Czy system awansowania nauczycieli premiuje najlepszych?

Czy system awansowania nauczycieli premiuje najlepszych?

Jakub Rzekanowski, redaktor naczelny „Głosu Nauczycielskiego”
System umożliwia wielu nauczycielom zdobywanie stopni awansu zawodowego, ale ogromna część tej społeczności może się dziś wylegitymować najwyższym stopniem nauczyciela dyplomowanego, więc dla nich już nie ma oferty kontynuacji. Stąd dosyć powszechne przeświadczenie o potrzebie przebudowania systemu awansu zawodowego. ZNP zbiera opinie, jak dokonać takiej modyfikacji, która działałaby motywująco do rozwijania umiejętności i podnoszenia kwalifikacji. Dobrze, że system wiąże awans zawodowy ze wzrostem wynagrodzeń, jednak nie powinien być elitarystyczny, ale jak najbardziej powszechny. Nie chodzi o wyłuskiwanie nielicznych najlepszych nauczycieli, wybijających się ponad przeciętną, ale o stworzenie możliwości docenienia ciężkiej, codziennej pracy każdego dobrego nauczyciela. Ciągłe dokształcanie jest wpisane w specyfikę tego zawodu i osiąganie kolejnych szczebli wydaje się czymś naturalnym, wręcz oczywistym. Istnieje więc problem, co zrobić z „piątym szczeblem” w systemie awansu. Rozwiązanie tego problemu powinno się dokonać w dialogu z nauczycielami. Jeśli nowy system zostanie narzucony przez urzędników i jeśli nauczyciele zostaną po raz kolejny zaskoczeni, to mogą już tego nie zdzierżyć. Trzeba jednak osiągnąć jakiś konsensus, zdając sobie sprawę, że nie jest możliwe stworzenie takiego systemu, który zadowoliłby wszystkich.

Wojciech Dziewanowski, dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. K.I. Gałczyńskiego w Otwocku
Nie premiuje. Zbiera się tylko papierki, później ładnie opakowane dostarcza i tak się awansuje. Osoby, które nie zbierają papierków, mogą stawać na głowie, robić w szkole Bóg wie co – i niczego nie osiągną. Ale jak już ktoś ten najwyższy stopień nauczyciela dyplomowanego zdobędzie, to w tym apogeum może nie robić nic, niżej nie spadnie, nie ma takiej możliwości. Różnice w uposażeniu pomiędzy nauczycielem stażystą a nauczycielem dyplomowanym nie są specjalnie duże, powinny być większe. Sam system staje się coraz bardziej uproszczony, sądzę też, że powinien być bardziej szczelny, przydałyby się wizyty w szkole, aby zobaczyć, jak wyglądają lekcje tych z najwyższym stopniem. Oczywiście dyrektor też w tym bierze udział, jest przy rozmowie kwalifikacyjnej, poświadcza autentyczność zebranych do teczki dokumentów, ale ja osobiście po takich rozmowach wielokrotnie odczuwałem niesmak. W mojej szkole jest 35 nauczycieli dyplomowanych i oni niestety wcale nie są najlepszymi nauczycielami. Z kolei ci lepsi mają ogromne problemy, by uzyskać awans traktowany wciąż bardzo formalnie.

Radosław Moskal, Nauczyciel Roku 2009, od 20 lat uczy przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół nr 3 w Ostrowcu Świętokrzyskim
Nie do końca tak jest. Wiele zależy od tego, jakie podejście do tego nauczyciela ma szefostwo. Jestem pewny, że gdyby spróbować przepchnąć wniosek o awans jakiejś wirtualnej, nieistniejącej osoby, uzyskać potrzebne podpisy i zebrać teczkę z odpowiednimi papierkami, to taka akcja mogłaby zakończyć się powodzeniem. Awansowano by osobę, której w ogóle nie ma. Wszystko jest w rękach dyrekcji i panujących układów. W każdym razie zawartość nauczycielskich teczek nie odzwierciedla całej prawdy. Pedagodzy z tytułami nauczyciela mianowanego czy dyplomowanego nie muszą wiele robić. Jedynie najwyższy stopień „profesora oświaty” jest poza zasięgiem takich ludzi, bo tutaj decyzje wydaje niezależna komisja.

Tomasz Gliszczyński, nauczyciel matematyki w CXIX Liceum Ogólnokształcącym im. Jacka Kuronia w Warszawie
Już dawno tak nie jest. Ten system jest teraz bardzo sformalizowany, wymagania są stosunkowo łatwe do spełnienia, ale nauczyciele w momencie uzyskania awansu przestają się dokształcać. Potrzebują awansu tylko do czasu, gdy uzyskają wyższy stopień, ale nie robią wiele, by stać się rzeczywiście lepszymi. Jest to interes czysto biurokratyczny, który jednak daje wzrost pensji. W prywatnych szkołach te stopnie nie mają większego znaczenia. Ich dyrektorzy negocjują uposażenie nauczyciela z każdym indywidualnie i płacą też bardzo różnie. Chcą mieć dobrych nauczycieli w rzeczywistości, a nie tylko na papierze. Muszą też uważać na to, co mówią rodzice, którzy płacą za naukę swoich dzieci. To oni mają nierzadko wpływ na zatrudnienie tego lub innego nauczyciela. Często jest tak, że nauczyciel uważany za dobrego w szkole państwowej nie utrzymałby się w prywatnej. System był przygotowywany w latach 90. i nie do końca tak to miało wyglądać. W szkołach, w których ludziom się płaci małe pieniądze, nauczyciele są bardzo wrażliwi na wszelkie, nawet drobne różnice w uposażeniach. I często w tych sprawach zachowują się gorzej niż uczniowie.

Dr Tomasz Kowalczuk, polonista i filozof, UW
Są nauczyciele korzystający z systemu, którzy w pełni na tytuł dyplomowanego zasługują, ale są tacy, którzy tylko podążają tropem papierkowym i też awans otrzymują. Dobry nauczyciel rzadko ma czas na takie starania, bo jest skoncentrowany na pracy z uczniami, którzy się do niego garną. Nie ma tyle siły, by walczyć o odpowiedni papierek.

Wydanie: 41/2010

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy