Na czym zarabiali satyrycy? (Roczne zeznanie majątkowe 2005)

Na czym zarabiali satyrycy? (Roczne zeznanie majątkowe 2005)

Tadeusz Drozda, b. dyżurny satyryk kraju
W roku 2005 satyrycy byli w odwrocie. Zniknęliśmy z szybkich mediów, w gazetach się nas nie drukuje. Dożyliśmy znów czasów, kiedy rząd rządzi, partia kieruje, a satyra stała się zbędna. Żyjemy trochę z rozpędu, bo jeszcze nas wiele osób pamięta ze szklanego ekranu. Mniej zarabiamy, coś tam odłożyliśmy, ładujemy akumulatory, aby w przyszłym roku, znowu pokazać się światu. Zapasy się gromadziło, gdy człowiek hasał, po kim chciał. Żyjemy jeszcze z Wałęsy, Kwaśniewskiego, nawet Krzaklewskiego, bo oni się nie obrażali. Teraz jest bardzo dobrze w kraju, gdyż rządzi jedyna słuszna władza, która w ogóle się nie myli i nie ma się jej po co czepiać.

Ryszard Marek Groński, publicysta, satyryk
Długoletni redaktor naczelny „Szpilek”, Arnold Mostowicz, wspominał spotkanie polskich autorów z moskiewską publicznością: Nadzwyczajnie oklaskiwano tego, który powiedział, że Polska Ludowa zrobiła z nas satyryków. Mam nadzieję, że IV Rzeczpospolita też stoi przed podobną szansą. Nie tylko becikowe sprawy, ale każdego dnia rodzić się będą satyrycy, humoryści, prześmiewcy i kpiarze.

Jan Pietrzak, satyryk, szef kabaretu Pod Egidą, b. kandydat na prezydenta RP
Rządy SLD, a zwłaszcza końcówka, były finansowo znakomite. Miller i Belka dobrze poddawali się satyrze, bo mieli na swym koncie śmieszne numery. To samo odnosi się do poprzedniej kadencji parlamentu. Wiele mu zawdzięczam finansowo, choć nie mogłem się z tym dostać do mediów, bo tam pozostali jeszcze ludzie Millera i Belki, którzy tego nie puszczali. Teraz niestety kończy się ten repertuar, a tak dobrze się korzystało z obrad komisji śledczych, z afer Rywina, Orlenu i PZU, z budowania autostrad przez ministra Pola itd. Np. premier Miller otwierał uroczyście nowy odcinek autostrady, który był jednak krótszy niż przecinana wstęga. Teraz będę miał ciężko, ale w końcu przez 45 lat dawałem sobie radę. Zresztą nawet z najlepszego rządu, który w dodatku się popierało, można sobie trochę pożartować.

Marcin Wolski, twórca „Polskiego zoo”
Na pewno zarabialiśmy na wyborach. Niektórzy, jak Jan Pietrzak, załapali się na duże imprezy w PiS. Inni koledzy brali udział w imprezach Platformy, SLD itd. Ja jednak występowałem gratis, dawałem twarz na imprezach Kaczyńskiego, społecznie jako obywatel, a nie satyryk. Jestem takim frajerem, który nigdy nic nie zyskał na kampanii wyborczej, nie kandydowałem ani nie objąłem żadnego stanowiska. Nie wiem, czy teraz, gdy władze zobaczą moją szopkę, będą takie szczęśliwe. Efekt takiej szopki jest zawsze niewiadomy, a łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Ja w każdym razie bardzo skrupulatnie rozdzielam siebie jako autora i jako obywatela. Do niedawno zarabiało się na „grupie trzymającej władzę”, która była najbardziej satyrycznym tematem, ale z drugiej strony traciło się, bo nie miałem dostępu do telewizji przez cztery lata. Moje kłopoty zaczęły się w 1999 r. i dopiero w końcu ub.r. udało mi się zrobić wreszcie szopkę.

Szczepan Sadurski, satyryk, rysownik, przewodniczący Partii Dobrego Humoru
Jako rysownik prasowy zarabiam marnie, bo prasy nie stać na Sadurskiego. Więcej otrzymuję od agencji reklamowych, portali internetowych i wydawnictw reklamowych. Nadal wydaję jednak czasopisma satyryczne i absolutnym hitem był tomik z anegdotami o świętej pamięci Janie Pawle II. Bez wątpienia dobrym materiałem dla satyryków były ostatnie wybory. Także każda nowa ekipa polityczna dostarcza tematów, sądzę więc, że satyrycy nie będą stali w kolejce po zasiłek dla bezrobotnych. Według moich obserwacji, uprzywilejowaną pozycję dotychczasowego lidera satyrycznych żartów Andrzeja Leppera zajmie niebawem prezydent Kaczyński.

Marcin Daniec, satyryk, aktor
Nie przeliczam tego na pieniądze, nie mam odwagi, ale najwięcej powodów do żywiołowej reakcji widzów dostarczył mistrz rolniczych blokad. Cokolwiek by nie zrobił, cokolwiek by nie powiedział staje się to znakomitym pretekstem do monologów. Innym tematem jest sytuacja polskiej piłki nożnej, organizacja mistrzostw europy, wiara PZPN i wielka odwaga, aby, przynajmniej w słowach, pokonać wszystkich naszych przeciwników. Na to nie można inaczej reagować, niż śmiać się od ucha do ucha. Niezły plon przyniosły ostatnie wybory, zwłaszcza niezwykłe zjawisko, kiedy z powodu zaspania jednego palacza, który zapomniał otworzyć lokal wyborczy, przedłużono ciszę wyborczą w całym kraju o 25 minut. I na deser – trwający już ponad tydzień maraton z tajnymi lotami CIA, co do którego wszyscy przysięgają, że nic nie było, a sprawa się sama rozwija.

Andrzej Mleczko, rysownik
Dla mnie takie szczególne tematy nie mają żadnego znaczenia. Jako rysownik staram się nie zwracać uwagi na to, jakie są w danym momencie wydarzenia. Zacytuję jednak mojego kolegę Henryka Sawkę, który parafrazując Feliksa Dzierżyńskiego, powiedział kiedyś: dajcie mi człowieka, a jakiś rysunek na niego zawsze się znajdzie. Nie wiem, czy ja na każdego coś znalazłem, ale to brzmi bardzo dobrze.

Jerzy Urban, redaktor naczelny „NIE”
Najbardziej żerowaliśmy na moherowych beretach, Radiu Maryja, koalicji z PiS, wzroście znaczenia kleru i klerykalizmu, na obłudzie pobożnych polityków typu Dorn i seksrekordzistka, na zmianie poglądów wielu osób w trakcie długiej kampanii wyborczej. Pisaliśmy też krytycznie o Leszku Millerze i innych postaciach lewej strony, jednak tej dziedziny ze względu na lewicowy charakter pisma nie traktowaliśmy satyrycznie, lecz z powagą i ubolewaniem. Nie śmieszyły nas wcale nieszczęścia lewicy.

Robert Górski, Kabaret Moralnego Niepokoju
Rok był bogaty w przygody, wybory i przetasowania na scenie politycznej. Satyrycy dostrzegali nowe twarze które z cienia wychodzą na pierwszy plan. Dowcipy o starych politykach już zaczęły nudzić, gdyż były eksploatowane przez ostatnie cztery lata. Teraz tworzy się nowe kalambury. Innym źródłem radości jest polska piłka nożna, zwłaszcza po tym, jak Polacy dostali się na mundial. Staramy się też, by nasze żarty obejmowały życie prywatne, rodzinne, zbiorowe. Rzeka inspiracji płynie zwykle na styku różnych podziałów i kontrastów, co staje się bardzo interesującym materiałem. Nie chodzi tutaj na podział eksploatowany już od wielu lat, na postsolidarnościowców i postkomunistów, ale na bardzo wyrazisty i aktualny podział na moherowe berety i zwolenników marszów równości. Takie sprawy są naszym ulubionym paliwem.

Jerzy Kryszak, aktor, satyryk
Żerowałem na kampanii wyborczej. Doprowadziłem lewicę do końca, następnie cieszyłem się z razem z Andrzejem Lepperem z 16% poparcia, jakie osiągnął ze swoją partią, kibicowałem PiS i Platformie Obywatelskiej, bo wyborcze zmagania były jak dobry bulion dla drobnoustrojów, znakomita pożywka dla wirusa prześmiewczego. W dniu wyborów grałem wieczorem w Poznaniu. Zacząłem o 19, a o godz. 20.25 ktoś mi podał na kartce wyniki. Kiedy je odczytałem, sala aż jęknęła.

Leszek Malinowski, lider kabaretu Koń Polski
Należy zacząć od tego, że w tym roku zarobiliśmy mało, bo konkurencja jest coraz silniejsza. Mówię oczywiście o konkurencji z okrągłego gmachu przy ul. Wiejskiej w Warszawie. Największą robotę odwaliła za nas Samoobrona, która po wyborach prosto do kamer powiedziała, że ich program był na podpuchę, żeby zrobić dobry wynik, a teraz już wyborców mają tam, gdzie zawsze… A kiedy dowiedziałem się, że poseł partii, która głosowała przeciwko wstąpieniu do Unii Europejskiej, za pieniądze zarobione w Brukseli zamówił prostytutkę, którą ponoć zgwałcił, stwierdziłem, że w robieniu jaj aktualnie prowadzą politycy.

 

Wydanie: 51-52/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy