Z dala od polityki – śmiać mi się chce

Z dala od polityki – śmiać mi się chce

Na kilka dni przed wyborami zjechała tu z poparciem dla wojewody Kracika ekipa rządząca z premierem Tuskiem. Od dawna nie było w Krakowie tylu ministrów

Prof. Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa, który w drugiej turze wyborów będzie walczył o reelekcję z wojewodą Stanisławem Kracikiem z PO

n Wojewoda Stanisław Kracik, pana kontrkandydat w wyborach, opierając się na wynikach sondaży, ogłosił w niedzielę wieczorem, że dostał pan czerwoną kartkę, a w poniedziałek okazało się, że jest akurat odwrotnie, to pan w pierwszej turze zwyciężył, zdobywając 40,78% głosów, a on 33,69%.
– Nie da się tego skomentować inaczej, jak używając terminologii sportowej, chciał usunąć mnie z boiska jeszcze w trakcie gry.
n Zwycięstwo zaledwie siedmioma punktami też było w Krakowie zaskoczeniem, bo liczono na pana lepszy wynik. Jak będzie w drugiej rundzie, 5 grudnia?
– Zbieram siły i zdaję sobie sprawę, że będzie trudno, bo jest to walka nierówna. Będąc kandydatem bezpartyjnym, nie mam do dyspozycji takiej partyjnej machiny, jaką dysponuje PO, ani takich środków finansowych. Kandydaci komitetów niezależnych ograniczeni są limitami finansowymi, których nie mogą przekroczyć. Poza tym przypuszczam, że po zwycięstwie w stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz objęcie funkcji prezydenta Krakowa przez kandydata PO będzie punktem honoru dla tej partii i tu zostaną skierowane dodatkowe środki na propagandę wyborczą, choć niewątpliwie PO nie odpuści też takich ważnych miast jak Łódź, Bydgoszcz, Lublin, Opole, Poznań. Poza tym w ramach hasła „Z dala od polityki” mojego kontrkandydata wspiera rząd. Na kilka dni przed wyborami zjechała do Krakowa i Niepołomic z wyrazami poparcia ekipa rządząca, był premier Tusk, minister Kudrycka. Nie doleciał minister Grabarczyk, bo z powodu mgły samolot nie mógł wylądować w Balicach. Przez wiele miesięcy w Krakowie nie było tylu ministrów, co tuż przed samymi wyborami. Teraz pewnie też się pojawią. Śmiać mi się chce, jak widzę to hasło na plakatach i transparentach, bo realia są zupełnie inne.
n Czy w ciągu dwóch minionych kadencji na stanowisku prezydenta Krakowa szefowie partii politycznych próbowali wywierać na pana naciski?
– Nawet nie próbowali, bo wiadomo, jak byliby potraktowani. Niemniej jednak cały czas na plecach czułem oddech partyjnych przywódców. Dzisiaj partie polityczne oddziałują na samorządy poprzez swoich radnych. Często widać na sesjach, jak radni telefonują do swoich szefów partyjnych i pytają, jak mają głosować. Dlatego zawsze uważałem, że radni powinni zostawiać telefony przed wejściem na salę obrad i włączać samodzielne myślenie. A na partyjnych gremiach zapadają często kuriozalne polecenia, które radni są zobowiązani realizować. Dopóki radny nie będzie postępował zgodnie z własnym sumieniem i interesem miasta, nie będzie nigdy prawdziwej samorządności.
n Dużo miał pan przypadków takiego sterowania zza pleców?
– Bardzo dużo. Pod koniec ubiegłego roku radni PO podjęli próbę odrzucenia budżetu miasta bez żadnych poważniejszych argumentów, tylko po to, by zrobić koło pióra prezydentowi. Nawet prasa zauważyła, że utrudniając życie urzędującemu prezydentowi, Platforma chce ułatwić start swojemu kandydatowi. Nikt się nie martwił, jakie konsekwencje grożą miastu, gdyby budżet nie został uchwalony. Radni nie poparli mojego wniosku o skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie, czy działalność Komisji Majątkowej, która zwraca mienie Kościołowi, oraz Komisji Regulacyjnej oddającej majątek gminom żydowskim jest zgodna z konstytucją RP. Zagłosowali wbrew interesom miasta, bo tak kazali im postąpić partyjni sekretarze. Takich przykładów mógłbym podać bardzo dużo.
n Czy coś się zmieni w prowadzeniu przez pana kampanii wyborczej przed drugą turą?
– Podobnie jak poprzednio będę walczył siłą argumentów. Z pewnością popełniłem trochę błędów przed pierwszą turą, być może zbyt mało pokazałem mieszkańcom, jakie mam plany na przyszłość.
n Czy pana program wyborczy bardzo różni się od programu wojewody Kracika?
– Mój program nie jest zbiorem pobożnych życzeń, w którym obiecuję każdemu coś miłego, jak ma to miejsce w przypadku mojego rywala. Program wyborczy nie może być oderwany od rzeczywistości. Są sprawy, których budżet miejski nie podźwignie, które leżą w kompetencji państwa. Niektórych nie można zrealizować, bo priorytety są inne i to mieszkańcom trzeba powiedzieć. Uważam, że mój program jest realny i ma na celu poprawienie komfortu życia mieszkańców. W programie wojewody Kracika jest wiele spraw, które ja już zacząłem realizować, i chwała mu, że o tym mówi, ale w jego deklaracjach jest wiele utopii, wizji nie do zrealizowania.
n Czy podejmie pan rozmowy z kandydatem PiS Andrzejem Dudą, który odpadł w pierwszej turze wyborów, na temat ewentualnego przekazania panu poparcia?
– Nie, bo w myśl hasła „Z dala od polityki” to nie elity polityczne powinny rządzić miastem.
n Przepraszam, ale to jest hasło pana przeciwnika.
– Zgadza się, on ma je na plakacie, ale ja je wprowadzam w życie. Zależy mi na poparciu mieszkańców miasta i nie interesuje mnie, czy są oni członkami Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej czy SLD.
n Skąd takie duże poparcie dla pana wśród mieszkańców Nowej Huty? Czy ma pan jakiś plan dla tej dzielnicy?
– Od dawna staram się coś zrobić dla dotychczas zaniedbywanych obszarów miasta i cieszę się, że mieszkańcy Nowej Huty to dostrzegają. W Nowej Hucie zbudowaliśmy ośrodek Com Com Zone, z którego korzystają tysiące młodych ludzi, przeprowadziliśmy rewitalizację alei Róż, Zalewu Nowohuckiego, powstał Teatr Łaźnia Nowa. Starałem się też zadbać o takie zaniedbane dotychczas tereny Krakowa jak Zabłocie czy Podgórze.
n Czy nie uważa pan, że w ostatnich wyborach coś drgnęło w polskiej demokracji? Mamy coraz więcej bezpartyjnych samorządowców – Wojciech Szczurek w Gdyni, Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu, Michał Zaleski w Toruniu, Tadeusz Jędrzejczak w Gorzowie Wielkopolskim, Piotr Uszok w Katowicach, Ryszard Grobelny w Poznaniu.
– Z pewnością jest to sygnał, że trzeba iść tą drogą i stawiać w terenie na ludzi, a nie na partie polityczne. Być może zrobiliśmy niewielki krok do przodu, ale nie mogę powiedzieć, że z naszą demokracją jest już dobrze. Dużo lepiej zaczyna być w małych miejscowościach, gdzie ludzie dostrzegają wartość człowieka sprawującego władzę, w dużych miastach dalej liczy się szyld partyjny. Aby samorządy stały się prawdziwie samorządne, musi być też taka wola rządu. Tymczasem nie czuję chęci decentralizacji władzy. Samorządy często są postrzegane jako instytucje odbierające władzę urzędnikom państwowym i tylko im przeszkadzające, a widać to szczególnie w dużych miastach. Choć teoretycznie samorządy powinny, jak nazwa wskazuje, same rządzić, to nadal wiele decyzji zapada poza nimi. A przede wszystkim trzeba, aby były rzeczywiście „z dala od polityki”. Bardzo tego pragnę, choć mój konkurent to reklamuje.

Wydanie: 48/2010

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy