Czy w Polsce jest tak dobrze, jak mówią bracia Kaczyńscy?

Czy w Polsce jest tak dobrze, jak mówią bracia Kaczyńscy?

Prof. Joanna Senyszyn,
ekonomistka, posłanka SLD
Jest dokładne powtórzenie wczesnego PRL. Jak partia mówi, że nie da, to nie da, a jak mówi, że da, to mówi. Jarosław Kaczyński prowadzi postmarcinkiewiczowską politykę, czyli klasyczny marketing polityczny, w którym, jeśli coś powtarza się 1000 razy, to staje się to prawdą. To dlatego 70% Polaków jest zadowolonych nie wiadomo z czego. W styczniu np. mamy nowe podwyżki cen, staliśmy się państwem policyjnym. Styl wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego przypomina mowy Kononowicza: żeby nie było bandyctwa i biurokracji, żeby nie było niczego. To ostatnie jest chyba najbardziej prawdopodobne. Kaczyńscy podporządkowują sobie Kościół, IPN, rzecznika praw obywatelskich, Trybunał Konstytucyjny, NBP, KRRiTV. Atmosferę takiej Polski najlepiej oddawała szopka noworoczna, z której widać, że nawet jej autorzy byli bardzo podporządkowani braciom.

Piotr Tymochowicz,
kreator wizerunku polityków, specjalista od marketingu politycznego
Stalin i Iljicz Lenin, ale także Erich Honecker i Egon Krenz bez przerwy podkreślali, że ich lata są najlepsze w historii. Każdy dyktator albo polityk o zapędach dyktatorskich popełnia jednak błąd, kiedy nadmiernie chwali swoje osiągnięcia, zwłaszcza jeśli to nie ma związku z rzeczywistością albo zasługi należy przypisać poprzednikom, a nie rządzącym obecnie. Wydaje się jednak, że prości ludzie, zwłaszcza mieszkańcy zaniedbanych regionów, bardzo potrzebują dyktatora, który weźmie wszystko w garść, a taki jest Jarosław Kaczyński. Bracia nic nowego nie wymyślili. Ku przestrodze można przypomnieć, że Saddam Husajn również w swej propagandzie podkreślał, że każdy rok jego rządów jest lepszy od poprzedniego. Mam jednak nadzieję, że na tym analogie się kończą.

Janusz A. Majcherek,
publicysta „Tygodnika Powszechnego”
Aż tak dobrze to nie jest. Jeśli brać pod uwagę wskaźniki, np. wzrost PKB czy poziom bezrobocia, to były już lepsze lata. Natomiast badania opinii publicznej świadczą o tym, że społeczeństwo jest przekonane, że jest gorzej niż w rzeczywistości. W opinii ekonomistów obecna ekipa rządząca nie miała wpływu na ubiegłoroczne wskaźniki gospodarcze, bo te były wynikiem działalności poprzedników oraz impulsów płynących z UE. Odrębnym zagadnieniem jest sytuacja polityczna. Jej poziom sięgnął dna, co potwierdzają liczne afery.

Prof. Zbigniew Nęcki,
psychologia, UJ
Moim zdaniem, nastroje są dobre i powstaje odczucie, że się ludowi poprawiło, a wskaźniki wyglądające optymistycznie skłaniają do takich ocen. Choć gospodarce wiedzie się dobrze, to jednak dzieje się tak nie dzięki, ale wbrew pomysłom szefów, którzy tylko siedzą i chytrze przypisują sobie wszelkie sukcesy. Dobrze, że chociaż nie za bardzo psują. Niech się nie wtrącają, a gospodarka sobie sama poradzi.

Ryszard Bugaj,
ekonomista, polityk
To zależy jak komu. Wzrost gospodarczy jest znaczny, ale nie przekracza standardów koniunktury międzynarodowej. Nastąpił spadek bezrobocia i wzrost płacy realnej, ale cały czas rośnie zróżnicowanie materialne i część Polaków w ogóle nie odczuwa satysfakcji z tego wzrostu. Wzmogło się zjawisko emigracji, niektórzy odnotowują więc duży sukces, ale inni spadają na samo dno. Nie ma rozsądnych powodów, aby ten rok uważać za najlepszy. Sytuacja polityczna nie jest jednoznaczna, a prezydent w swym noworocznym orędziu nie zająknął się na temat żadnego konkretnego problemu, była to więc niezbyt sprawnie śpiewana pieśń pochwalna. To źle, że grupa rządząca niczego nie widzi.

Prof. Andrzej Zybertowicz,
socjolog, UMK
Ani nie jest tak dobrze, jak mówią rządzący, ani tak źle, jak twierdzi opozycja. Jeśli jednak określimy kryteria, to oceny mogą mieć sens. Np. informacja podana przez Ministerstwo Finansów, że deficyt budżetowy jest mniejszy od planowanego, oznacza, że nie można zarzucać rządzącym psucia finansów państwa. Można powiedzieć, że procesy zmian zostały zainicjowane, ale jeszcze nie dały oczekiwanych efektów. Jeśli rządzącym damy trójkę z plusem, to opozycji tylko trójkę, bo np. gabinet cieni to, jak powiedział żartem Kazimierz Marcinkiewicz, gabinet cieniasów. Nie ma ani konkurencyjnych projektów, ani konkretnych dyskusji, nikt nie buduje alternatywy. Czy rok 2006 był najlepszy w 17-leciu? To zależy od przyjętych kryteriów. Na pewno nastąpiło poszerzenie pola debaty publicznej. Twierdzę, że jeszcze nigdy nie było prezentowane tak szerokie spektrum poglądów. PiS paradoksalnie poszerzyło jakość pracy mediów, bo one, szukając słabych punktów tej partii, pokazują także słabości opozycji.

Prof. Jan Widacki,
prawnik, b. wiceminister spraw wewnętrznych
Przestępczość spada, ale nie na widok Kaczyńskiego, Ziobry czy Dorna, tylko na skutek niżu demograficznego. Już od 2001 r. zaczął się ten proces, bo coraz mniej jest ludzi w młodym wieku, a dodatkowo spora część wyjechała za granicę. Rządzący chcą jednak przypisać sobie nawet zasługi wynikające z praw przyrody. Tymczasem we wszystkich dziedzinach życia jest duszno, grzebiemy się w gnoju. Tak złej atmosfery w Polsce już dawno nie było.

Wydanie: 2/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy