Dlaczego kolejnej władzy nie udaje się rozwiązać problemów służby zdrowia?

Dlaczego kolejnej władzy nie udaje się rozwiązać problemów służby zdrowia?

Dr Robert Sapa,
Porozumienie Zielonogórskie
Ekipom brakuje odwagi politycznej do przeprowadzenia konkretnych zmian, usystematyzowania, uregulowania działania rynku usług i dopasowania potencjału finansowego do ilości usług. Silne lobby profesorsko-ordynatorskie w służbie zdrowia woli wciąż zachować status quo, niż zmienić system na rynkowy. Aby tego dokonać, potrzebna jest zgoda polityczna ponad podziałami wszystkich partii. Reformę musiałaby przeprowadzać jedna osoba, mająca osobowość Józefa Piłsudskiego, odpolityczniona, z wieloletnim stażem, której przyznano by szczególny status ochrony, np. świadka koronnego. Taka osoba musiałaby działać nieprzerwanie przez sześć-siedem lat, a po zakończeniu misji musiałaby opuścić kraj i wyprowadzić się za granicę. Moim zdaniem, żadna ekipa tego nie zrobi. Tworzenie po każdym sezonie nowej koncepcji to całkowity idiotyzm i absurd.

Ewa Fica,
przewodnicząca sekretariatu zdrowia śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”
Następuje cząstkowa rozbiórka całego systemu, bo każdy rząd próbuje eksperymentów na służbie zdrowia, w czym jest więcej uznaniowości niż obiektywizmu. Podział pieniędzy według algorytmu, który dla każdej koalicji wygląda inaczej, doprowadził do zapaści niektóre placówki. Trzeba wreszcie powiedzieć jasno, co zmieniać i jak zmieniać w służbie zdrowia. Na razie ma być kontrola ministra finansów i NIK w centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, bo tam jest nieuczciwy podział pieniędzy. Zasady podejmowania decyzji zmienia się z miesiąca na miesiąc, zaniża się w planach finansowych wpływ składki zdrowotnej ubezpieczenia. Systemu nie należy przewracać do góry nogami, nie likwidować funduszu itd., bo to kosztuje. Nie tworzyć nowych ustaw na kolanie. Lepiej środki na tworzenie nowego systemu przeznaczyć na leczenie i poprawić podział pieniędzy, aby był uczciwy.

Marek Balicki,
b. minister zdrowia
W rządzie Belki zaczęliśmy rozwiązywać kilka problemów, np. ustawę 203, pożyczki dla szpitali, a po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ustawę o Narodowym Funduszu Zdrowia i ustawę o pomocy publicznej. W tej sprawie rząd nie musi nic robić. Przygotowaliśmy grunt pod dalsze etapy, ale teraz przez rok nie zrobiono nic, natomiast uruchomiły się słuszne oczekiwania podwyżek. Reformy jednak nie można odkładać na kolejne lata, tylko wdrażać następne etapy, bo inaczej grozi nam rewolucja. Paradoksalne, że min. Religa i część jego zastępców nie tak dawno promowali własny projekt opieki zdrowotnej. Reforma zdrowia nie jest możliwa w jednym ruchu, potrzebne są konkrety, a nie tylko obietnice.

Krzysztof Bukiel,
przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy
Główna przyczyna tkwi w tym, że politycy nie mają autorytetu wśród społeczeństwa i boją się powiedzieć prawdę. Nie da się za pieniądze publiczne zapewnić opieki zdrowotnej na wysokim poziomie wszystkim za darmo. Próby można robić, ale kończą się fatalnie. U nas są wielkie wymagania, ale niewielkie pieniądze, mimo to Wielka Brytania może pozazdrościć Polakom publicznej służby zdrowia. Tam czas oczekiwania pacjenta bywa dłuższy niż tu. U nas politycy sądzą, że są sprawy ważniejsze, a na zdrowie niewiele się wyda i jakoś to będzie. Złe traktowanie pracowników służby zdrowia wynika z zaszłości. Tak od dawna było, i tak zostało.

Prof. Krzysztof Bielecki,
kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Przewodu Pokarmowego w Warszawie
W najlepszej sytuacji był Mieszko I, bo on nie miał na kogo zwalić winy. U nas nie ma kontinuum, nie ma ciągłości rządzenia, a nie wszystko, co mój poprzednik zrobił, jest złe. Jednak tradycyjnie mówi się, że poprzednik był głupkiem, a my zaczniemy od początku dobrze. Naszym nieszczęściem jest, że ktoś z dnia na dzień zostaje premierem czy ministrem i już wie wszystko, bo brakuje mu pokory, Do rządzenia nie wystarczą chęci, potrzebne jest przygotowanie i profesjonalizm. Doświadczenia robi się tylko na zwierzętach i za zgodą komisji etycznej. Prof. Żochowski, który był ministrem w 1998 r. miał bardzo dobrą koncepcję – chciał założyć kasy chorych, nie w całej Polsce, ale w kilku regionach. Min. Maksymowicz jednak siłą wprowadził je w całym kraju, a potem Łapiński, powiedział, że to niedobre, że Narodowy Fundusz Zdrowia jest lepszy. Każdy chce pozostawić po sobie ślad. Na szczęście jestem chirurgiem i wiem, co mam robić. Gdyby ministrowie odpowiadali za to, co napsują, mniej ludzi pchałoby się do rządzenia. Ja bym zrobił jak Indianie, powołałbym radę starszych, bo nie ma lepszego doradcy niż emeryt. Jemu na niczym nie zależy, ma luksus własnego zdania.

Ryszard Frankowicz,
Stowarzyszenie Obrony Praw Pacjenta
Nie udaje się, bo żadna z ekip od 1999 r. nie wykonała rzetelnie wszystkich nowelizacji ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Mnie zastanawia, dlaczego szpitale, które cierpią na chroniczny brak środków, nie korzystają ze wszystkich sposobów ich zdobycia, np. koszty leczenia ofiar i sprawców wypadków drogowych powinny być pokrywane z obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego, tymczasem leczy się wszystkich z naszych składek, których jest wciąż za mało. Dlaczego ci, których stać, bo jeżdżą samochodami, nie mają płacić sami za leczenie? Nasze oddziały ratunkowe z tego powodu powinny być znakomicie wyposażone, a lekarze nie powinni żebrać o podwyżki. Żadna ekipa nie podjęła tego zagadnienia, jak też nie zdecydowała się, które szpitale sprywatyzować, a które pozostawić jako placówki publiczne.

Prof. Marian Szamatowicz,
ginekolog, Akademia Medyczna, Białystok, laureat Busoli „Przeglądu”
Po pierwsze, zbyt niskie środki przeznacza się na ochronę zdrowia. Po drugie, jest ona niestety zbyt zbiurokratyzowana, a zwłaszcza dotyczy to systemu funkcjonowania NFZ. Po trzecie, potrzebna jest dobra polityka kadrowa. Teraz zaczyna się nieśmiało mówić, że jest różnica pomiędzy organizacją prywatnych placówek służby zdrowia a państwowych. Nie ma wątpliwości, że przerosty zatrudnienia obciążają koszty funkcjonowania służby zdrowia. Istnieje też presja samorządów terytorialnych, aby utrzymywać przy życiu nieefektywne placówki.

Dorota Gardias,
przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych
Jedna ekipa nie rozwiąże wszystkich problemów, nie stworzy systemu, bo nie umie działać ponad podziałami politycznymi i partyjnymi. Nie ma systemowych rozwiązań, a każdy nowy rząd i nowy minister uważają, że mają monopol na wiedzę. Jest nieszczęściem, gdy ktoś taki myśli, że wie wszystko o pielęgniarkach, lekarzach, technikach rentgenowskich, analitykach, ale okazuje się, że czegoś nie zaplanował w budżecie. Teraz pojawiło się światełko w tunelu, bo zaczyna się mówić o karcie praw pracownika ochrony zdrowia, która daje pewne bezpieczeństwo i gwarancje, kto, za co i dlaczego ma dostać pieniądze. Nie da się usatysfakcjonować całej służby zdrowia, ale przynajmniej trzeba ustalić, kiedy pielęgniarki dojdą do pułapu zarobków nie mniejszych niż średnia krajowa itd. Zaplanujmy to, bo na razie nic nie jest pewne. Tego nie rozwiążą protesty na ulicach, jedno posiedzenie Sejmu czy jeden budżet. Nawet gdy będą podwyżki, to zaraz się okaże, że nie ma pieniędzy na sprzęt itd. Zarządzaniem finansami w służbie powinni się zajmować menedżerowie i nie każdy lekarz może być dyrektorem szpitala.

Wydanie: 16/2006

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy