Czy referendum warszawskie ma sens na rok przed wyborami?

Czy referendum warszawskie ma sens na rok przed wyborami?

Sebastian Wierzbicki,
wiceprzewodniczący Rady m.st. Warszawy, przewodniczący stołecznego SLD
Jako SLD od początku mówiliśmy, że referendum nie prowadzi do realizacji podstawowego celu, odsunięcia PO od władzy w stolicy. Nawet gdyby doszło do odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, na jej miejsce premier powoła politycznego komisarza – oczywiście z PO. Z każdym dniem coraz wyraźniej widać, że referendum nie jest inicjatywą obywatelską, jak oczekiwali warszawiacy, ale projektem politycznym PiS, Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, Solidarnej Polski i Ruchu Palikota. Celem tej koalicji jest utorowanie IV RP drogi do władzy w Warszawie, jak to się stało w Elblągu. Organizowanie referendum, i to rok przed normalnymi wyborami, jest bezsensowne.

Jerzy Majewski,
b. prezydent Warszawy (1973-1982)
Nie ma sensu na rok skazywać się na rządy komisarza. Nie wiadomo, kto nim będzie, i może się okazać, że „zamienił stryjek siekierkę na kijek”. To jest zwykła nagonka. Nie wybieram się na referendum.

Jerzy Bolesławski,
b. prezydent Warszawy (1986-1990)
Nie ma, bo w efekcie nic pozytywnego się nie wydarzy. Nawet jeśli odwołanoby panią prezydent, komisarz będzie miał bardzo krótką perspektywę. Referendum przynosi tylko punkty partii opozycyjnej, która zbija na tym kapitał, więc wszystkich zdrowo myślących takie postępowanie powinno odrzucać. Mnie takie rozumowanie nie pociąga.

Prof. Jadwiga Staniszkis,
socjolog, UW
Referendum ma sens, bo jest instytucją demokracji. Jego zapowiedź zmobilizowała prezydent Gronkiewicz-Waltz. Nawet jeśli obroni swoje stanowisko, w PO wywoła to refleksję nad rozrostem administracji, jej upartyjnieniem i niekompetencją. Będzie to więc bardzo pozytywne ostrzeżenie dla władzy. Mimo że nie jestem krytykiem pani prezydent, uważam, że zdała egzamin na tym stanowisku, potrafi kierować tak wielkim organizmem, układać harmonogramy i regulować przepływy wielkich kwot pieniędzy, to samo referendum jest czynnikiem mobilizującym.

Marcin Święcicki,
b. prezydent Warszawy (1994-1999), poseł PO
Referendum na rok przed wyborami nie ma sensu w mieście, które awansuje w rankingach najlepszych miast świata pod względem jakości życia (19. miejsce – przed Pragą i Budapesztem), po Londynie jest drugim najlepszym miejscem do inwestowania w Europie, które pozyskało 8,5 mld zł z UE, w którym wybudowano nowy most, nowe odcinki obwodnicy, Centrum Nauki Kopernik, największą w Polsce oczyszczalnię ścieków, buduje się drugą linię metra, przechodzi na najwyższe standardy w komunikacji miejskiej itd. Były ambitniejsze plany, ale kryzys finansowy uniemożliwia realizację wszystkich zamierzeń. Uważam referendum za bezsensowną demonstrację i dlatego nie wezmę w nim udziału.

Paweł Piskorski,
b. prezydent Warszawy (1999-2002)
Ma sens. Procedurę referendum specjalnie zawarliśmy w ustawie o samorządzie terytorialnym, aby wyborcy czuli się gospodarzami. Są wysokie progi – zarówno liczby koniecznych podpisów, jak i wymaganej frekwencji – nie podzielam więc zdania prezydenta Komorowskiego, że trzeba je podwyższać. Do końca kadencji jest ponad rok, więc jeśli wyborcy źle oceniają prezydenta, nie muszą się męczyć z władzami lokalnymi. Z taką intencją tworzyliśmy ustawę i taka jest praktyka, a argumenty stronnicze są nadużywane w doraźnej grze politycznej. W Łodzi było nawet mniej niż rok do wyborów, ale wtedy PO nawoływała do odwołania prezydenta Kropiwnickiego.

Renata Dancewicz,
aktorka
Nie uważam, by to miało wielki sens. To jedynie przypomnienie władzy o tym, że jest po to, by mieszkańcom żyło się dobrze. Jednak całe to polityczne zamieszanie wygląda na hucpę. Angażują się partie, a przecież są spore koszty i dodatkowy bałagan. Warto dać władzy ostrzeżenie, pokazać żółtą kartkę, ale samo działanie jest upolitycznione i raczej nie pójdę głosować.

Wydanie: 41/2013

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy