Czy nauczyciele mają powody do strajku?

Czy nauczyciele mają powody do strajku?

Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego
Tak. Odpowiedź jest twierdząca z wielu powodów. Wystarczy popatrzeć, ile nauczyciele stracą. Rząd odbiera wszystko, co mogło przyciągać do zawodu, czas pracy i emerytury, a tłumaczy to przewrotnie, że stwarza szansę samorządom. Dziś wydajność jest wyśrubowana, a wzrost wynagrodzeń nie pokrywa wzrostu pensum. Mamy też powody do strajku wynikające z troski o realizację programu nauczania. Zdecentralizowanie odpowiedzialności, przeniesienie uprawnień do samorządów sprawi, że nie wszyscy sobie z tym poradzą, zwłaszcza przy obecnych rygorach. W ten sposób oddajemy naszą powszechną oświatę w ręce kolejnych „ojców dyrektorów”, którzy niekiedy nie mają wystarczających kompetencji. Dla wielu samorządów ważniejsza od szkolnictwa będzie np. kanalizacja, a to będzie skutkować likwidacją szkół.

Krystyna Łybacka, b. minister edukacji narodowej, posłanka SLD
Niepokój budzi rezygnacja ministerstwa z odpowiedzialności za system edukacyjny i całkowite przekazanie go samorządom. Samorządy są dobrym partnerem, ale nie wszędzie są w nich kompetentne jednostki. Przekazanie odpowiedzialności za cały system oświaty grozi dziką, nieprzemyślaną prywatyzacją, a w konsekwencji zniknięciem wielu placówek. Nie może być tak, że przy decyzjach o szkołach zwycięży szukanie oszczędności, bo wtedy szkoła przegra, gdyż nie mamy silnego lobby oświatowego. To wrażliwa i delikatna kwestia. Decentralizacja oświaty wymaga wyjątkowej mądrości władzy, a z tym bywa różnie. Samorządy są mądre, ale bywa, że podejmuje się decyzje nieprzemyślane, irracjonalne, nieprzewidujące skutków. Dotyczy to również planów ograniczenia kontroli kuratoriów nad oświatą. Skandale, jakie już się objawiły przy organizacji egzaminów w gimnazjach i liceach, są wyraźnym ostrzeżeniem. Myślę też, że nauczyciele również powinni być beneficjentami wzrostu, żądania płacowe są więc słuszne

Jakub Rzekanowski, redaktor naczelny „Głosu Nauczycielskiego”
Odbył się już jednodniowy strajk, był skuteczny, bo zmusił rząd do podjęcia negocjacji z nauczycielami, ale teraz rząd wykorzystał wakacje, by za plecami nauczycieli i związków zawodowych zgłosić projekty ustaw z pomysłami, które wcześniej się pojawiały w luźnych dyskusjach i wypowiedziach. Dziś min. Szumilas mówi, że od maja trwają rozmowy, jednak rząd wykazuje skłonności, by dialog zastępować monologiem. Niby słucha, co związki mają do powiedzenia, ale nie ma mowy o negocjacjach, bo projekty ustaw są wycofane z konsultacji, a zapisane są w nich najbardziej skrajne wersje wszystkich pomysłów reformatorskich. Pomysł zliberalizowania i zdecentralizowania oświaty, kiedy państwo się wycofuje z odpowiedzialności za oświatę i przekazuje wszystko w gestię burmistrzów i wójtów, poskutkuje obniżeniem jakości oświaty. Tylko zamożniejsze grupy społeczne poradzą sobie, wysyłając dzieci do najdroższych szkół prywatnych. Natomiast większość nauczycieli próbuje się pozbawić gwarancji stabilności zawodowej, ograniczając kartę nauczyciela. Także pomysł zwiększenia pensum jest perfidny, bo spowoduje zabranie pracy jednej piątej nauczycieli. Co piąty będzie do zwolnienia w ramach oszczędności, a to oznacza pozbycie się 100 tys. ludzi. Zwiększenia pensum i czasu pracy nauczyciela podwyżki nie zrekompensują w żaden sposób.

Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji narodowej
Żyjemy w demokratycznym państwie, gdzie każdy ma prawo wyrażać swój pogląd. Mogą to również czynić zgodnie z obowiązującymi regułami nauczycielskie związki zawodowe. Czy mają powody do protestu, to już kwestia oceny sytuacji przez samych zainteresowanych. Resort edukacji i rząd wychodzi z propozycjami dla środowiska nauczycielskiego i te propozycje są już dobrze opisane i znane nauczycielom. Zaproponowaliśmy m.in. dwa razy po 5% podwyżki uposażeń do 2009 r., na co rząd przeznacza 2,8 mld zł. Podwyżka obejmie nauczycieli wszystkich stopni łącznie ze stażystami. Nadal dyskutujemy ze związkami zawodowymi, bo rząd bardzo intensywnie i uważnie podchodzi do problemów oświaty. Negocjacje w tej sprawie toczą się od maja br.

Dr Beata Pituła, pedagogika, Uniwersytet Śląski
Takie powody są. Ciągle nie została rozstrzygnięta kwestia stabilizacji zawodowej, również dyskusja o płacy nauczycielskiej pokazuje, że nie są oni na wysokim na szczeblu drabiny społecznej. Projekty zwiększenia pensum, podnosząc publicznie kwestię, że nauczyciel pracuje „tylko” 18 godzin, są wysoce niepoważne, tak jakby ci, którzy o tym mówią, nie widzieli dalej czubka swojego nosa. Niestety warunki pracy są ciągle w tym zawodzie nie najlepsze, a nakłady na oświatę też nie są zadowalające. Wprowadzenie sześciolatków do szkół pokaże, że owe szkoły nie są przygotowane na przyjęcie dzieci. Nie chodzi o kwalifikacje ani kompetencje nauczycieli, ale przede wszystkim o warunki w placówkach oświatowych, które nie dysponują tym, co pozwoliłoby skutecznie i bezpiecznie przeprowadzić ten proces.

Andrzej Sadowski, Centrum im. Adama Smitha
Tak, ale nie te, dla których pragną strajkować. Powinni się upominać o prywatyzację i wyjęcie kompetencji spod kontroli rządu. Tylko wspólnoty lokalne są w stanie zapewnić właściwe warunki i standardy edukacji. Dlatego nauczyciele powinni być zainteresowani tym, aby wyjąć szkolnictwo spod kontroli rządu.

Notował Bronisław Tumiłowicz

 

Wydanie: 35/2008

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy