Dlaczego kibole wygrywają z państwem?

Dlaczego kibole wygrywają z państwem?

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski,
adwokat, karnista, były minister sprawiedliwości
Przede wszystkim dlatego, że działania podejmowane wobec kiboli są niespójne. Brakuje jednolitego frontu sprzeciwiającego się tego typu wybrykom. Część polityków wykorzystuje kiboli do walki z oponentami politycznymi, policja chwilami nie bardzo wie, kiedy może interweniować, kluby stają w obronie kiboli i bagatelizują ich zachowania, a wojewodowie zamykając jedną trybunę, są nieskuteczni, bo kibole siedzą sobie wówczas na drugiej. Również sądy często lekceważą zagrożenie, zasądzając symboliczne kary. Mało stanowcza bywa także prokuratura. Wreszcie wspomnieć należy o niedostatkach ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Sprawa Łomianek pokazuje, że powinna obejmować także imprezy, w których uczestniczy mniej niż 1 tys. osób.

Jerzy Dziewulski,
specjalista ds. bezpieczeństwa
Dopóki chociaż jednemu politykowi odpowiada bronienie stadionowych chuliganów, dopóty nie ma szans na ukrócenie tego procederu. Bo taki polityk zawsze znajdzie powód do atakowania policji i rządu. Równocześnie będzie bronił wybryków bandytów, którzy do własnych celów wykorzystują wzniosłe treści na transparentach, okrzyki, a nawet wiarę w Boga. Ci stadionowi bandyci bardzo dobrze wiedzą, jak zagrać na uczuciach. Umiejętnie podlizują się pewnemu ugrupowaniu politycznemu, a ono to akceptuje. I nic nie da gadanina, że należy lepiej wyposażyć policjantów lub przeznaczyć na policję większe fundusze, bo, powtórzę, jedyną szansą na rozprawienie się z chuligaństwem jest absolutna jednomyślność i potępienie bandytów.

Jan Tomaszewski,
były bramkarz reprezentacji Polski, poseł PiS
Zorganizowane grupy tzw. pseudokibiców powinno się nazwać terrorystycznymi bandami futbolowymi i zwalczać jak terrorystów. Bandyci wygrywają, bo zakładają koszulki klubowe i podszywają się pod normalnych fanów. Należy ich rozpoznać, a ich działalność nazwać po imieniu. Osobną kwestią są stadiony. Teraz jest na nich naprawdę bardzo bezpiecznie. Jednak nie można tolerować kilkuset poznańskich chamów, którzy zepsuli nam wspaniałą opinię kraju ludzi gościnnych, którą zyskaliśmy po Euro. Zastanawiam się, jakim cudem ci ludzie wnieśli na stadion Lecha wielki transparent obrażający Litwinów. Przecież nie w kieszeniach. I nikt za to nie odpowiedział! Dlatego przegrywamy, bo nikt nie ponosi odpowiedzialności.

Maciej Polkowski,
publicysta
Niestety, zdecydowana większość partii politycznych sprzyja bezprawiu, chuligaństwu, a nawet bandytyzmowi. W imię niepojętych i wyimaginowanych „patriotyzmów” kokietuje się środowiska przestępcze. W konfrontacji z jawną przemocą niewiele może zdziałać profilaktyka. Rozumiał to burmistrz Nowego Jorku Rudolf Giuliani, wprowadzając skuteczny program „Zero tolerancji”. Rozumiała także Margaret Thatcher. Przypomnijmy, jakie decyzje podjął jej rząd: 1. kary za wbiegnięcie na boisko – w przeliczeniu od 15 tys. do 120 tys. zł (dla kibola); 2. kara za bójkę stadionową i niszczenie obiektu – od 22 tys. zł w górę i dożywotni zakaz stadionowy na wszystkie mecze; 3. złamanie zakazu stadionowego, niestawienie się na policji – areszt, kara 4 tys. zł; 4. kara dla klubu za niezapewnienie bezpieczeństwa – od pół miliona złotych w górę. Do tego sądy bezwzględnie karzą kiboli, a za interwencję policji na stadionie płaci klub. Policja powinna budzić respekt, a nie tłumaczyć się z tego, że zareagowała.

Mirosław Żukowski,
dziennikarz sportowy „Rzeczpospolitej”
Polska specyfika jest niestety taka, że kibice, którzy biją się na stadionach, znajdują poparcie wśród poważnych polityków. Owi politycy bronią potem awanturników w mediach, przedstawiając ich jako depozytariuszy pewnych wartości. Jeżeli „Żyleta” na Legii lub „Kocioł” w Poznaniu robią oprawy upamiętniające narodowe zrywy, to dla mnie jest to wyłącznie alibi a conto przyszłej rozróby. Żeby to ukrócić, potrzebne jest polityczne porozumienie ponad podziałami. Chodzi o to, żeby nikt do bandytów się nie przyznawał i ich nie bronił. Niezbędny jest monitoring na stadionach oraz świadomość, że kara dla każdego będzie surowa i przede wszystkim nieuchronna.

Jakub Kwiatkowski,
rzecznik prasowy PZPN
Na stadionach jest coraz bezpieczniej, a chuligańskich incydentów na boiskach Ekstraklasy i I ligi praktycznie nie ma. Świadczą o tym statystyki zawarte w raporcie opracowanym przez Departament Bezpieczeństwa PZPN. Obecnie problem polega na tym, że bandyci ze stadionów przenieśli się na ulice. Oczywiście, jako związek moglibyśmy powiedzieć, że to nie nasza sprawa, bo to nie my jesteśmy od pilnowania porządku na ulicach. Chcemy jednak rozwiązać ten problem. Aby zapobiegać takim sytuacjom jak w Łomiankach, najważniejsza jest współpraca wszystkich zainteresowanych stron: policji, prezydentów miast, wojewodów, związków sportowych.

Wydanie: 35/2013

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy