Czy śmieciowe jedzenie znika ze szkół?

Czy śmieciowe jedzenie znika ze szkół?

Prof. Małgorzata
Kozłowska-Wojciechowska,
dietetyk, prezes Fundacji Rada Promocji Zdrowego Żywienia Człowieka
Obiema rękami podpisuję się pod tym, co powiedziała pani premier o śmieciowym jedzeniu, ale w praktyce wszystko zależy od kierownictw szkół, od rad rodziców i np. czynników ekonomicznych. Bo przecież szkolne kioski czy sklepiki prowadzą ajenci, którzy chcą zarobić, i mogą być niezadowoleni, że zamiast chipsów zaproponuje się jabłka, co może obniżyć ich wpływy. Idea jest doskonała, ale wykonanie musi godzić różne interesy.

Włodzimierz Paszyński,
wiceprezydent Warszawy
Nad kwestią posiłków dla uczniów pracujemy od kilku lat, wydaliśmy np. poradnik „Wiem, co jem”, a w czerwcu ukazało się zarządzenie pani prezydent określające, co może być w szkole jedzone, a co nie powinno. Zarządzenie dotyczy produktów spożywczych dostępnych w sklepiku, bufecie, automacie. Na liście polecanych produktów spożywczych znalazły się np.: kanapki na bazie pieczywa typu graham, razowego lub mieszanego, chleb, bułki z dodatkiem: masła lub margaryn miękkich wysokiej jakości (kubkowe, niepolecane masło roślinne), chudych wędlin (wysokiej jakości), chudego pieczonego mięsa, serów podpuszczkowych (żółte), twarogowych (białe), ryb np. (ryba wędzona, pasta rybna), jaj lub pasty jajecznej, warzyw (np. sałata, kapusta pekińska, papryka, pomidor, ogórek), owoców (np. jabłko, pomarańcza). Podobnie jest z produktami mlecznymi. Próbujemy walczyć z tzw. śmieciowym jedzeniem i wydaje się, że będzie to skuteczne. Dyrektorzy przedszkoli i szkół do 31 sierpnia mieli przedstawić szczegółowe sprawozdanie z realizacji zaleceń.

Wiesław Kołak,
prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci
Zwracamy uwagę na problem znikających stołówek i obserwujemy szkolne sklepiki, które sprzedają nie zawsze zdrowe produkty. Organizowaliśmy kolonie dla dzieci z nadwagą, która ma pewnie związek ze śmieciowym jedzeniem. Sądzę, że wszystko bierze się stąd, że rodzice są zagonieni i nawet nie przygotowują dziecku drugiego śniadania, wolą dać mu 10 zł, aby samo coś sobie kupiło. TPD robi prelekcje dla rodziców, jakie nawyki żywieniowe kształtować. Trzeba też mówić o organizacji czasu wolnego dzieci, o potrzebie ruchu, sportu.

Dr inż. Danuta Gajewska,
prezes Polskiego Towarzystwa Dietetyki, SGGW
Trudno odpowiedzieć tak lub nie. Są szkoły, w których nigdy takiej żywności nie było, bo dyrektor i rada rodziców mają wystarczające kompetencje do kontroli tego, co na terenie szkoły (zarówno w stołówce, jak i w sklepiku) jest oferowane uczniom. Są też niestety placówki wymagające głębokich zmian. Nasuwa się pytanie, kto pomoże reformować szkolne sklepiki i stołówki. Może warto pomyśleć, aby szkoły miały możliwość współpracy z dietetykami? Wydaje się, że zdecydowanie ważniejsza jest edukacja niż nakazy i zakazy w zakresie żywienia.

Maria Maciejewska,
wicedyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Gdyni
Zastosujemy się do takich zasad, np. zlikwidujemy automat sprzedający napoje i batoniki, jeśli zostanie wydany taki przepis. Szkoła nic na tym nie straci albo straci bardzo niewiele. Mamy natomiast dosyć ograniczony wpływ na obyczaje żywieniowe uczniów. Od lat wspólnie z sanepidem prowadzimy akcję „Żyj zdrowo”, ale to działanie długofalowe. Na co dzień działa stołówka szkolna, która przygotowuje posiłki zdrowe, pożywne i nie korzysta z żadnych półproduktów. Sklepik szkolny też propaguje zdrową żywność, produkty niezawierające konserwantów ani substancji słodzących.

Elżbieta Skoczylas,
prezes Fundacji Pomocy Szkole im. Edwarda Machniewicza,
Góra, woj. dolnośląskie
Fundacja udziela wszechstronnej pomocy LO im. A. Mickiewicza w Górze. Na terenie gminy jest 10 szkół, a fundacja ma kontakty z 27 szkołami. W niektórych są stołówki, ale z tego, co wiem, jedzenie jest tam dowożone, jest catering.

Wydanie: 47/2014

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy