. Dobrym przykładem tego, jak manipuluje się naszymi emocjami, są informacje o Czeczenach, którzy przecież nie tak dawno przyjechali do Polski. Na 85 tys. ludzi, którzy znaleźli się w naszym kraju, zastrzeżenia służb specjalnych dotyczą kilkunastu. No i co? O kim się mówi? O nich, tylko o nich. I nimi się straszy. To jaką opinię o Czeczenach będzie miał

Polak, który w ciągu ostatnich lat nie spotkał nawet jednego?

Dlatego ten strach, rozsiewany przez interesownych polityków i niemądre media, może być zrozumiały. Ale w żadnym razie nie może być usprawiedliwieniem dla obojętności i bierności. Haniebne jest przede wszystkim zachowanie większości polityków wobec tej katastrofy humanitarnej powodującej masową ucieczkę z krajów, w których toczy się wojna. Ludzie są w potrzebie. I, co oczywiste, potrzebują naszej pomocy. Teraz na nic im papierowe deklaracje i puste gadki o kwotach. Nie zasłoni się nimi egoizmu i tchórzostwa. Pomoc uciekinierom jest poza dyskusją. Jest obowiązkiem. Zwłaszcza w kraju, który na takich deklaracjach zbudował swoją wspólnotową tożsamość. Wygodnie się żyje za parawanem słów, że gość w dom, to Bóg w dom, że polska gościnność to nasz znak firmowy. Tymczasem gdy nadchodzi czas próby, większość mówi twarde nie. Na trasie ciągle widzę samochody z symbolem ryby. Ciekaw jestem, ilu z tych ludzi tak manifestacyjnie podkreślających swoją religijność mówi migrantom „tak”. I czy coś robi, by im pomóc.

Niezbyt wiele słyszę głosów, które sprzeciwiałyby się temu dość powszechnemu w Polsce „nie”. I temu odkładaniu decyzji na kiedyś. Może po wyborach? A może ktoś inny tych ludzi z Afryki i Azji przygarnie? A my będziemy jak dotąd. Zawsze otwarci. Zawsze życzliwi.

Wydanie: 39/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. murator
    murator 21 września, 2015, 23:03

    Nie dostrzegam ostatnio zainteresowania “polityków” III RP losem mieszkanców Polski – którzy od lat pracuja i placa podatki. Prosze jechac na jakiekolwiek lotnisko i pytac swoich rodaków którzy przylatuja z Londynu, Manchesteru czy Doncaster dlaczego tam wlasnie polecieli i dlaczego wzbogacaja Anglie – a nie Polske !? Co wlasciwie robi ONZ ? Czy Polska nie placi skladek i nie moze domagac sie od lewusów w ONZ-cie odpowiedniej reakcji -> wyslania obserwatorów/rozjemców w te tereny !? Moze to temat na nastepny artykul – jezeli ma Pan odwage (?) 😉

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy