Czy publiczne debaty trafiają w zainteresowania Polaków?

Czy publiczne debaty trafiają w zainteresowania Polaków?

Prof. Janusz Adamowski, dziekan Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW
Chyba Polacy są nimi coraz mniej zainteresowani, bo coraz mniej wierzą w ich skuteczność. Tego rodzaju sposoby debatowania wykorzystują nasi politycy, którzy dialogują po swojemu, i właśnie z tego powodu staje się to bardzo mało skuteczne.

Dr Joanna Dzwończyk, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, Katedra Nauk Politycznych
To zależy, czego debata dotyczy. Czy jest to debata między kandydatami do PE, czy np. debata związkowców z premierem, czy też jakaś szalenie ważna „rozmowa Polaków” w bardzo zasadniczej kwestii naszego być albo nie być. O ile taka rozmowa nie dotyczy fundamentalnych spraw państwa lub narodu, to sądzę, że nie trafia w nasze zainteresowania. O tym świadczą zbierane na gorąco opinie, choćby studentów. Odnoszę wrażenie, że jesteśmy już bardzo zmęczeni jako bierni uczestnicy, nie chcę powiedzieć „bohaterowie” tych debat. Trzeba staranniej przygotować się merytorycznie do wymiany opinii, bo to nie może być takie męczące przekrzykiwanie się, co zostaje skwitowane zdaniem: „Znowu się kłócą”. Pojęcie „debata” źle się kojarzy, tak jak źle się kojarzy sama polityka. Do Polaków w ten sposób już się nie trafi, nie ma odpowiedniej formuły dialogu, a dotychczasowy się zdewaluował. Coś ważnego musiałoby się stać, aby autentyczna debata odżyła.

Dr Marcin Kowalczyk, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, Zakład Ekonomii, Finansów i Prawa Finansowego
Myślę, że uczestnicy tych debat (np. ostatniej, w której występowali premier i związkowcy) mają sprzeczne oczekiwania związane z istotnymi problemami społecznymi (w tym wypadku chodziło o wykupienie stoczni). Dlatego m.in. debaty rozczarowują. Osobiście oczekiwałbym istotnych deklaracji wynikających z tego rodzaju debat, a do takich, mimo okrojonego spotkania na szczeblu związkowcy-rząd, nie doszło. Być może zabrakło zrozumienia, że w istocie nie można już sprawy pomocy publicznej dla stoczni ciągnąć w nieskończoność. To już nie jest wyłącznie sprawa polska. Trzeba się zdecydować, czy zachować miejsca pracy, czy zmienić profil tego sektora, dokonać przebranżowienia itd. W debacie powinny zapaść rozstrzygnięcia o charakterze długofalowym, a nie doraźnym.

Dr Barbara Jolanta Lewenstein, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych UW
Bardzo żałuję, że z tych publicznych debat nie wyciąga się żadnych wniosków. Wszyscy się temu przysłuchujemy, ale widać, że nikt, a zwłaszcza politycy, nie wyciąga żadnych wniosków. Jakaś sprawa wybucha, potem cichnie i efektów debaty publicznej nie ma. To jest wyraźnie niewykorzystany potencjał. Nie ma nawet dalszych analiz, monitorowania zjawisk pojawiających się w dyskusji społecznej. Można więc podejrzewać, że owe debaty używane są bardziej jako chwyt marketingowy niż jako spełnienie rzeczywistej społecznej potrzeby. W końcu ludzie stają się zmęczeni, widząc, że dyskusje nie prowadzą do niczego konkretnego.

Dr Błażej Poboży, Instytut Nauk Politycznych UW
Mam wrażenie, że największe zainteresowanie budzą te debaty, które się nie odbyły albo odbyły się w innej formie, niż zakładano, więc w sumie rozminęły się z oczekiwaniami i szefa rządu, i central związkowych. Można jednak zadać pytanie, czy Polacy potrzebują debat, i wtedy wydaje się, że jeśli potrzebują, to jedynie jakiejś wielkiej, poruszającej kluczowe tematy. To natomiast, co się odbywa za pośrednictwem mediów, staje się coraz bardziej ucieczką od spraw trudnych na rzecz medialnych newsów i „tabloidyzacją” wymiany opinii. Jest bardzo przygnębiające, że w programach informacyjnych wypełnia się czas wiadomościami o drugorzędnym znaczeniu. Także w programach z politykami mamy do czynienia z happeningami, i to często tylko jednego posła. Ciągłe powtarzanie, że Polacy potrzebują debaty, brzmi jak mantra. Jako propagator idei społeczeństwa obywatelskiego wierzę, że debata jest nam bardzo potrzebna, ale z drugiej strony widzę, że w obecnej sytuacji politycznej nie ma warunków do spełnienia takiej idei. Głównie dlatego, że partie polityczne nie są tym zainteresowane, gdyż dla nich otwieranie dużej publicznej dyskusji to otwieranie nowego pola konfliktu.

Dr Piotr Weryński, Politechnika Śląska, Katedra Stosowanych Nauk Społecznych
Jeśli przyjmiemy założenia teoretyczne, to z tego punktu widzenia społeczeństwo obywatelskie buduje się właśnie w taki sposób, m.in. poprzez publiczne debaty z udziałem mediów o sprawach najważniejszych dla społeczeństwa. Tak powinno więc być i to byłoby najbardziej dla nas właściwe. Jest jednak kwestia instrumentalizowania debaty publicznej, która bywa wykorzystywana do budowania obrazu polityków oraz różnych instytucji. Jeśli debatę wykorzystuje się nie pro publico bono, ale do innych celów, to efekty mogą być całkiem odwrotne, tworzą się dalsze społeczne napięcia, konflikty. To, co miało służyć budowaniu, było słuszne jako narzędzie dialogu w społeczeństwie obywatelskim, staje się instrumentem destrukcji.

Wydanie: 21/2009

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy