Wspólne sprawy i szara strefa

Wspólne sprawy i szara strefa

Obecnie panujące nam królestwo rynku robi wszystko, aby pokazać, że wszelkie problemy publiczne mają charakter jednostkowy, prywatny – dotyczą tylko wybranych osób i odrębnych przypadków, między którymi nie ma podobno żadnej zależności. Nawet bezrobocie przez długi czas ukazywano w Polsce jako problem jednostkowy. Jak pisał zmarły na początku stycznia tego roku Ulrich Beck, wybitny socjolog niemiecki, „W warunkach indywidualizacji ludzie zostają obarczeni masowym bezrobociem jako osobistym losem. Dotknięci bezrobociem muszą obecnie sami dać sobie z tym radę. (…) Jednostką, w którą uderza bezrobocie i bieda, nie jest już grupa, klasa, warstwa, lecz jednostka rynkowa z charakterystycznymi dla niej uwarunkowaniami”.

Bezrobocie w tej perspektywie – choć jest to zjawisko jak najbardziej ponadjednostkowe – przybiera charakter zupełnie prywatny. Zarówno jego przyczyny, jak i sposoby radzenia sobie z nim sprowadza się do niewłaściwych lub pożądanych cech jednostki. Wśród negatywnych zazwyczaj znajdują się – tak przynajmniej można usłyszeć od ekspertów rynku pracy, polityków i komentatorów medialnych – brak odpowiedniego wykształcenia, niewłaściwy styl życia, nieodpowiednie cechy osobowościowe, niedostosowanie do potrzeb rynku. Z kolei w katalogowej wyliczance cech pożądanego pracownika znajdziemy: innowacyjność, kreatywność, elastyczność w działaniu, odpowiedni kapitał społeczny, mobilność czy zdolność do poświęceń. Pomijając fakt, że pod tymi zaklęciami zazwyczaj wiele się nie kryje (w rzeczywistości są to raczej cechy przeciwne do oficjalnych nazw – posłuszeństwo, brak samodzielnego myślenia, sztywność w działaniu określona korporacyjnymi regulaminami), sama diagnoza wskazująca, że chodzi tylko o zmianę postawy jednostki, jest z założenia błędna.

Podobne triki i opisy stosuje się wobec innych zjawisk. Bieda, wykluczenie, apatia, niezadowolenie – według oficjalnych opisów to odosobnione przypadki, a nie żadne społeczne czy masowe zjawiska. To nie są „wspólne sprawy”, lecz jedynie prywatne bolączki. Co więcej, jeśli są to wyłącznie prywatne troski, a nie publiczne problemy, do ich rozwiązania należy użyć nie działań na rzecz zmiany systemu, ale interwencji rynkowych doradców, ekspertów i specjalistów. A ci na każdą społeczną bolączkę – zgodnie z telewizyjną reklamą – znajdą odpowiednie lekarstwo oferowane przez rynek.

„Wspólne sprawy” to najniebezpieczniejsze zjawisko dla panujących obecnie sił. „Wspólne sprawy” wyzwalają obywatelskie zaangażowanie, zamieniają prywatne troski w problemy systemowe i tworzą społeczną solidarność oraz ludzki opór wobec istniejącego porządku.

Rynek, podobnie jak państwo, czuje awersję do oddolnych i nieoficjalnych działań społecznych. Państwo zawsze zwalczało wszelkie wspólnoty, które obchodziły oficjalne struktury i radziły sobie bez biurokratycznej rutyny wspieranej przez państwowy przymus. Rynek natomiast zwalcza wszelkie działania, które nie są nastawione na zysk i wyzwalają ludzi z roli konsumentów zamkniętych w pieniężno-towarowej logice. Ta sfera niezależna od przemocy państwa, jak i bojkotująca gospodarkę rynkową jest obszarem swobodnej współpracy i oddolnej wspólnoty. Zygmunt Bauman określa ją mianem „szarej strefy międzyludzkiej solidarności, przyjaźni i partnerstwa”. Działa ona dobrowolnie, bez przymusu i nie dla zysku – kierowana jedynie impulsem moralnym i niezgodą na status quo. Bez niej życie w bezdusznym systemie opartym na kontroli państwa i rynku byłoby nie do zniesienia. Każdy zalążek szarej strefy na poziomie ruchów protestu, aktywności obywatelskiej, wspólnot sąsiedzkich, ruchów związkowych czy spontanicznych inicjatyw społecznych budzi niepokój władzy. Premier Kopacz chowa się nawet przed małym protestem lekarzy – obecna elita polityczna w Polsce straszliwie boi się każdego niekontrolowanego przejawu aktywności. A może być jeszcze dla niej gorzej.

Szansa na zwycięstwo sił lewicowych i antysystemowych w Grecji i w Hiszpanii już teraz budzi strach biznesu i klas panujących w Europie. Może to nie tylko spowodować zakłócenie gry „sił rynkowych”, ale także poruszyć społeczno-polityczną lawinę – obywatele mogą zacząć się domagać zamiast wspólnego rynku wspólnych praw i bezpieczeństwa socjalnego. To spowoduje pewnie dalsze pikowanie złotówki (już teraz leci ona ostro w dół, choć w polskich mediach słychać wyłącznie o pikowaniu rubla). Jednak w wymiarze politycznym wydarzenia w Europie mogą też się stać pewną inspiracją i przyczynkiem do publicznej debaty na temat polskiej polityki. Każde takie ożywienie sprzyja upominaniu się o „wspólne sprawy”. A wtedy pojawiają się niebezpieczne dla rządzących pytania o sens realizowanych projektów polityczno-ekonomicznych. Nawet drobny żar społecznego niezadowolenia w takim kontekście może spowodować duży pożar zagrażający elitom władzy. Czy Platforma Obywatelska i jej doradcy zdają sobie z tego sprawę? Szara strefa może obejść kontrolę aparatu państwa, propagandę korporacyjnych mediów i nadzór chciwych funkcjonariuszy rynku. Im bardziej obszar szarej strefy będzie się rozszerzać, tym lepiej dla nas wszystkich.

Wydanie: 3/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk

Komentarze

  1. Ewa
    Ewa 16 stycznia, 2015, 15:43

    Zostałam natchniona „Swobodnymi myślami z Wrocławia” Piotra Żuka i rozpisałam się o tym na swoim blogu. Rzecz w tym, że mnie też wkurza traktowanie problemów publicznych jako spraw jednostkowych, prywatnych. I związane z tym pranie mózgów społeczeństwa polegające na imputowaniu ludziom, że są sami sobie winni.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy